Atman w niewoli i wolny

Swami Wiwekananda

Wykład wygłoszony w Ameryce w roku 1896.

Filozofia adwajty uznaje, że w całym wszechświecie jedno tylko jest rzeczywiste, a nazywają to (w sanskrycie) brahman. Cała reszta nie jest rzeczywista, wszystko inne jest wytwarzane z brahmana przez moc maji (māyā). Celem naszym jest powrócenie do brahmana.

Każdy z nas jest owym brahmanem, tą rzeczywistością plus maja. Kiedy zdołamy uwolnić się od tej maji, czyli niewiedzy, wówczas staniemy się tym, czym jesteśmy naprawdę.

Według tej filozofii każdy człowiek składa się z trzech części: ciała, narządów wewnętrznych, czyli psychiki oraz – poza tym wszystkim – z tego, co nazywają atmanem, z JA. Ciało jest powłoką zewnętrzną, a psychika powłoką wewnętrzną atmana. Atman jest tym, co w rzeczywistości postrzega, co rzeczywiście przeżywa; jest bytem w ciele i działa na ciało przez narządy zewnętrzne i przez psychikę.

W ciele ludzkim atman jest jedynym bytem niematerialnym. Jako niematerialny nie może być złożony, a jako niezłożony, nie może podlegać prawu przyczynowości, jest więc nieśmiertelny. Jako nieśmiertelny nie może mieć początku, ponieważ wszystko, co miało początek, musi też mieć koniec istnienia. Wynika z tego również, że musi być bezpostaciowy, bo nie ma postaci bez materii. Wszystko, co ma postać, musi mieć początek i koniec. Nikt z nas nigdy nie widział postaci, formy, która by nie miała początku i która mogłaby nie mieć końca. Forma, postać, jest wytworem siły i materii. To krzesło jest odrębną postacią, czyli pewna ilość materii była poddana działaniu pewnej ilości siły, która nadała materii określoną postać. Forma jest skutkiem kombinacji materii i siły. Otóż kombinacja, połączenie – nie może być wieczyste; wszystkie połączenia czeka kres, rozłączenie. Wszystkie więc formy mają początek i koniec.

Wiemy, że nasze ciało zginie; miało początek i będzie miało koniec. Ale JA bezpostaciowe nie może być spętane przez początek ani przez koniec. Ono istnieje od czasu bezkresnego; jak czas jest wiekuisty, tak i Ja człowieka jest wiekuiste. Przy tym to Ja powinno przenikać wszędzie. Tylko forma jest uwarunkowana i ograniczona przestrzenią; bezpostaciowe nie może być ograniczone w przestrzeni. Toteż według adwajta-wedanty JA / Atman w was, we mnie, w każdym z nas jest wszechobecny. Jesteście tak samo w słońcu, jak i na ziemi, tak samo w Europie, jak w Ameryce. Ale JA przejawia swe działanie przez psychikę i przez ciało, tam więc, gdzie one się znajdują, działanie to staje się widoczne. Każdy nasz czyn, każda myśl nasza wywierają na psychikę wrażenie, które w sanskrycie nazywane jest saṁskāra, całość zaś wszystkich wrażeń staje się potężną siłą, nazywaną charakterem. W człowieku charakterem jest to, co stworzył sam dla siebie, jest to wynik czynów myślowych i fizycznych, spełnionych w ciągu życia.

Całość samskar staje się siłą, nadającą człowiekowi kierunek natychmiast po śmierci. Kiedy człowiek umrze, ciało rozkłada się, ale samskary trwają, połączone z psychiką, która – jako złożona z subtelniejszej substancji – nie rozpada się, ponieważ im materia jest subtelniejsza, tym jest trwalsza. Ale i psychika wreszcie zakończy swe istnienie przez rozpad i to czeka nas wszystkich.

Do wyjaśnienia posłużę się tu porównaniem z wirem powietrznym, unoszącym z ziemi liście, źdźbła trawy, kurz, piórka. Powstaje z tego swoista forma. Prądy powietrza, tworzące wir, suną dalej, porzucają jedną formę i z napotkanych okruchów tworzą nową. Tak samo prądy energii, prany, tworząc wir formują z materii ciało i psychikę. Wir trwa, dopóki ciało się nie rozpadnie; potem siły te tworzą inny wir i przez niego inne ciało, a gdy tamto się rozpadnie, tworzą z kolei następne i tak ciągle.

