J. Znamierowski

Wić GłębinowaAutor poniższych wierszy wydał 1957 dwa zeszyty (Wić Głębinowa 27.03.1957, Religijność-Antyreligijność 22.04.1957), w których prezentuje swe poglądy i wiersze. Oba zeszyty przesłał T. Głodowskiemu wraz z listem, a oto jego fragmenty:

Drogi Panie Tedeuszu!

(…) Zaiste radosną jest dla mnie świadomość, że w osobie Pana poznałem człowieka tak bardzo bliskiego mi duchem. Niewątpliwie będziemy współpracowali w jakiemś „ezoterycznem” stowarzyszeniu. (…). Osobiście nie z jednego pieca „ezoterycznego” chleb duchowy i filozoficzno-moralny przez długie lata, bo od roku 1916-go, jadełem, i obecne moje oddanie pierwszeństwa i przypisanie najwyższego waloru i najpilniejszej aktualności Żywej Etyce jest owocem długich i nieraz nawet bolesnych poszukiwań i zmagań. To nie znaczy bym ignorował lub lekce sobie ważył inne kierunki i „nawracał” kogo się da na swój. Bynajmniej tak nie jest. Każdy kierunek moralno-filozoficzny to przedewszyskiem światopogląd, własne widzenie i poczucie prawdy na jakie kogo stać i jakie odpowiada „promieniowi” i indywidualności duchowej danego człowieka. (…)

Rawka 30.07.1957

Poniższe wiersze są wyciągiem z obu zeszytów autora.


Radość Wieść  (Wilno 14.01.1941 r.)

Niech będzie pochwalona święta polska mowa,
co kwiaty i pioruny w swoich głębiach chowa…

Czy nikt z was się nie spala prometejskim żarem,
gdy słyszy polskiej mowy szelestną fanfarę?..

Czy nikt z was nie dygoce jak listek na wietrze,
gdy zadrży polskiem słowem milczące powietrze?..

Czemuż to jesteś, bracie, nieruchomy, zimny,
gdy dusza ma o mowie polskiej śpiewa hymny?

Czy pękły w tobie struny,  które we mnie dźwięczą
świętej mowy Wenedów roziskrzoną tęczą?

Żadna mi nie zbyt wielka dla ciebie ofiara,
polska mowo – gdy wrócą – Buddhy i Cezara,

Chrystusa i Homera, Danta i Platona… –
tak będziesz, Mowo Polska, unieśmiertelniona!

Więc dzisiaj powstań, bracie, z posępnej zadumy
i twarz, zszarzałą troską, polskiem słowem umyj,

wznieś głowę, okiem błyśnij wiarą odmłodnionem,
że polskie słowo będzie BOHATERA Tronem

że jak olbrzymi sztandar w wichrach załopoce
na króla Himawantu śniegowej opoce!..

O, bracie… Gdybyś wiedział jaka słowa władza –
że mury kazamatów jak wulkan rozsadza!

Wstań! Oczyść myśl i serce, i ducha i ciało,
a ujrzysz znów jak Słowo CZŁOWIEKIEM się stało…

Z matki obcej, krew Jego – dawne Bohatery,
a imię Jego będzie: Czterdzieści i Cztery.


Opłatek mój (194?)

Królestwo moje – harfy Wenedów
i Konradowa gwiazd harmonika,
Nowa Jutrzenka z Indjów Rig-Wedą
i wielka miłość: O r f – E u r y d y k a…

Królestwo moje – nie z tego świata,
choć może kiedyś jeszcze tu będzie –
kiedy brat będzie bratem dla brata
a w pług przekute śmierci narzędzie…

Królestwo moje – lutnia Homera
(kiedy oślepnę, rzecz oczywista),
wieczna tęsknota gwiazd Ahaswera
i berło Magów, i – Trismegista!

Królestwo moje – sen o Rapsodach,
co Ludem Słowa wstrząsną do głębi
jak raz wstrząsnęła  m ł d o ś c i ą  O d a
nim ją Tersytes szczwany wyziębił…

Królestwo moje – światła rycerze,
nieustraszeni prawdy obrońce,
którzy nie mówią: „N i e  w i e m, lecz  w i e r z ę”,
bo po co wierzyć – na niebie – w Słońce!

Królestwo moje – Chrystusa serce,
co tętni rytmem planety całej,
i bolszewika kocha w pancerce
i lud Germanów pychą zuchwały!

Królestwo moje – pracą i czynem –
nie na wyścigi, jeno na  P i ę k n o…
Aż – w jakąś, w gwiazdach kutą godzinę,
ducha niewoli kajdany pękną…


Czekam na cię, bo mi smutno samemu…
St. Wyspiański

Czekam na cię – nie dla siebie – dla Polski!
by zbudować Kolumnę Memnona,
a u szczytu – łuk Harfy Eolskiej,
a u stóp jej – planeta – zbawiona!

