Nieśmiertelność

Swami Wiwekananda

Jakie pytanie stawiano sobie najczęściej, co skłaniało ludzi do szukania odpowiedzi w całym wszechświecie, co najmocniej porusza serce człowieka? Z całą pewnością zagadnienie, związane nierozłącznie z naszym istnieniem: nieśmiertelność duszy! Jest to odwieczny temat, a zajmowali się nim mędrcy i poeci, kapłani i prorocy; dyskutowali o tym królowe w pałacach, snuli marzenia bezdomni żebracy. Najdzielniejsi spośród nas i najlepsi przystępowali śmiało do zbadania tej tajemnicy, a najgorsi w niej pokładali swe nadzieje. Wzbudzała ona zawsze zainteresowanie, a nie ustanie ono dopóki będzie istniała natura ludzka. Różne umysły dawały światu rozmaite odpowiedzi. W każdej epoce dziejów tysiące ludzi porzucało w zniechęceniu dociekania, mimo to pytanie trwa i staje wciąż przed nami żywo jak nigdy. Często w zgiełku i zamęcie życia niemal znika ono i pogrąża się w niepamięci, lecz oto nagle umiera ktoś nam bliski, kochany, a wtedy głuchniemy na odgłosy otaczającego nas wiru walki o sprawy codzienne i dusza stawia sobie znowu to samo pytanie: „Co następuje po tym wszystkim? Co dzieje się z duszą?”

Źródłem całej wiedzy ludzkiej jest doświadczenie; nie możemy niczego dowiedzieć się inaczej niż przez doświadczenie. Podstawą każdego rozumowania są uogólnienia, oparte na wnioskach z doświadczeń, a całe nasze poznanie jest zharmonizowanym doświadczeniem.

Obserwując wszystko dookoła siebie widzimy nieustanne przemiany. Roślina wyrasta z ziarna, po dojrzeniu wydaje ziarno; zwierzęta rodzą się, żyją czas pewien i umierają, zostawiając potomstwo; cykl się zamyka. To samo dzieje się z człowiekiem. Góry rozpadają się bardzo powoli, ale nieuchronnie, rzeki wysychają też nieuchronnie; deszcze powstają z wody, parującej z mórz i powracają rzekami do mórz. Wszędzie powtarza się z dokładnością matematyczną cykl: narodziny, wzrost, rozwój, zanik. Mówi nam o tym doświadczenie codzienne. Wewnątrz tego wszystkiego, poza olbrzymią masą zjawisk, nazywaną życiem, zawierającą miliardy form, ich wariantów, od najprostszej cząstki atomu do najwyżej rozwiniętego człowieka uduchowionego, wyczuwamy istnienie jakiejś jedni. Nie ma dnia, żeby nie wykruszał się mur, oddzielający na pozór rzeczy jedne od drugich. Nauka nowoczesna przyjmuje, że wszystko materialne składa się z jednej materii, ukazującej się rozmaicie pod różnymi postaciami. Wszystko połączone jest jedynym życiem, przenikającym wszystkie rzeczy, jak ciąg łańcucha, którego ogniwami są przeróżne formy. Od ogniwa do ogniwa niemal w nieskończoność jest to niezmiernie rozmaite, ale jest to wciąż ten sam jedyny łańcuch. Nazywają to ewolucją, a jest to stara, bardzo stara idea, tak dawna, jak społeczeństwo ludzkie, odnawia się tylko w miarę jak przybywa wiedzy człowiekowi.

