Medytacja o Sobie

Omkar

Biblioteka Polsko-Indyjska, Bombay 1973, tłum. Tadeusz Głodowski.
Printed for Maurice Frydman, Indo-Polish Library, 27, Nepeansea Road, Bombay – 400 036, India, by D.A. Kanitkar at Sunrise Printers, B-25, Royal Optical Industrial Estate, Wadala, Bombay – 400 031.

Od tłumacza

Przetłumaczone tu przeze mnie pouczenia Omkara o medytacji zamieścił K.O. Schmidt w wypisach z czterech autorów (Ramakriszna, Vivekananda, Ramdas i Omkar), wydanych pod tytułem „Brücken der Einheit von Ost und West” przez Drei Eichen Verlag München w październiku roku 1970. Niestety nie ma w tej publikacji, uprzejmie przesłanej mi przez K.O.Schmidta, informacji innych poza datą narodzin jogina (21 stycznia 1885 r.), który pisał „na pożytek innym swoim Ja” – a więc nam wszystkim. Nie wiemy więc ani w którym kraju Indii przebywał, ani w jakim języku pisał.

Omkar przyda się każdemu, starającemu się poznać sztukę właściwej medytacji, szczególnie zaś przyda się tym, których onieśmielają opisy trudnych „asan”, czyli postaw i pozycji ciała jakoby niezbędnych do wejścia w stan medytacji.

Omkar ośmiela, gdyż twierdzi, że asany nie są wcale ważne, i że zaczynać należy tu i teraz! Podobne wymagania stawia Krisznamurti, chociaż przemawia na pozór o czym innym. Obaj ci wielcy jogini prowadzą ku temu samemu – pierwszy przez twierdzenie, drugi przez zaprzeczanie. Omkar ośmiela, Krisznamurti powstrzymuje zapał, onieśmiela krytycznym analizowaniem stanów psychiki, nakazem nieustannej czujności. Tak to widzę, toteż uważam, że warto porównać obu.

Proponuję Wam – przed czytaniem wskazań Omkara – zaopatrzyć się w wiersz Mickiewicza „Widzenie”, położyć obok i porównywać niektóre miejsca obu dzieł (bo Widzenie Adama jest i dziełem, i dokumentem). Znajdziecie wzajemne potwierdzenie.

Jedno zagraża niebezpieczeństwo przy czytaniu tych wskazań – poddawanie się bujnej wyobraźni przez osoby skłonne do histerycznego wyolbrzymiania swoich doznań! Toteż tekst ten należy dawać jednostkom czujnie kontrolującym siebie, jak tog wymaga wspomniany tu przeze mnie Krisznamurti. Kto umie zostawić soje małe ja na ziemi, ten nie zagubi się w fantazjach, lecz dojdzie do poznania Rzeczywistości prawdziwej, o której mówi – może nieco za wiele i za wcześnie, ale taki już jego styl wschodni i sposób – szczery i serdeczny „wiedzący” Omkar.

Tłumaczyłem rad z okazji przysłużenia się przyjaciołom.

Tadeusz Głodowski
(marzec 1971r.)

*****

Advaita = Bezdwójnia

                                 Motto:
… I w każdej wołasz „Ja”,
a prócz Ciebie nigdzie nic
nie ma i nic nie powstanie.
(Z. Krasiński: Syn Cieniów)

Przegnano Ciebie poza galaktyki,
Poza wszechświata widomego krąg,
Odgraniczono przestrzenią zawrotną
Od życia, śmierci, rozkoszy i mąk.

I pouczają, że jesteś „Osobą”,
Żeś niedostępny, gdzieś jakoby król.
To kłam… Tu wewnątrz – to ja jestem Tobą.
Tyś mą radością i Tyżeś mój ból…

Cokolwiek czynię i Ty czynisz wespół,
Cokolwiek myślę – to li Twoja myśl.
Choć nieuchwytny, jesteś wszechobecny
Wszędzie i nigdzie, i kiedyś, i dziś.