Siła nie może zmieniać miejsca bez łączności z materią. Toteż kiedy ciało rozpada się, to, co stanowi psychikę, trwa nadal i podlega jeszcze działaniu prany; w postaci samskar ta substancja psychiki działa teraz w innym miejscu, wywołuje nowy wir z innych już materiałów, zaczyna nowy ruch i wędruje tak, aż siły tego nowego wiru doszczętnie się wyczerpią. Wtedy dopiero wir opada ostatecznie i kończy się.

Kiedy intelekt skończy się, wyczerpie się bez reszty, nie pozostawiając ani jednej samskary, wtedy dopiero będziemy zupełnie wolni; ale aż do tej chwili jesteśmy w niewoli. Aż do tej chwili atman jest przesłonięty wirem umysłu i zdaje mu się, że wir ten przenosi go z miejsca na miejsce. Kiedy ścichnie wir umysłu, atman spostrzega, że przenika sobą wszystko – może być, gdzie zechce, jest całkowicie wolny, może tworzyć umysły lub ciała, jakie zechce. Ale aż do tej chwili jest więźniem unoszącego go wiru. To wyzwolenie jest celem, ku któremu zmierzamy wszyscy.

Przypuśćmy, że w tej sali jest piłka i że każdy z nas trzyma pręt, którym bije tę piłkę. Piłka uderzana ze wszystkich stron zostanie wreszcie wypędzona poza salę. W którą stronę i z jaką siłą, to zależy od wszystkich sił, które działały na nią; skutek będzie wypadkową wszystkich uderzeń. Każdy nasz czyn myślowy czy fizyczny jest jak takie oddzielne pchnięcie, a psychika ludzka jest jak taka piłka podbijana. Miotają nami te popychania nieustanne po wnętrzu wszechświata, a wydostanie się nasze na zewnątrz uzależnione jest od siły ciosów. Kierunek i szybkość piłki zależy każdorazowo od kolejnego uderzenia; tak samo narodziny następne będą określone przez nasze czyny na tym świecie. Obecne narodziny są wynikiem naszej przeszłości.

Oto jeszcze porównanie: wyobraźmy sobie, że daję wam łańcuch bez początku i bez końca, złożony z ogniw na przemian białych i czarnych. Zorientujecie się szybko, że ten łańcuch bez końca składa się z dwojakich ogniw i że poznawszy jedną parę, poznaje się całość, ponieważ one powtarzają się jednakowo. Wszystkie nasze żywoty, przeszłe i przyszłe, tworzą – rzec można – łańcuch bez zakończenia, w którym każde ogniwo jest ograniczone narodzinami i śmiercią. To, czym jesteśmy i co tu robimy, powtarza się wielokrotnie z małymi różnicami, toteż wystarczy poznać owe dwa ogniwa, aby wiedzieć o wszystkim, co mamy do przeżycia na tym świecie.

Widzimy więc, że nasze przyjście na świat właśnie tutaj, gdzie jesteśmy, zostało wyznaczone ściśle przez skutki naszych własnych czynów w przeszłości. Sprowadziły nas tutaj własne postępki. Wychodzimy stąd z całością naszych czynów teraźniejszych, tak samo przybywamy tu obciążeni całością swych czynów w przeszłości. To, co nas zmusza do odejścia, jest tożsame z tym, co nas tu sprowadziło. A co nas sprowadza? Nasze dawne czyny w przeszłości. Co zmusza nas do odejścia? Własne czyny tutaj i teraz. I tak dzieje się z nami teraz i zawsze. Jak gąsienica, snująca nić z własnego ciała na kokon, który ją wreszcie zamknie, tak jesteśmy spętani przez własne czyny, omotani siecią własnych postępków. Uruchomiliśmy prawo przyczyny i skutku i trudno jest się nam z niego wyplątać. Poruszyliśmy koło i ono nas miażdży. Tak więc filozofia ta poucza, że jesteśmy więźniami własnych czynów, zarówno dobrych, jak i złych.

Atman nie odchodzi, ani nie przychodzi, nie rodzi się, ani nie umiera. To przyroda porusza się przed atmanem, a ruchy jej odzwierciedlają się w atmanie.

Atman poddaje się złudzeniu i wierzy, że sam zmienia miejsce, a nie przyroda. Dopóki atman tak sądzi, jest ujarzmiony, lecz kiedy odkryje, że nie porusza się nigdy, że jest wszechobecny, wtedy staje się wolny. Atman w niewoli nazywa się dźiwa (jīva). Jeżeli więc mówią, że atman przybywa i odchodzi, jest to zwrot mowy upraszczający zjawisko, podobnie jak mówienie, że słońce wschodzi i zachodzi, chociaż tak nie jest. W taki to sposób dźiwa, dusza, dochodzi do stanów niższych lub wyższych. Jest to znane prawo reinkarnacji, któremu poddane jest wszystko w świecie przejawionym (wszystko stworzone).