Jest inna jeszcze idea, znana dobrze starożytnym, ale za naszych dni nie dostrzegana i nie rozumiana tak jasno – inwolucja. Oto ziarno kiełkuje i wyrasta z niego roślina; nigdy z ziarenka piasku nie wyrośnie roślina. To z komórek rodziców, a nie z bryłki gliny powstaje dziecko. Skąd bierze się ta ewolucja, ów rozwój? Oto pytanie. Czymże jest ziarnko? Tym samym co i drzewo, które z niego wyrośnie. Wszystkie możliwości drzewa są zawarte w ziarnku; wszystkie możliwości człowieka dorosłego są już zawarte w noworodku: wszelkie możliwości przyszłego życia kryją się w zarodkach. Czymże to jest? W starożytności filozofowie Indii nazywali to inwolucją. Widzimy więc, że pojęcie każdej ewolucji musi mieć w założeniu swym ukryte pojęcie inwolucji. Nie może rozwinąć się, ujawnić się przez ewolucję nic, czego by już nie było. Możemy się tu posłużyć twierdzeniem nauki nowoczesnej. Dowodzenie matematyczne wykazuje, że ilość całkowita energii we wszechświecie jest stała. Nie można pomniejszyć całej masy wszechświata ani o jeden atom, nie możemy mu odebrać ani odrobiny energii. Ewolucja nie może zaczynać się od zera, od nicości; skądże więc pochodzi? Z inwolucji poprzedniej. Dziecko jest człowiekiem inwoluowanym, człowiek dorosły jest dzieckiem inwoluowanym. Ziarnko jest drzewem inwoluowanym, drzewo jest ziarnkiem inwoluowanym. Wszystkie możliwości życia tkwią w zarodku.

Zagadnienie rozjaśnia się nam nieco. Dodajmy do tego pierwszą ideę ciągłości życia: od najniższej cząsteczki żywej protoplazmy do najdoskonalszej istoty ludzkiej, wszystko ożywia jedno jedyne życie. Jak w jednym życiu człowieka jest mnóstwo faz o najrozmaitszym wyrazie, od połączenia się dwóch komórek rodzicielskich, aż do późnej starości, tak samo w całości wszystkich istot, od pierwotniaków do najdoskonalszych ludzi, wszystko tworzy jeden łańcuch nieprzerwany jedynego, ciągłego życia. Jest to ewolucja. Ale każdą ewolucję musi poprzedzać inwolucja.

Całe to życie, przejawiające się powoli, ujawniające się coraz pełniej od protoplazmy aż do człowieka dochodzącego do doskonałości, aż do inkarnacji Boga na ziemi, jest jednym jedynym bytem, a całość tych przejawień musiała być inwoluowana już w protoplazmie istot najniższych. Życie wszystkiego, również inkarnacji Boga, było w zaczątkach przejawień już inwoluowane i ukazywało się powoli, bardzo powoli. Przejawienie najwyższe musiało być już w zarodku w formie minimalnej; jest to więc łańcuch olbrzymi, a w nim zawarta jest jedyna moc, inwoluowane życie kosmiczne, wszechobecne. Cała masa inteligencji jedynej ujawnia się w tym łańcuchu form od pierwotniaka do najdoskonalszego człowieka powoli, powoli. Nie wzrasta ona. Usuńcie ze swego umysłu całkowicie ideę wzrostu. Taka idea wywołuje wyobrażenie dodawania czegoś, co przybyło z zewnątrz, czegoś obcego; przeczyłoby to prawdzie, że Nieskończone, wszechmocne we wszelkim życiu, jest zupełnie niezależne od warunków zewnętrznych. Ono nie potrzebuje wzrastać, ponieważ było zawsze wszystkim; ono tylko przejawia się.

Skutek jest przyczyną przejawioną. Nie ma istotnej różnicy między przyczyną i skutkiem. Oto szklanka: surowiec i wola wytwórcy są dwiema przyczynami, które w wyniku dały szklankę. W jakiej postaci? W formie spoistości; gdyby jej nie było, surowiec byłby w okruchach, rozpylony. Czymże więc jest skutek? Jest to nadal przyczyna, lecz w innej formie, w innej kompozycji. Przyczyna, przekształcona i ograniczona przez pewien czas, staje się skutkiem. Przypomnijmy to sobie. Jeżeli zastosujemy to do naszego pojmowania życia, zobaczymy, że całość przejawień serii cyklów – od protoplazmy do najdoskonalszego człowieka – musi być ściśle tym samym, czym jest życie kosmiczne. Ono najpierw inwoluowało się, przybrało stan subtelniejszy. Potem ta istność subtelna, która była przyczyną, istniejąc nadal przejawiała się, ewoluowała, zagęszczała się w formy.