W pyłku, w robaczku, w kwiatach blask Twój płonie.
W każdym Tyś jeden o milionach lic.
Jakże więc nie chcieć przebaczać, miłować
Skoro prócz Ciebie nie ma nigdzie nic.

                                   (Oliwa – 12.03.1948. Roman Rostworowski)

*****

Istota medytacji i jej praktykowanie

O cichej godzinie północy, kiedy nikogo nie ma wokół mnie i tylko pióro usłużnie oczekuje dotknięcia ręką, głos wewnętrzny wzywa mnie do pisania o istocie prawdziwej medytacji – na pożytek innym moim Ja – braciom i siostrom, bliskim i dalekim, do których być może dotrze kiedyś to pismo.

Oto prawdy, krótko i prosto wyłożone, tak jak układają się o nich słowa w mej świadomości.

Medytacja w istocie swojej jest wzniesieniem się do dziedziny Ponadświadomości. Jest ona stanem, w którym nasza zdolność poznawcza wydostaje się poza ograniczenie przez zmysły. Nie ma doznań wewnętrznych i postrzegania wewnętrznego innych niż za pomocą nadzmysłów duchowych. Skończone nie może doznawać ani postrzegać Nieskończonego.

Jednakże przy zupełnym oddaniu się Nieskończonemu i zjednoczeniu się z nim, może dojść do takiego przemienienia, że siły ducha ukażą nam je w chwilce rozbłysku w świecie wewnętrznym. Takie chwilki są dla naszej świadomości muśnięciami i świtaniem wieczności. Jeżeli w ćwiczeniach takich trwamy bez ociągań, możemy zbudować most od skończoności do Nieskończonego.

Materia i duch, czas i wieczność, przestrzeń i próżnia – są to tylko nazwy tej samej Jednej Rzeczywistości, widzianej z różnych stron i w rozmaitych, odmiennych okolicznościach. Duch jest jak białe światło, materia jest jego rozszczepionym, wielobarwnym widmem. Duch jest życiem w pełni rozbudzenia, materia jest duchem w stanie głębokiego snu.

Tak samo czas i wieczność: jedno jest rozwinięciem drugiego. Jedno jest okruchem, cząsteczką atomu, drugie Całością. Najpierw, imając się medytacji, krążymy myślami w obrębie zjawisk cielesno-materialnych, potem w miarę zwracania się i posuwania ku wewnątrz, wypełnia medytację światłość ducha i przenika ją rytm mocy przedwiecznej. Jeżeli przy tym powierzamy się przewodnictwu ducha prawdy, znajdujemy drogę ku prawdzie, a odkrywszy ją poznamy przeżyciem, iż w Wiekuistym żyjemy i jesteśmy wieczną Jaźnią.

Najpierw, a także przede wszystkim musimy dbać o to, żeby zacząć medytację od prawdy, a nie od złudzeń. Ale co to jest prawda? Pytanie to stawiane jest od dawna. Jedynie „stanie się jednym z poznawanym” jest prawdą. Dwoistość, rozszczepienie jest to brak poznania i nieprawda.

To, co zaczyna się niewiedzą, kończy się nieuchronnie brakiem poznania. Natomiast medytacja zaczynana w oparciu o pewność prawdy tożsamości (stania się jednym), doprowadza również w duchu i w mocy do jedni tożsamości. Albowiem Prawda jest niezmienna i niezniszczalna, zarazem jest tym, co wieczne przybiera, wciąż się odnawia i wzrasta. Poprowadzi cię przez krainę piękna i coraz pełniejszego rozbudzenia.

Innymi słowy: Prawda i pewność Rzeczywistości stają się coraz szersze i doskonalsze. Ścieżka prawdy poprowadzi cię ku coraz wyższym i jaśniejszym królestwom Bytu. Gdybyś jednak zaczynał bez tej pewności, medytacja ani by ci nie otworzyła drogi wzwyż, ani nie poprowadziła.

Przeto, zanim zaczniesz, nastaw swą uwagę wyłącznie na nierozdzielne JEDNO – prawdę, pewność jedni swej w Wiekuistem. Nie pozwól innym myślom wtargnąć na pole świadomości. Kiedy oddasz się najzupełniej tej pewności, nic nie zamąci bacznego czuwania i nie przeszkodzi w skupieniu.

