Rozdział 1 – Ramana Arunaćala

Oto dobiegło końca jedno z wielkich wydarzeń dziejowych, jedno z najwyższych przejawień Bożej Łaski, kiedy to Bóg nosił ludzkie ciało, i chodził, i rozmawiał z ludźmi jako Bhagawan Śri Ramana, zwany Maharishim, Wielkim Ryszim. Nie był to przypadek zwyczajnego guru, nawet jeśli nazwanie zwyczajnym jakiegokolwiek guru zabrzmi absurdalnie. Guru, jeśli jest prawdziwym duchowym Mistrzem, przebywa na planie wyższym, niż zwykli śmiertelnicy, ale Bhagawan nie przebywał na żadnym planie: był człowiekiem o stałej i niezachwianej świadomości swej identyczności z Jaźnią, która jest Bogiem, lub, aby wyrazić to samo od innej strony, był Bogiem noszącym ludzkie ciało i poddającym się ludzkim ograniczeniom. Przez pięćdziesiąt cztery lata noszenie ciała było z jego strony jedną wielką ofiarą dla naszego pożytku, a przy końcu tego okresu ofiara stała się męczeństwem.

Ta akceptacja ciała wraz z jego ograniczeniami dała w wyniku połączenie wiedzy z ignorancją, które wprawiało w zakłopotanie wielu przybywających do Bhagawana. Jego duchowa wiedza była kompletna i niezmienna. Jego słowa miały zawsze powagę autorytetu. Nie było problemu samadhi, ponieważ stale przebywał w samadhi; był stale i świadomie atmanem, Najwyższym, Boskim, Niepodzielnym, Niezniszczalną Jaźnią. Nie było problemu objawienia, bo któż mógłby objawiać i komu w stanie, gdy nie ma innego? Dlatego każda jego uwaga była boskim stwierdzeniem, każde objaśnienie – Pismem.

A mimo to okazywał taką samą ludzką ignorancję, jak zwykli śmiertelnicy. Mógł zapytać, czy ten a ten przyjechał, jak się czuje ta czy inna chora osoba, i tak dalej. Wielu odwiedzających oraz niektórzy uczniowie dostrzegali w tym sprzeczność, i pytali, jak to możliwe, że ten, który posiadł Boską Mądrość może nie wiedzieć, czy przypłynął statek, albo czy lekarstwo było skuteczne.

Jeden z uczniów, zaintrygowany tym, zapytał go kiedyś: „Czy Mędrzec wie wszystko?”

A Bhagawan, bystry i dowcipny jak zawsze, odwrócił pytanie od bezużytecznej teorii ku przypomnieniu sadhany, odpowiadając: „Wszystko, co warte, by o tym wiedzieć”.

Tu nie miało się do czynienia z przypadkiem jogina, usiłującego wznieść się na wyższy poziom wiedzy, lecz z czymś prostszym i niepomiernie bardziej ogromnym: to był człowiek umierający dla ciała i żyjący w absolutnej identyczności z Boską Jaźnią, a potem akceptujący proste ludzkie ograniczenia.

Niemniej jednak, mówiąc o takich tajemnicach, trzeba zachować dużą ostrożność. Nie można powiedzieć, że znajomość jakiegokolwiek wyższego stanu była Bhagawanowi niedostępna. Był Bhagawanem i żaden stan nie mógł być przed nim zamknięty. Stany, które nazywamy wyższymi, były dla niego po prostu tak samo nierzeczywiste i podobne do snu, jak nasz zwykły ludzki stan. On był jednym z Bytem, który wszystkie te stany w sobie zawiera i przekracza. Kiedy po przekroczeniu stanu człowieka i wszystkich innych stanów, w dalszym ciągu nosił ludzką formę, przyjął jej ograniczenia – odczuwanie gorąca i zimna, cierpienia bólu i choroby, niepewność naszego ludzkiego losu. Gdyby dalej nosił ludzkie ciało, lecz uwolnił się od jego uwarunkowań – bólu, choroby, czy niepewności losu, ludzie powiedzieliby: „Łatwo mu mówić nam, abyśmy przebywali w sercu, nie zwracając uwagi na zewnętrzne wydarzenia, bo on nie odczuwa ani bólu, ani niepewności tak, jak my”. Ale on przyjął ból i niepewność jako nieodłączne cechy ludzkiej kondycji i pokazał nam, że nie mogło to naruszyć równowagi Mędrca, który skupiony niewzruszenie trwa w Rzeczywistym. Dało to siłę jego nauce, bo przecież tylko napominał swoich czcicieli, by robili to, co on sam zrobił.

Tak samo, jak ograniczenia ludzkiego poznania, zaakceptował Bhagawan ograniczenia ludzkiej mocy. Byli mistrzowie duchowi, którzy czynili cuda, aby wykazać wyższość praw duchowych nad fizycznymi i pokazać ludziom, jak wspaniałe jest ich dziedzictwo, ale sposób Bhagawana był inny: polegał na ukazaniu, że możliwe jest trwanie w skupieniu w Jaźni pośród wszystkich ograniczeń ludzkiego życia. Dlatego dał przykład poddania się nie tylko ludzkiemu cierpieniu i niepewności losu, lecz także zewnętrznym prawom i uwarunkowaniom tego wieku ciemności, które dla niego oznaczały reguły władz aśramu. I ci, którzy te reguły odczuwali jako przykre, mieli przed sobą przykład Bhagawana, poddającego się im.