Nie rozwiązuje to jeszcze zagadnienia nieśmiertelności. Wiemy, że wszystko we Wszechświecie jest niezniszczalne. Nie ma niczego nowego i nie będzie niczego nowego. Takie same serie przejawień następują po sobie kolejno, wznoszą się i opadają, jakby na obracającym się kole. Każdy ruch we wszechświecie przybiera formę fal, mających niże i grzbiety. Wszystko wyłania się z form subtelnych, ewoluuje w formy grubsze, potem roztapia się – rzec można – i znowu powraca do stanu subtelniejszego. Następnie ponownie powtarza się ta seria przemian.

Jest tak wszędzie w życiu. Każde przejawienie życia najpierw wzrasta, potem powraca do punktu wyjścia. Co się tak przemienia? Forma. Forma rozpada się, potem powstaje na nowo. W pewnym znaczeniu również formy i ciała są wieczne. W jaki sposób? Przypuśćmy, że mamy kilka kostek do gry i rzucamy je; wyszły np. 6, 5, 3, 4. Rzucamy je nadal, aż ukaże się ta sama kombinacja. Otóż każdy atom we wszechświecie możemy uważać za taką kostkę do gry; wszystkie one są w ruchu i tworzą coraz to inne kombinacje. Wszystko, co widzimy dokoła jest jedną z takich kombinacji. Oto stół, szklanka, karafka – wszystko to jest jedną z kombinacji i ulegnie zburzeniu. Ale musi nadejść moment, w którym powtórzy się dokładnie cała obecna kombinacja: będziecie tutaj, będę ja także, będziemy mówili o tym samym, i ta karafka też tu będzie. Było to już nieskończoną liczbę razy i powtórzy się jeszcze nieskończoną liczbę razy[2]. Oto po co są formy fizyczne. Cóż stwierdzamy? Że również kombinacja form fizycznych powtarza się wiecznie.

Z teorii tej można wyciągnąć interesujący wniosek, mianowicie wyjaśnienie faktu, że są ludzie, mogący widzieć przeszłość innych i przepowiadać przyszłość. Czy można byłoby przewidzieć przyszłość, gdyby nie była poddana pewnym regułom? Skutki przeszłości odtwarzają się w przyszłości; widzimy, że tak jest. Znacie z pewnością urządzenie, zwane młynem diabelskim, montowane w „wesołych miasteczkach”. Jest to wielkie koło z wagonikami, do których wsiadają ludzie. Koło obraca się powoli; na dole wysiadają ci, którzy już odbyli wędrówkę ku górze, nowi wsiadają, żeby się dopiero wznieść. Każdą z takich grup można porównać z jednym z przejawień od najniższego zwierzęcia do człowieka doskonałego. Przyroda jest jak to wielkie koło wciąż obracające się, a wagoniki są ciałami lub formami, w których krążą grupy dusz, wznoszące się coraz wyżej, aż staną się doskonałe. A koło wciąż się obraca. Dopóki ciała ludzi są w ruchu w tym kole, można z dokładnością matematyczną przewidzieć, dokąd dojdą. Ale nie można przewidzieć, co będzie z duszami, ponieważ możliwe jest odczytywanie przeszłości i przyszłości tylko w obrębie przyrody.

Widzimy więc, że takie same zjawiska materialne powtarzają się w pewnych epokach i że takie same kombinacje zjawiają się przez całą wieczność. Ale nie jest to nieśmiertelność duszy. Nie ma siły, która mogłaby zemrzeć, ani nie ma materii, która mogłaby być unicestwiona[3]. Cóż dzieje się z nimi? One przemieniają się nieustannie, przybierają i cofają się, aż powrócą do źródła, z którego się wyłoniły. Nie ma ruchu w linii prostej; wszystko porusza się po krzywej kołowej; prosta, wydłużona w nieskończoność, zamyka się w obwód. Skoro zaś tak jest, żadna dusza nie może ulec unicestwieniu na wieki; to jest niemożliwe. Wszystko musi odginać się w łuk i powracać do źródła. Czym jesteśmy, i wy, i ja, i wszystkie dusze? Podczas rozważań ewolucji i inwolucji stwierdziliśmy, że jesteśmy – i wy, i ja – cząstką Świadomości Kosmicznej, życia kosmicznego, umysłu kosmicznego, które się inwoluowały; musimy więc, a jest to nieuniknione, przebiec wielki łuk drogi, aż do zamknięcia obwodu, do owej Inteligencji Kosmicznej, która jest Bogiem. Ludzie nazywają tę inteligencję rozmaicie: Pan albo Bóg, bądź Chrystus albo Budda, Brahman; materialiści postrzegają to jako siłę, agnostycy mówią, że jest to poza wszystkim, nieskończone i niewyrażalne. Wszyscy jesteśmy cząstką tego.