Kiedy tak już ustaliłeś centralną myśl medytacji, nadałeś kierunek wewnętrznemu spojrzeniu i przenika cię bez reszty prawda Jedni, wtedy wybierz postawę, w której zdołasz wytrwać pewien czas bez znużenia i bez alarmów ze strony ciała.

Nie jest ważne, czy podczas medytacji siedzisz, opierasz się, czy leżysz wyciągnięty, ważne jest tylko, żeby odczepiły się, nie powracały i nie przeszkadzały myśli o ciele.

Teraz rozluźnij napięcie w ciele i w psychice całkowicie, bez reszty. Bacz, żeby psychika była uciszona i skupiona, bez zakłóceń i bez usiłowań pomyślenia o czymkolwiek. Trwaj po prostu w ciszy i w znieruchomieniu jak głębie oceanu wszechświata.

A teraz pytaj siebie: kim jestem „ja”? Czyż nie jestem niepodzielną Jednią, Wiekuistą Jaźnią?

Kiedy pojawi się zwątpienie albo wyłoni się niepewność, powtarzaj wiele razy swobodnie: „Tak, jestem TO, jestem wieczną Jaźnią! Ja jestem wiekuistą Jaźnią”. Albo wypełnij myśli wielkim twierdzeniem Wed: „Aham Brahma Asmi”, „Ja jestem Jaźnią Boską! Ja jestem Jaźnią Boską!”.

Tylko niewiedza podsuwa mniemanie, że ku pogrążonemu w medytację Bóg zstępuje z zewnątrz, z oddali, bądź też że medytacja przemienia nas w Boga. Nic podobnego nie dzieje się. Natomiast prawdą jest, że doznajemy objawienia wewnętrznego, iż w głębi swej jesteśmy istotą boską. Najgłębszym bowiem rdzeniem naszym jest Wszech-Jaźń, wieczna Jaźń Boska.

Jesteśmy Brahmanem, samą Boskością – teraz i zawsze przez całą wieczność.

Nie dopuść do zamącenia tej prawdy, tej pewności Jedni, ani do rozproszenia jej przez świadomość swej równoczesnej cielesności. Utwierdź to w sobie raz na zawsze jako środek i oś całej świadomości.

TAT TWAM ASI

Skoro jesteśmy w najgłębszym rdzeniu swej istoty Boską Jaźnią, cóż ponad to możemy zdobyć przez medytację? Nic. Gdybyśmy stale żywo byli świadomi, czym jesteśmy w rzeczywistości, nie potrzebowalibyśmy wcale skupienia się do medytacji. Przystępujemy do medytacji, żeby świadomość tę podtrzymać w sobie i nie utracić jej, żeby naprawdę na co dzień stać się tym czym w rzeczywistości jesteśmy, a nie po to, żeby stawać się czymś, czym nie jesteśmy.

Nie po to więc zagłębiamy się w medytację, żeby stać się Bogiem lub osiągnąć zjednoczenie z nim. Byłoby to przesuwaniem z siebie na zewnątrz najgłębszego ośrodka życia, rozszczepieniem siebie z Jedni Bytu i zagubieniem się w dwoistości. Jesteśmy już niepodzielnym Jednem, wieczną boską Jaźnią.

Istnieje jeden tylko boski Byt. I oto „ty jesteś nim” – „Tat twam asi”! Pamiętaj o tym zawsze, szczególnie podczas medytacji, gdyż bez tej treści medytacja byłaby nieporozumieniem.

Nie o to więc chodzi, żeby przez medytację przysporzyć sobie coś nowego, czego jeszcze nie posiadaliśmy, lecz o to, żeby dotrzeć świadomością do własnej wewnętrznej istoty, poznać jasno, bez cienia wątpliwości, prawdę, że stanowimy z niepodzieloną i niepodzielną Jaźnią – Przedwieczną Jednię.