Są w waszym kraju ludzie, których przeraża myśl, że człowiek pochodzi od zwierzęcia. Dlaczego? Jaki ma być los ostateczny miliardów zwierząt? Czyż są niczym? Jeżeli my mamy dusze, one też je mają, a jeżeli one nie mają duszy, to i my jej nie mamy. Absurdem jest mówienie, że tylko człowiek ma duszę, a zwierzęta są jej pozbawione. Znałem ludzi gorszych od zwierząt.

Dusza ludzka przeszła przez wiele form mniej lub więcej rozwiniętych, przybierając coraz inne, odpowiednio do swych samskar, czyli wrażeń, lecz dopiero w człowieku, w formie najwyższej, może dojść do wyzwolenia. Człowiek jest wyższy ponad wszelkie inne formy, przewyższa aniołów, człowiek jest istotą najwyższą w świecie stworzonym, ponieważ osiąga wyzwolenie.

Cały ten wszechświat był w brahmanie i został wyłoniony, rzutowany poza brahmana. Pozostaje w ruchu, aby wrócić do źródła, z którego się wyłonił, podobnie jak ładunek elektryczności, wychodzący z prądnicy, obiega obwód i powraca do punktu wyjścia. Dzieje się to samo z duszą; wyłoniona z brahmana przechodzi przez najrozmaitsze formy roślinne i zwierzęce, wreszcie jest w człowieku. A człowiek jest najbliżej brahmana. Powrócić do brahmana, skąd nas wyrzuciła wielka eksplozja twórcza, jest to zadanie naszej walki życiowej. Czy ludzie wiedzą o tym, czy nie, to nie ma znaczenia.

Wszystko, co widzimy jako ruch we wszechświecie, jako walki w świecie minerałów, roślin, wśród zwierząt, są to wysiłki zmierzające ku powróceniu do centrum, do środka i znalezienia spoczynku. Istniała równowaga i ta została utracona; wszystkie części, wszystkie cząsteczki, wszystkie atomy walczą o odzyskanie utraconej równowagi. W tej walce łączą się, przemieniają i tworzą wszystkie przecudne zjawiska przyrody. Walka i współzawodnictwo w świecie zwierząt, roślin i wszędzie, walki społeczne i wojny są zawsze wyrazami walki odwiecznej o odzyskanie równowagi.

Przechodzenie przez narodziny i zgony, ta wędrówka, nazywana w sanskrycie saṁsāra, jest kołowrotem narodzin i śmierci. Wszystko stworzone, przechodzące przez ten kołowrót, musi dojść wcześniej czy później do wyzwolenia. Można by więc zapytać, po co mamy walczyć o dojście do owego wyzwolenia, jeżeli jesteśmy pewni, że to się stanie. Jeżeli każdy i tak dojdzie do wolności, czy nie lepiej zasiąść w fotelu i czekać? Jest pewne, że każda istota uzyska wolność wcześniej lub później, nic nie może ulec zagładzie, nic nie może zginąć, wszystko powróci na powierzchnię. Skoro tak jest, po cóż walczyć? Ponieważ walka jest jedynym sposobem dojścia do środka, chociaż nie wiemy, o co walczymy. I mimo wszystko tak być musi, to jest potrzebne. „Wśród milionów ludzi bardzo niewielu zdaje sobie sprawę, że dojdą do wyzwolenia”. Wielkie masy ludzkie znajdują zadowolenie w rzeczach materialnych, niektórzy jednak budzą się, chcą zawrócić do swego prapoczątku i są znużeni uciechami ziemi. Ci walczą świadomie, inni zaś czynią to nieświadomie.

Alfą i omegą filozofii wedanty jest „zrzec się świata”, zrzec się nierzeczywistego i wybrać rzeczywiste. Rozmiłowani w doczesności mogą zapytać: „Po co mamy próbować wyjść stąd i powrócić do środka? Zgódźmy się nawet, że wszyscy przyszliśmy od Boga; jednakże, mimo to, uznajemy ten świat za tak miły i przyjemny; czemuż więc nie mielibyśmy cenić go przede wszystkim? Po co mielibyśmy starać się opuścić go? Spójrzcie na wynalazki, dające z dnia na dzień coraz wspanialsze udogodnienia, przyjrzyjcie się luksusowi wytwarzanemu dla nas. Wszystko to jest ponętne; czemuż mielibyśmy opuścić to i szukać czego innego?”