Jest to druga idea, jednakże i ona nie wystarcza; pozostają nadal wątpliwości. Łatwo to mówić, że nie ma mocy unicestwiającej, ale wszak wszystkie siły i wszystkie znane nam formy są wytworami kombinacji. Ta oto forma przed nami jest złożona z wielu składników, tak samo każda postrzegana przez nas siła jest złożona. Jeżeli posłużycie się naukowym określeniem siły i zastosujecie je do całości, do wypadkowej grupy sił, co stanie się z waszą indywidualnością? Wszystko złożone musi, wcześniej czy później, rozpaść się na składniki. Wszystko we wszechświecie, złożone z materii i energii, musi powrócić do stanu pierwotnego oddzielnych składników. Wszystko, co jest skutkiem działania pewnych przyczyn, musi umrzeć, musi być zburzone; rozdziela się, rozprasza, roztapia na składniki. Dusza nie jest po prostu siłą i myśl też nią nie jest. Dusza wyłania z siebie i formuje myśl, ale wcale nie jest tą myślą; dusza organizuje ciało, ale wcale nie jest ciałem. Dlaczego? Widzimy, że ciało nie może być duszą. Z jakiejże racji? Ponieważ samo ciało nie jest inteligentne. Trup nie jest inteligentny, nie ma w sobie inteligencji więcej niż kawał mięsa na haku u rzeźnika. Co nazywamy inteligencją? Zdolność reagowania.

Rozpatrzmy to nieco szczegółowiej. Oto karafka. Widzę ją. Promienie światła, odbite od karafki dostają się do moich oczu, w nich na siatkówce powstaje obraz przekazywany do ośrodka wzroku w mózgu. Ale to jeszcze nie jest widzenie. Ośrodek znajdujący się w mózgu przekazuje wrażenie do umysłu i umysł reaguje. Dopiero to reagowanie sprawia, że karafka ukazuje się memu umysłowi. Weźmy inny przykład. Przypuśćmy, że pochłania was słuchanie tego, co mówię, a siada wam na nosie komar i sprawia waszemu ciału wątpliwą przyjemność odczucie jego żądełka, ale tak jesteście zasłuchani, że wcale nie zauważacie komara ani ukłucia. Co się stało? Komar przekłuł naskórek w miejscu unerwionym. Nerwy przekazały wrażenie aż do umysłu, jednakże pomimo alarmu umysł nie zareagował, gdyż był zajęty czym innym; dlatego nie zauważyliście komara. Kiedy zjawia się nowe wrażenie, ale umysł nie zareaguje, nie dochodzi ono do naszej świadomości; skoro zaś nastąpi reagowanie, czujemy, słyszymy, widzimy itd.

Reagowanie doprowadza do „iluminacji”, jak nazywają to filozofowie sankhji[4]. Widzimy, że ciało nie może dać oświecenia, ponieważ z braku uwagi wrażenie nie zjawia się na polu świadomości. W szczególnych warunkach zdarzały się przypadki, że człowiek nie znający obcego języka zaczynał mówić nim. Badania wykazywały, że taki człowiek w dzieciństwie żył wśród ludzi mówiących tym językiem. Wrażenia pozostały w jego umyśle zmagazynowane, aż do chwili, kiedy jakiś czynnik sprawił, że umysł zareagował na nie i nastąpiła iluminacja. Jest to dowodem, że sam umysł nie wystarcza, lecz że jest narzędziem w czyimś ręku. W przypadku wspomnianym umysł dziecka był odbiorcą mowy, której nie rozumiał. Później nadszedł czas, kiedy zdał sobie z tego sprawę[5]. Jest więc coś większego niż umysł; człowiek z przykładu, dopóki był dzieckiem, nie posługiwał się mocą, skorzystał z niej już jako dorosły.