Człowiek wiekuisty – jesteś nim od początku czasów, teraz i zawsze po całą wieczność. Tyś jest, który jest – Bóg! Nie są to przypuszczenia i nie ulega to wątpliwości; jest to prawda niezachwiana i niewzruszona na zawsze. Jesteś równy temu, czym byłeś wczoraj, będziesz tym samym jutro i na wieki, zawsze.

Według swej istoty wewnętrznej – jesteś nie poddane narodzinom ani umieraniu Dziecię Wiekuistego, boska Jaźń, wiecznie młoda, niepokalana starzeniem się ani przemijaniem ciała. Przechodzisz przez śmierć jedynie, aby żyć na nowo. Narodziny i śmierć są tylko zmianami scen w wiecznym dramacie życia; odrzucasz stare odzienie jako zwłoki, żeby przyoblec się w nowe szaty. Zmieniają się formy zewnętrzne, ty trwasz.

Odwieczny kołowrót stawania się i przemijania, nieuniknione przemiany rzeczy – dzieje się to w świecie widzialnym. Ale ty jesteś Niewidzialny, przebywający we Wnętrzu. Ciała twoje należą do świata, zmieniają się według praw świata. Ale ty jesteś wolny, jesteś wszak poza światem i ciałami. Wznieś się przeto w medytacji ponad świat, ponad cielesność, poza przestrzeń i czas do boskiej, świetlistej dziedziny wieczności.

Nie zapominaj ani na chwilę o należnym ci dziedzictwie, o swej wewnętrznej boskości, o swej Jedni z JEDYNEM – czy spoczywasz, czy działasz, nawet wtedy, kiedy wdajesz się w przeróżne sprawy świata, przytłaczają cię troski bytu powszechnego czy napawasz się ziemskimi radościami.

Rozpoznawaj wciąż od nowa, że wcale nie jesteś niewolnikiem świata otaczającego. Jesteś bez więzów, nie spętany, niepodległy w swych postanowieniach. Jesteś wolny. Zadaniem twoim podczas medytacji jest doświadczać wciąż na nowo tej swojej absolutnej wewnętrznej wonności i czerpać siły życia ze świadomości tego.

Wszystkie inne starania są tylko czynnościami pomocniczymi, pobocznymi i mniej ważnymi środkami pełnego samourzeczywistnienia. Celem głównym jest zawsze żywe doznawanie uszczęśliwiającej pewności Jedni z JEDYNEM i twoja niezależność od wszystkiego zewnętrznego.

Kto zaś – przeciwnie – zadowoli się doznaniami cielesnymi i poprzestaje na przyjemnościach zmysłowych, ten schodzi dobrowolnie na poziom zwierzęcia. Na szczęście – skoro cię raz owionie tchnienie wieczności – nie będziesz się czuł zadomowiony wśród poczciwych zjadaczy chleba; tęsknota ku wieczności nie da ci spokoju, a wszelkie rodzaje szczęścia ziemskiego będą cię nękały jako przelotne oszołomienia, wzbudzające tym silniejsze pragnienie wydostania się wyżej. Nie uszczęśliwią cię wszystkie rozkosze i zadowolenia bytu powszedniego.

I właśnie takie niezadowolenie, taka nie do uciszenia tęsknota jest zdrowym reagowaniem twej najgłębszej jaźni, czującej się obco w świecie cielesności, który nie jest jej właściwym żywiołem. Jest to nieustanny zew, abyś nie zagubił się w przemijających doznaniach, nie zdradził swej najgłębszej istoty.

Albowiem jesteś – zaprawdę – boskiego rodu i wewnętrznie wolny. Dąż przeto codziennie i co godzinę – przede wszystkim podczas medytacji – do poznania prawdy i żywego odczuwania, że jesteś Jednią z Wiecznym, że jesteś istotą boską!

Droga ku spełnieniu

Dlaczego jest to ważne, dlaczego należy świadomość swoją odrywać wciąż od spraw zewnętrzno-cielesnego bytu i zwracać się nią ku Boskości w nas i żyć pewnością, że Bóg, nasze prawdziwe JA ,w nas przebywa?

Dlatego, że działa tu prawo przyczyny i skutku, według którego każda myśl wywołuje reakcję łańcuchową takiego samego myślenia i życia.