Odpowiedzią jest, że podobne rozkosze przeżywaliśmy już dość często, świat zaś zmierza nieuchronnie ku zagładzie, ulegnie rozbiciu na części.

Wszystkie formy, które widzimy obecnie, przejawiały się już wielokrotnie i świat dzisiejszy istniał już wiele razy. Przypuśćmy, że mamy cztery kostki do gry i że przy pierwszym rzucie nimi wyszły: 5,4,3 i 2. Przy dalszym rzucaniu ta sama kombinacja powtórzy się kiedyś. Rzucajcie dalej, a musi znowu nadejść chwila, kiedy powtórzy się to samo. Nie można tylko przewidzieć, ile razy się to powtórzy, bo to już zależy od przypadku.

Tak samo dzieje się z duszami i z ich zespołami. Chociaż odstępy czasu mogą być niezmiernie długie, to jednak takie same zespoły dusz i takie same ich rozmieszczenia będą się powtarzały bez końca. Znowu będziemy musieli urodzić się, jeść, pić, umierać. Są ludzie nie pragnący niczego poza przyjemnościami tego świata; ale inni, pragnący czegoś więcej, czegoś wyższego, nie zadowolą się tym nigdy i odczuwają je jako przelotne i znikome.

Wszystkie formy, zacząwszy np. od robaka, kończąc na człowieku, są jak wagoniki „młyna diabelskiego”. Człowiek wsiada do takiego wagonika i po okrążeniu obrotu wysiada, ale koło kręci się nadal. Dusza wchodzi w pewną formę, zamieszkuje ją chwilowo i opuszcza, ażeby wejść w inną, potem i tę opuści, aby przenieść się do następnej. A koło obraca się, aż dusza wyjdzie poza jego obrót i wyzwoli się.

We wszystkich krajach i we wszystkich epokach byli i są ludzie obdarzeni niezwykłą mocą czytania przeszłości i przyszłości człowieka. Oto jak można to wyjaśnić: – wolność atmana nigdy nie jest (w duszy człowieka) całkowicie stłumiona i może zawsze się przejawić, ale dopóki atman przebywa w sferze prawa przyczyn i skutków, działania jego są mocno poddane temu prawu, toteż ludzie dość bystrzy, aby śledzić łańcuch skutków i ich przyczyn, mogą (wzdłuż niego) dochodzić do odkrywania zdarzeń z przeszłości i z przyszłości.

Pragnienia i potrzeby są niezaprzeczalnym dowodem niedoskonałości. Istota doskonała i wolna nie może mieć pragnień. Bóg nie potrzebuje niczego, gdyby czegokolwiek potrzebował, nie byłby Bogiem, lecz istotą niedoskonałą. Toteż wszystko, co mówią o Bogu, że pragnie czegoś, że jest to zadowolony, to gniewny, są to brednie głupców, bez najmniejszego sensu. Dlatego wszyscy wielcy nauczyciele powtarzali: Nie pragnijcie niczego, zrzeczcie się pragnień i bądźcie całkowicie zadowoleni.

Noworodek, przybywający na świat, nie może chodzić i nie ma zębów, starzec, schodzący ze świata, nie ma zębów i nie może chodzić; dwa krańce są podobne, lecz na pierwszym brak jest doświadczenia i wiedzy o zaczynanym życiu, na drugim już się zna przebyte życie. Promieniowań o zbyt niskiej częstotliwości nie widzimy jako światła, są one dla nas ciemnością; tak samo światło o zbyt wysokiej częstotliwości przestaje już dla nas być światłem. Przeciwieństwa są z reguły podobne do siebie, chociażby były tak odległe wzajemnie, jak bieguny ziemi. Mur nie ma pragnień i człowiek doskonały też ich nie ma, lecz mur nie jest wrażliwy i wobec tego w ogóle nie może mieć pragnień, człowiek zaś doskonały doszedł do takiego stopnia poznania rzeczywistości, że dla niego nic już nie jest godne pragnień. Są psychiki prostackie, pozbawione jakichkolwiek pragnień na tym świecie, ponieważ umysły ich są niedoskonałe; w najwyższym stanie, do jakiego wznosi się człowiek, znikają wszelkie pragnienia; są to dwa bieguny przeciwne tej samej egzystencji: jeden jest bliski zwierzęcia, drugi bliski Boga.

Zostaw komentarz