Najpierw więc jest ciało, następnie umysł, czyli narzędzie myślenia, wreszcie – na trzecim miejscu – poza umysłem jest Ja człowieka. W sanskrycie jest to słowo Atman. Filozofowie obecni orzekli, że myślenie polega na zmianach w układzie cząsteczek w mózgu, nie wiedzą jednak, jak wytłumaczyć takie przypadki, toteż nie przyjmują ich do wiadomości. Umysł jest związany bezpośrednio z mózgiem, który umiera każdorazowo przy zmianie ciała. Ja daje światłość, umysł jest narzędziem w ręku Ja. Za pomocą tego narzędzia Ja włada narządami zewnętrznymi, w wyniku odbywa się postrzeganie. Zewnętrzna aparatura narządów zmysłowych chwyta wrażenia, niesie je do ośrodków w mózgu. W sanskrycie te ośrodki nazywają się indriya; one przekazują wrażenie do umysłu, umysł zaś przekazuje je dalej do innej części psychiki, nazywanej w sanskrycie citta. Tam są one uformowane w wolę i przedstawiane wewnętrznemu Królowi królów, władcy na tronie, Ja człowieczemu, które widzi i wydaje rozkazy. Wtedy umysł działa błyskawicznie na ośrodki, ośrodki działają na ciało zewnętrzne. To, co w rzeczywistości postrzega, To, które rządzi naprawdę, które tworzy, wiedzie wszystko – jest to Ja człowieka.

To nie ciało jest tym Ja człowieka, ani tym bardziej nie umysł jest Nim. Nie może Nim być żadne ciało złożone. Dlaczego? Ponieważ wszystko złożone może być widziane albo ujmowane przez wyobraźnię. To, czego nie możemy widzieć wprost ani w wyobraźni, czego nie możemy uchwycić w całości, nie jest ani siłą, ani materią, ani przyczyną, ani skutkiem – i nie może być złożone. Dziedzina rzeczy złożonych nie wykracza poza nasz wszechświat mentalny, wszechświat naszego myślenia. Nie posuwa się dalej, istnieje w zasięgu prawa. Jeżeli istnieje coś poza prawem (przyczyny i skutku), nie może ono być złożone. Jaźń człowieka, jako istniejącego poza tym prawem, nie ma składników. Ona jest zawsze wolna, jest Mistrzem tego, co jest poddane prawu. Ona nie umrze nigdy, ponieważ umieranie oznacza rozdzielanie się na składniki, to zaś, co nie składało się z części, nie może umrzeć. Powiedzenie, że Ja człowieka umiera, byłoby absurdem.

Weszliśmy na teren coraz trudniejszy do przebycia, zapewne więc niektórzy z was są zaniepokojeni! Dowiedzieliśmy się, że Ja, będące poza cielesnym wszechświatem materii, poza energią i poza myśleniem, jest proste, a jako proste nie może umierać. To, co nie podlega śmierci, nie może żyć, ponieważ życie i śmierć są dwiema stronami „tego samego medalu”, tj. jednej rzeczywistości. Życie jest innym imieniem śmierci, śmierć innym imieniem życia. Jednym sposobem przejawienia jest to, co nazywamy życiem, innym sposobem przejawienia tegoż samego jest to, co nazywamy śmiercią. Kiedy fala przybiera, jest to życie, kiedy obniża się – śmierć. Jeżeli coś jest poza zasięgiem śmierci, widzimy, że musi być również poza życiem.