Jeżeli wskutek bezmyślności albo niedbalstwa dopuścisz, aby na sekundę zniknęło z twej świadomości poczucie Boskości, wówczas według tego prawa o tyle oddali się dla ciebie spełnienie – osiągnięcie harmonii z Nieskończonością.

Z sekund niewiedzy i niepotwierdzania Wiecznego powstają minuty zmarudzenia na drodze ku wyżynom życia. Minuty, w których nie jesteśmy świadomi siebie, swego wyższego, boskiego Ja, dają w sumach godziny zastoju bądź cofania się na Ścieżce. Z godzin zapomnienia o wyższym celu urastają dnie zastoju. Zbyteczne byłoby wyjaśnienie, że w dalszym ciągu powstają z tego miesiące i lata, aż wreszcie całe jedno cenne życie przemija stracone nadaremnie, bez pożytku…

Zewnętrznie możemy osiągnąć to i owo, ale wewnątrz – nic wcale nie posunęliśmy się, a nawet cel spełnienia – wyzwolenia z cierpień – odsuwa się w dal, ponieważ zlekceważyliśmy prawo reakcji łańcuchowej w dziedzinie ducha: „Posiew wydaje stokrotny plon!” A prawo to mówi o wciąż narastających skutkach naszych dobrych i złych myśli i czynów – skutkach wyrażających się w zbliżeniu lub oddaleniu osiągnięć.

To właśnie sprawi, że przedłużamy w nieskończoność uwikłanie się nasze w kołowrót narodzin i zgonów. Pomyśl: po tym życiu oczekuje cię nowy żywot. Czy na tym skończy się dla ciebie ów obieg, zamknie się obwód? Jakże by do tego mogło dojść, kiedy nie obudziłeś w sobie świadomości Jaźni, nie jesteś świadom celu swego życia w teraźniejszych dniach obecnego życia?

Jeżeli trwonisz bez zastanowienia niezliczone sekundy obecnego przebywania w ciele, nie myśląc o samopoznaniu i samourzeczywistnieniu, otwiera się przed tobą w dalekiej perspektywie długi ciąg następstw; po odejściu nowe narodziny, po nowym życiu znowu zgon, jeszcze nowsza szata ciała. I tak nie dwakroć, nie stokroć, lecz niezliczone razy. Pamiętaj o słowach Swamiego Ramy:

„Szereg twoich żywotów jest tak nieprzeliczony jak pojawianie się fal na wzburzonym oceanie…”

Spróbuj ogarnąć wyobraźnią takie życie z przechodzeniem przez niezliczony szereg wrót narodzin i śmierci. Epoki mijają jedne po drugich, a ty kroczysz tak wciąż w kołowrocie! Ile żywotów ma każdy z nas już poza sobą, a ile nas jeszcze czeka? Nie widać początku ni końca tego ciągu…

Zadajemy sobie dalsze pytanie: Czy nie ma wyjścia z tego kołowrotu? Czy zapowiedzi mędrców i proroków wszystkich epok są tylko czczą gadaniną? A dzieła zesłańców Boskości, wcielonych w człowieka i Wielkich Przebudzonych ku Boskości, znanych we wszystkich czasach, czy miałyby być nadaremne? Czyżby pocieszenia i obietnice świętych i ryszich wszystkich krain i epok nie odpowiadały prawdzie? A może były to tylko pobożne samozłudzenia albo podyktowane lękiem podświadome samooszołomienia?

O nie, tak źle nie było! Wszystko, co głosili i co zapowiadali, były to szczere słowa odpowiadające prawdom, które sami odkryli i do których poznania każdy może dojść sam. Istnieje bowiem droga, bezbłędnie wytyczona ścieżka na wyżyny, bardzo poszukiwana i przez wielu już osiągnięta, wiodąca do dokonania i do wyzwolenia!