Czekam na cię, bo mi harfa gwizdami
roziskrzona każe wołać: NA BÓJ!
bo mi skrzydła drżą lotem nad Pamir,
bo jak Orjon błyszczący Miecz mój!..

A ty, bracie, wciąż jeszcze nie wierzysz
i nie czujesz  s k ą d  idzie ta Moc?..
i drżysz lękiem przed duchów przymierzem,
i Dawida-ś zapomniał świst proc?

Tedy usłysz – nie słowo harfiarza…
(może w zmowie z szatanem jest on?..) –
ale zobacz rumieńce na twarzach,
ale usłysz tętniących serc dzwon.

Ja ci mówię, mój bracie, raz jeszcze:
Czas żywota dla silnych jest dziś!
A że harfy mej w gwiazdach nie zmieszczę, –
rąbać niebo potrzeba nam iść!


Sanctissimum (17.03.1957)

Klejnotem Buddy Lotosu –
Czara Świętego Graala…
Z Niej – Płomień Ducha Herosów:
Czterdziestu Czterech SZAMBALL…


Na wielki piątek (08.04.1957)

Głębinowcom w Ojczyźnie

Zdawa mi się, że w Polsce Chrystus pogrzebany…
(Zaprawdę, i gdzieindziej…) – Przez nas ma zmartwychwstać!..
Jak? – wiedzą: Sakya-Muni, Kriszna, Trismegista,
Pythagor, Zaratustra… i – Gwiazd Oceany.

I – On Sam – w trzech miliardach ciał ukrzyżowany…
Dziś Go musi Hussarja z krzyża zdjąć Ognista…
Jej skrzydłom halny niosą – Izis, Pallas, Istar
i Afrodis-Uranja z Mgławicowej Piany.

Naprzód! – w cwał! – na Monsalwat! – naszych serc płomieniem
rozgorzeje stokrotnie Graalowa Czara –
jak sto słońc opromieni Niedoli Dolinę!

Bracia… na serc komunję… W niej Wtajemniczenie
w Jednotę Wszech-Istnienia…, gdzie Szczęściem Ofiara –
i KAŻDY – PRZEDWIECZNEGO PIERWORODNYM SYNEM…


Thalitha Kumi… (09.04.1957)

Duszy Skrzydlatej.

Jeśli ciałem nie możesz – bądź obecna duchem –
to znaczy: paląc w sercu tę Wić Głębinową
uczyń jednem: stos jego i jej żarne słowo;
(nie czas rozpamiętywać „skażenie” i „skruchę”…)

Bądź duchem… Przyślij myśli gwiezdnych zawieruchę –
że – „jestem”, żem „gotowa”, że „mam Duszę Nową”…
A spotkać się? – spotkamy… Czy w Pełnię Majową,
czy na Pięćdziesiątnicę – z wytężonym słuchem…

Wybieraj – który lepszy Dzień ci się wydaje –
kiedy będziesz swobodna… Może na Zesłanie
nastroimy odbiorczość na Białą SZAMBALLĘ?..

Rzucimy Arkę Światła z Tatr na Himalaję…
z Łomnicy po szczyt Meru, z Ziemi na Uranję…
DZIEWECZKO… WSTAŃ – LOTOSEM, ZNICZEM I GRALLEM…


Uwertura (Do moich przyjaciół) (z: Religijność , antyreligijność) 02.04.1965 r.

Chociaż nie jestem Wielkim Joginem
i pijam czaj i kofie
dał innym Los flirtować z Bogiem,
a mnie – dał filozofię

Lecz to jest pewne: nie zamienię
ubogiej schedy mojej
ni na stu wiar wtajemniczenie
ni na rycerską zbroję.

Bo zrozumiałem raz nareszcie
gdzie tkwił nasz błąd fatalny,
jak chcecie – wierzcie czy nie wierzcie –
nic tu indyjskie palmy –

Wedanty, Jogi et cetera
ani nabożne modły –
Epokę nową ten otwiera,
kogo te sny nie zwiodły.

Lecz ja recepty wam nie daję,
dam tylko myśli strumień;
czas przyjdzie i na Himalaje,
dziś czas – dziejowych sumień!

I jeszcze jeden czas najwyższy –
na PRACY Święty Płomień –
przez który Człowiek Prawdą duszy
bez-lęku uświadomień…

Dość… To wystarczy… Niechaj młodzi
usłyszą startu wystrzał –
stać – w gromach, wichrze i powodzi,
bez adoracji Mistrza

Lecz wziąć jaj Atlas świat na bary,
dopomóc w tym Kolegom –
tyś – Wiecznie-Młody, Wiecznie-Stary –
sam Alfą i Omegą… –

CZŁOWIEK… Nad Togą nikt – nikogo –
to jest, coś sam uczynił
ty jesteś prawdą, życiem, drogą –
i Bogów i Erynij…

Więc – nie narzekaj i nie złorzecz,
lecz poczuj Własne Moce…
I nie wierz tym, co skorzy orzec
że… stoją – NA OPOCE!


Zostaw komentarz