Muszę tu przypomnieć pierwszy wniosek z rozważań: dusza ludzka wyłoniła się z istniejącej energii kosmicznej, która jest Bogiem. Teraz stwierdzamy, że jest poza życiem i poza śmiercią. Nie urodziliście się nigdy i nigdy nie umrzecie. Czym są narodziny i zgony dokoła nas? Są to przemiany wciągające tylko ciała, ponieważ dusza jest wszechobecna. Spytacie: Jakże to może być? Tyle osób jest na tej sali, a mówicie, że dusza jest wszechobecna! Pytam was z kolei: Cóż może ograniczyć to, co jest prawem przyczynowości? Ta szklanka jest ograniczona, nie jest wszechobecna, bo materia dokoła niej ujarzmia ją w zamkniętej formie i nie pozwala na rozprzestrzenianie się; jest uwarunkowana przez wszystko otaczające ją i dlatego ograniczona. Ale to, co jest ponad prawem, co nie podlega wpływom niczego, jakże mogłoby być ograniczone? To musi być wszechobecne. Jesteście wszędzie we Wszechświecie. Jakże więc dzieje się to, że urodziłem się i umrę? Są to słowa niewiedzy, halucynacje mózgu. Nie narodziliście się i nie umrzecie. Nie mieliście narodzin, nie narodzicie się ponownie, nie macie życia, ani inkarnacji, ani niczego. Co rozumiecie przez słowa odejść i przyjść? Są to słowa puste, bez znaczenia. Jesteście wszędzie. Po co więc macie odchodzić i przychodzić? Są to halucynacje, wytwarzane przez przemiany owego ciała subtelnego, które nazywacie umysłem. Niechaj porównanie wyjaśni, co się właściwie dzieje. Mały obłoczek, płynący po błękicie, może dać złudzenie, że to niebo wrze. Kiedy patrzymy na chmurki, pędzące przed księżycem, zdaje nam się, że to księżyc porusza się za nimi. W pociągu spokojnie ruszającym z miejsca ulegamy złudzeniu, że to wszystko inne przesuwa się. W rzeczywistości nie przychodzicie, ani nie odchodzicie, nie urodziliście się, ani nie narodzicie się ponownie; jesteście bezgraniczni, zawsze obecni, poza więzami przyczynowości – zawsze wolni. Stawianie wspomnianego pytania nie ma sensu. Jak moglibyście być nieśmiertelni, skoro nie ma narodzin?

Musimy jeszcze postąpić krok naprzód, żeby dojść do logicznego wniosku. Nie ma półśrodków; jesteście metafizykami i nie możecie poddawać się. Wobec tego, że nie zniewalają nas wcale więzy prawa (przyczynowości), powinniśmy być wszechwiedzący i zawsze uszczęśliwieni; wszelka mądrość poznania, cała moc i pełnia szczęśliwości powinny być w nas. Z pewnością. Jesteście istnością wszechwiedzącą i wszechobecną wszechświata. Ale czy może być wiele takich bytów? Czy może być sto milionów istot wszechobecnych? Z pewnością nie. Cóż więc dzieje się z nami wszystkimi? Jesteście wszyscy tylko Jednem; jest tylko jedno Ja i to Ja Jedyne jest wami. Poza tą małą widzialną postacią jest to, co nazywamy Duszą. Jest Jeden tylko Byt, Jedna Istota, zawsze błogosławiona, wszechobecna, wszechwiedząca, nienarodzona, nieśmiertelna.

„Na Jego rozkaz gwiazdy w otchłani świecą nad nami, na Jego rozkaz wichry wieją, słońce świeci i żyją wszystkie istoty. Ono jest Rzeczywistością przyrody, Ono jest Duszą naszej duszy, a jeszcze ściślej: wy jesteście Tym, jesteście jednią z Nim.”

Wszędzie, gdzie są dwie istoty, jest zagrożenie, jest niezgoda, jest walka. Kiedy wszystko jest Jednią, co można nienawidzić, z kim wieść spór, z kim walczyć? To wyjaśnia prawdziwą naturę życia, prawdziwą naturę bytu. Jest to doskonałość i tym jest Bóg. Dopóki widzicie mnogość, padacie ofiarą złudzenia.

„Kto widzi Jedyne w tym świecie mnogości,
kto w tym świecie nieustannych przemian
widzi To, nie ulegające nigdy zmianie,
widzi To, jako Duszę swej duszy, jako swe własne Ja,
ten osiąga wyzwolenie, ten jest pełen szczęśliwości, ten osiąga cel.
Wiedz przeto, że ty jesteś To, ty jesteś Bogiem tego wszechświata
– tat tvam asi.”