O znużeni błądzeniem po manowcach świata pielgrzymi! Słuchajcie głosu Przedwiecznego, który was wzywa:

Przyjdźcie do mnie! Jest tylko jedna droga: „JA” jest drogą. Troski swoje zostawcie mnie. Uczcie się ode mnie. Weźcie na siebie jarzmo moje. Ono jest lekkie. Pójdźcie ze mną! Kto znajdzie drogę do mnie, będzie żył na wieki w świetle prawdy. Będzie wyzwolony z ciemności niewiedzy, niezdolności poznawania, z dwójni i z rozszczepienia. Nie będzie umierał, nie powróci do kołowrotu narodzin i śmierci. Nie będzie już ulegał przemianom i odchyleniom. Albowiem z całej doczesności i przemijania doszedł do żywota wiecznego. Śmierć nie ma już mocy nad nim, albowiem on stał się jednem ze mną, a Ja jestem drogą, prawdą i życiem!

Droga wszystkich świętych i wszystkich religii wiedzie ku tej wyzwalającej prawdzie. Nie zbłądzi się nigdy na tej drodze. Jedno tylko pragnienie ożywia idących tą drogą: aby ich bracia poszli za nimi i tak samo osiągnęli wyzwolenie.

Rozpoznajesz teraz drogę ku wolności? Czy wiesz już, że nie w oddali masz poszukiwać, nie poza sobą, aby wejść na Ścieżkę? Czy postrzegasz już, że Ścieżka jest krótka i łatwa? I że zaczyna się tuż przed tobą, nie – wprost w tobie?!

Wcale nie jest ci potrzebna pomoc z zewnątrz przy poszukiwaniu tej drogi. Do wejścia na nią nie przydadzą się ani jakiekolwiek ćwiczenia, ani umartwianie się. Masz zaledwie jedno do uczynienia: w uciszeniu i w milczeniu wyłączyć ze świadomości odczuwanie ciała i całej zewnętrzności. A to może stać się w jednym mgnieniu oka!

Nie powinieneś więc zwlekać ani sekundy, aby wejść na ścieżkę samowyzwolenia i spełnienia. Nie są ci też potrzebne – ani wsparcie, ani pośrednictwo albo medytacja innej osoby, bądź zezwolenie lub wtajemniczenie przez jakiegoś mistrza, ani żadne inne przygotowania.

Jedyny pomocnik, który cię wesprze, jest w tobie: jest nim twoje własne boskie JA.

Nie trać przeto ani chwili nadaremnie, już wdech najbliższy przepełnij świadomością obecności Boga w sobie. Czy odczuwasz to, czy nie: bądź świadom wewnętrznej Boskości w sobie! Wiedz, że i teraz, w tym mgnieniu, jesteś zjednoczony z Przedwiecznem, więcej – sam jesteś Przedwiecznem!

W jedni z Przedwiecznem

Jeżeli nieustannie ożywia cię świadomość jedni z Przedwiecznem, a nawet że sam jesteś nim, wstąpiłeś już na ścieżkę ku wyzwoleniu. Już jesteś wolny. Jesteś szczęśliwy.

Próg świątyni wolności masz już poza sobą i znajdujesz się oto we wnętrzu najgłębszym Pewności-Obecności boga, w świętem-świętych. Jesteś tu kapłanem, ofiarą i przyjmującym ofiarę, jesteś modlącym się i wysłuchującym modłów, jesteś świętym i uświęconym, wszystkim jesteś jednocześnie. Przeniknięty zbożnym podziwem i radosnym oddaniem się świętemu zjednoczeniu wyznajesz w milczeniu:

„To, czego doznałem w tej chwili, jest żywym zetknięciem z Wiekuistością. Bóg nawiedził mnie w świątyni Milczenia. Nie wiedziałem przedtem o jego nieustannej obecności w świętym wnętrzu mojej najprawdziwszej istoty. A teraz w milczeniu zjednoczenia chwalę Boga, przebywającego we mnie”.

„Albowiem teraz wiem, że z tobą, Boże, jestem zawsze we śnie czy na jawie, wiekuistą Jaźnią. Tutaj – w milczeniu, w wielkim uciszeniu – jestem samym Spokojem. Jestem uciszony, jestem szczęśliwy. Wiem już bowiem o tożsamości z Tobą! O błoga świadomości Jedni! Szczęśliwości niewysłowiona! Chwała CI!”

