Konrad Rudnicki

Konrad RrudnickiAutor (1926-2013) astronom, prof. nauk fizycznych, antropozof i teolog był również duchownym kościoła Mariawitów

Wiersz melancholijny

Już od dawna do mej głowy
Idea mi się wbija ćwiekiem,
Że mógłbym skromnym być, pocztowym
Prowincjonalnym urzędnikiem.

Codziennie rano bym dostojnie
Ze skobla kłódkę sam zdejmował,
Włosy przygładzał i spokojnie
Siadał i sobie urzędował.

To za sześćdziesiąt groszy znaczek,
To przekaz za siewnik na raty,
To znów przyjęcie jakichś paczek,
Za radio pobranie opłaty.

Centralka by też z boku stała
I kilka wtyczek do łączenia,
Więc kiedy klapka by spadała,
Łączyłbym według polecenia:

Z ge-estem szkoła podstawowa,
Awizo z stacji kolejowej
Lub ekstra pilna, zamiejscowa
Z prezydium rady powiatowej.

A jakby w dołku zbytnio rwało,
Wtedy zwolnienie brałbym sobie,
A na drzwiach poczty by wisiało:
„Zamknięta, jestem na chorobie”.

I może tam, z dala od świata
Żyłaby sobie jakaś panna
Bez powodzenia, nie bogata,
Nie bardzo młoda, ani ładna.

I gdyby dola tak ziściła,
Kto wie, możeby mnie zechciała,
Możeby mnie i polubiła,
Ba, może nawet pokochała.

Pweniby krzywe oko miała
I nogi w nienajlepszym guście,
Ale by za to podgrzewała
Pierogi i boczek w kapuście.

W domu bigosem by pachniało,
Na ścianie lanszaft z łabędziami,
Łóżko by zdobne kapą stało
I kredens lśniący talerzami.

I tak bym przeżył szczęścia wiele
Nimby rozeszła się nowina,
Że ktoś tam mówił przy kościele,
Że zmarł ten z poczty poczciwina.

Zostaw komentarz