Tym niemniej, cokolwiek by się mówiło o mocach Bhagawana, trzeba być tak samo ostrożnym, jak mówiąc o jego wiedzy. Było wielu czcicieli, którzy patrzyli na niego z prostą wiarą, widząc w nim – jak w tamilskim powiedzeniu – ojca i matkę, i w każdej potrzebie zwracali się do niego w modlitwie. Ich prośby były spełniane. Kłopoty lub choroby ustępowały, lub pojawiało się szczęśliwe rozwiązania trudności dokładnie w momencie, gdy Bhagawan otrzymywał list z jakąś prośbą, lub gdy ktoś prosił osobiście. Kiedy to było niemożliwe lub niewskazane, napełniał serca strapionych odwagą i sprawiał, że poddawszy się woli Boga, pokonywali trudności, które zdawały się nie do pokonania.

Niektórzy uczniowie zauważyli, że Bhagawan mógł spełnić prośbę, kierowaną do niego w modlitwie, ale potem, kiedy przyjeżdżali do aśramu i opowiadali całą historię o tym, jak w końcu tylko modlitwa do Bhagawana przynosiła szczęśliwe rozwiązanie, on zdawał się – przynajmniej po ludzku – nic o tym nie wiedzieć. Kiedyś, zapytany o to, odpowiedział: „Kiedy tylko czciciel zwraca się do Mędrca z modlitewną prośbą, natychmiast włącza się automatyczne boskie działanie”. Podawał to wyjaśnienie w języku telugu, ale słowa automatyczne boskie działanie wypowiedział po angielsku.

Nie mówił nigdy o mocach, nie okazywał nimi żadnego zainteresowania i odradzał takie zainteresowanie swoim uczniom, przypominając im, że moce tylko odwracają uwagę od ścieżki, wiodącej ku urzeczywistnieniu Jaźni, i że samo pojęcie mocy implikuje dualizm. Na samą wzmiankę o jakimkolwiek duchowym mistrzu, który czynił cuda, pytał: „Czy w czasie, gdy to czynił, myślał, że on jest tym, który to czyni?”

Często działanie jego współczucia przejawiało się nie w usunięciu nieszczęścia, lecz w obdarzeniu spokojem pomimo niego. Owdowiała kobieta, ojciec, któremu zmarł jedyny syn, przychodzili, i wylewali przed nim swoją boleść, a on nie mówił nic, tylko zwracał na nich swe jasne spojrzenie, promieniejące miłością i zrozumieniem, i pokój napełniał ich serca.

W naszej materialistycznej epoce zostaliśmy pobłogosławieni opieką, porównywalną tylko do opieki Buddhy, Chrystusa czy Śankary; a miarą naszego materializmu jest obojętność, jaką okazał cały świat. Mówiąc ciągle o ideałach i przyczynach, świat zignorował prawdziwe błogosławieństwo wieku równie ślepo, jak Rzymianie zignorowali Chrystusa. Sam Bhagawan powiedział: „Jeśli jest na świecie Mędrzec, jego wpływ przyniesie dobrodziejstwo całemu światu, a nie tylko jego uczniom”.

A jednak, nauka Śri Ramany, z samej swej istoty nie jest nastawiona na dokonanie takiego przewrotu, jakiego dokonał Buddha, czy Chrystus, czy nawet Śankara, gdyż on nie przyszedł, by głosić nową religię, lub wzmocnić którąś z istniejących. Jego dzieło to otwarcie nowej ścieżki duchowej, stosownej do warunków współczesnego świata i przystępnej dla wszystkich, którzy się do niego z jakiejkolwiek religii czy wspólnoty zwracają. Nie jest to więc wezwanie do całych wspólnot, lecz do tych jednostek spośród nich, które są w stanie dostrzec w tym swe własne dobro i ścigać je.

Mędrcy już dawno zgodzili się co do tego, iż rodzajem sadhany, stosownym dla eonu kali-jugi[4] jest przede wszystkim nama-dźapa (nāma-jāpa), powtarzanie Boskiego Imienia. Zgodnie wyrażają też pogląd, że ścieżka poznania, dźńana-marga, jest ścieżką zbyt stromą dla okresu kali-jugi. Mimo to powiedziane jest również, że przy swym końcu ścieżka jest prosta i łatwa.

Sprawił to Bhagawan Śri Ramana otwierając przed ludzkością zagubioną ścieżkę poszukiwania Jaźni, lecz dając jej nową formę, dostosowaną do warunków naszego wieku, co zostanie wykazane w następnym rozdziale. W rzeczywistości jest to złożona, integralna ścieżka, w której obecne są wszystkie trzy elementy – poznanie, miłość i działanie, i stosownie do natury ucznia, każdemu z tych elementów można poświęcić większą lub mniejszą uwagę. Stworzenie tej ścieżki było sensem i tajemnicą życia Bhagawana pomiędzy nami i w różnych aspektach będzie to opisane w następnych rozdziałach. Przez pół wieku nauczania powtarzał on wciąż, że jest to ścieżka najlepsza, najbardziej bezpośrednia i najpewniejsza. „Wićara jest niezawodnym środkiem, jedynym, który prowadzi wprost do celu, jakim jest urzeczywistnienie nieuwarunkowanego, absolutnego Bytu, którym naprawdę jesteś”.


[4] Sanskryckie kali-yuga – eon żelaza i kłótni, w którym żyjemy obecnie (przyp.red.). 

Zostaw komentarz