Medytacja wprowadza nas wciąż od nowa w świadome przeżywanie takiej Jedni z Wiecznem. A nie jest to bynajmniej ani sen na jawie, ani ułuda, lecz błyskawiczne wewnętrzne prześwietlenie, zbudzenie wewnętrzne, doświadczenie prawdy wewnętrznej.

Kiedy wzrok twój wewnętrzny rozewrze się już tak na Rzeczywistość, bądź przytomny i żywo, przy każdym oddechu, świadomy tej prawdy jedni z Bogiem! Odczuwaj teraz i w każdej następnej chwili wszystkimi cząsteczkami swej istoty Boga w sobie. To jest droga.

Wszystkie modlitwy, nabożeństwa, praktyki religijne, wszystkie ćwiczenia jogi, „sadhany” (ćwiczenia samoopanowania duchowego) mają na celu to jedno: osiągnięcie uszczęśliwiającej świadomości obecności Boga, Jedni z nim, z Wiecznym.

Te różnorodne ćwiczenia mogą być dostosowane do potrzeb i odrębności jednostek, są one jednak wszystkie tylko środkiem do celu, a nie samym celem. A jeżeli okaże się, że nie pomagają do osiągnięcia upragnionej wolności – przezwyciężenia odczuwań ciała, czyli do zapomnienia o naszym cielesnym bycie i obudzenie w swej żywej świadomości obecności Boga, wówczas stają się bezcelowe. Nauczmy się korzystać z nich tak, żeby zbliżały nas do darzącego ucieszeniem i spokojem zjednoczenia z Bogiem, a nie ograniczały nas, ani nie sprowadzały na bezdroża i nie stawały się przeszkodami.

A teraz proszę was, drodzy przyjaciele, o przebaczenie, jeżeli – bo i to być może – z przeczytanych tu słów moich doszliście do przekonania, że dam wam szczegółowo opisaną metodę medytacji oraz ćwiczeń, które powinny was doprowadzić do przeżycia Boskości. Nie spodziewajcie się tego i przyjmijcie do wiadomości, że daleki jestem od takiego zamiaru. Nie tracę ani na moment z oczu celu zasadniczego, a jest nim – poprowadzenie was wprost, a nie zakosami ani krętymi bocznymi ścieżkami, do najgłębszego, pełnego przeżycia wewnętrznej jedni z Bogiem.

Swami Rama powtarzał często, iż do osiągnięcia najwyższego Celu wcale nie jest potrzebne wybieranie dalekiej drogi dostosowanych do okoliczności, długich ćwiczeń medytacyjnych. Cel macie przecież przed sobą, w pobliżu. Jeden tylko krok przed siebie – nie: jeszcze mniej – nie przed siebie, lecz w siebie; musicie zwrócić się ku wewnątrz, wejść w siebie. A to możecie uczynić tu i teraz zaraz, w tej chwili!

Los nasz jest taki sam jak „syna marnotrawnego” w powszechnie znanej, ale chyba najmniej pojmowanej przypowieści Chrystusa. Powiedziane tam jest, że powrócił na swoje, kiedy zawiodły wszystkie inne środki i źródła pomocy, i z radością został przyjęty w dom rodzicielski. Nie było przy tym srogiego marszczenia brwi, głośnych wyrzutów, potępień ani wypytywani skąd i dokąd. Zbędne były żale, biadania. Nie było spowiedzi ani kajania się, nie było wcale oskarżeń i kary. Niczego takiego nie było i nie ma w domu ojcowskim, w królestwie bożym, które jest w nas! Nie traci się ani chwilki, ani jednej myśli na tak błahe rzeczy.

Duszę wyzwoloną przepełnia jedynie boska szczęśliwość zjednoczenia!