Wszystkie te najrozmaitsze idee, że jestem mężczyzna lub kobietą, jestem chory, zdrowy, mocny, słaby, że coś lubię albo czegoś nie lubię, że mam nieco sił – są halucynacjami. Oby zniknęły! Co sprawia, że jesteście słabi? Co was onieśmiela? Jesteście jedynym Bytem wszechświata. Co was przeraża? Śmiało unieście głowę i bądźcie wolni. Pomnijcie, że jedynym złem prawdziwym na tym świecie są myśli i słowa pozbawiające nas siły. Jedynym złem, którego należy unikać, jest to wszystko, co onieśmiela i osłabia człowieka. Czego moglibyście się bać? Chociażby słońca gasły, księżyce rozpadały się w proch, a całe systemy planetarne zapadały się w nicość, cóż by to wam uczyniło? Bądźcie niewzruszeni jak skała. Jesteście nienaruszalni, nie do unicestwienia. Jesteście JA. Ono zaś jest Bogiem Wszechświata. Mówcie: „jestem Bytem Absolutnym, Szczęśliwością Absolutną, Świadomością Absolutną, jestem TO”. Jako lew wyłamujący pręty klatki zerwijcie swe więzy i bądźcie wolni na zawsze. Czym się krępujecie, co was powstrzymuje? Jedynie nieświadomość i złudzenie; nie ma innych więzów. Jesteście To – Czyste i wiekuiście Błogosławione.

Głupcy powiedzą wam, że jesteście grzesznikami, i będziecie łzy nad tym ronić w samotności. Takie wmawianie w was grzeszności jest głupotą, złośliwością i perwersją! Wszyscy jesteście Bogiem! Czyż nie widzicie Boga, którego sami nazywacie człowiekiem? Jeżeli więc stać was na odwagę, niechaj będzie to dla was podstawą, niech będzie to formą do modelowania swego życia. Jeżeli kto chce wam poderżnąć gardło, nie wołajcie „nie”, bo to wy sami je podrzynacie. Kiedy wspomagacie nędzarza, nie nadymajcie się pychą, jest to bowiem dla was rodzaj kultu, a nie powód do dumy. Czyż cały wszechświat nie jest wasz? Gdzież jest ktoś, kto nie byłby wami? Jesteście duszą tego wszechświata. Jesteście słońcem, księżycem i gwiazdami; to wy świecicie ze wszech stron. Kogo mielibyście nienawidzić lub zwalczać? Wiedzcie przeto, że jesteście TO i całe swe życie ułóżcie według tej prawdy. Kto zna tę prawdę i żyje w zgodzie z nią, ten już nie błądzi po omacku w ciemnościach.


[2] Przypisek tłumacza: Takiego obrazu ubóstwa, kręcącego się w kółko wszechświata materialnego, trójwymiarowego, nie da się pogodzić ani z innymi miejscami wykładów Autora, ani z wiedzą nowoczesną; sam pomysł nie jest zresztą oryginalny, lecz zaczerpnięty z filozofii starożytnej. Może zawinił tu błąd w stenografowaniu, np. opis obcej teorii, wskutek mylnego zredagowania, podano jako twierdzenie Autora.
[3] Było to zgodne z twierdzeniami nauki w roku 1900, lecz nie jest zgodne z nauką z lat po roku 1965. Patrz uwagi tłumacza w zakładce o autorze.
[4] Sanskryckie sāṁkhya (dosł. związany z liczbą) – jedna z sześciu głównych szkół filozoficznych (przyp.red.).
[5] Przypisek tłumacza: Stenogram z wykładu był oddany do druku bez korekty autorskiej, możliwe więc, że są w nim nieścisłości. Przypadek opisany w tym miejscu wykładu nie może być przykładem iluminacji; słowa zarejestrowane w mózgu jako dźwięki bez treści, nie nabierają treści po wypłynięciu w wiele lat później na pole świadomości.

Zostaw komentarz