Kiedy zwracamy się ku wewnątrz, ku sobie, to znaczy ku naszej wyższej boskiej Jaźni, kiedy powracamy do domu ojca, do królestwa bożego w nas, wtedy otwierają się krainy niebios, a Duch Boży przepełnia święte świętych naszej duszy swoją czystą jasnością i jednią. Jednia z Bogiem oraz pewność, że jesteśmy od praczasu umiłowanym, bezgrzesznym dziecięciem bożym, że byliśmy i jesteśmy iskrą wybłysłą z wszechmiłującego serca Boga, odnajdującą teraz drogę powrotną ku swej ojczyźnie.

Nie możemy w żaden sposób zgrzeszyć przeciw Bogu, bo wszak zawsze z Ojcem stanowimy Jedno. Było to zawsze w świadomości Boga i miłość jego była zawsze jednaka wszechogarniająca. Kiedy nareszcie przyszliśmy do siebie i odnaleźliśmy dom ojcowski, i my teraz wiemy o tym.

Każdy z nas jest „synem marnotrawnym”. to znaczy: przed każdym z nas wolna jest najkrótsza i najłatwiejsza droga ku wolności. Nie ma wcale przeszkód ani trudności, podwoje nie są zamknięte.

Wyłącz się bez obawy z odczuwania ciała, nie przyjmuj wrażeń ze świata zewnętrznego i nie bierz ich na warsztat myślenia, lecz zwróć się w milczeniu ku wewnątrz – a przekonasz się, że wyolbrzymiane przesądnie trudności wiotczeją, przeszkody utrwalane wyobraźnią topnieją i otwiera się przed tobą wolna droga do królestwa bożego.

Zagłębiaj się bez wahań aż do serca wszechrzeczy, rozewrzyj się na uzdrawiające działanie uszczęśliwiającej mocy życia wewnętrznego. Poznaj swe przyrodzone prawo boskiego dziedziczenia!

Wstępuj śmiało – a poznasz to przeżycie, jak przyjaźnie wita ciebie, umiłowanego syna, Ojciec jaką radość rozbudza twój powrót – radość prześwietlającą i uświęcającą całe twoje dalsze życie ziemskie.

Prawda wyzwalająca

Jeżeli dotychczas wierzyliście, że droga do spełnienia jest długa i uciążliwa, pełna przeszkód i zapór z tajemnic, trudnych do przeniknięcia, zadziwi was z pewnością i ucieszy wiadomość, że droga ta jest w rzeczywistości nadspodziewanie krótka, prosta i łatwa. Właściwie – nie należy mówić o drodze, chodzi bowiem tylko o wejście w stan niejako przebudzenia, spojrzenia w głębię własnej świadomości, żeby poznać samą tą świadomością boskie dziedzictwo w nas, własną wewnętrzną Jaźń boską.

„Patrzcie na mnie również wy wszyscy, w znojnym trudzie spędzający dni swoje ziemskiego bytowania. Zatrzymajcie się, zwróćcie się ku wewnątrz, w skupieniu patrzcie na mnie, na Ja – a staniecie się wolni! Tam, gdzie JA zostaje poznane jako rdzeń, jako punkt środkowy, wznoszę ku Sobie istotę człowieczą i wyzwalam ją z więzów cierpienia, z wiru kolistego narodzin i śmierci”.

Oto – jak w skorupce orzecha – ewangelia krainy wonności, szczęśliwości i spokoju, Królestwa Bożego, która jest w tobie.

Jeżeli pojąwszy to obudziłeś się, zwracasz się ku sobie i odnajdujesz świadomie swe boskie dziedzictwo i byt, jesteś zdolny spełnić swe boskie przeznaczenie. Żyj przeto teraz i na całą przyszłość w świadomości wewnętrznej Jedni z Bogiem. Odczuwaj, że jesteś boskością, Jaźnią boską – chociażbyś tego jeszcze wprost nie zaznawał. Trwaj w niezachwianej pewności tożsamości Ja z Bogiem, Jedni swej z Bogiem, zachowaj stan ten za wszelką cenę. Nie dopuść, żeby cię cokolwiek wytrąciło z tej podstawowej pewności i świadomości. Nie strać tego wskutek niedbalstwa lub roztargnień. Nie zamieniaj tego na jakiekolwiek przyjemności, piękno ani mądrość tego przemijającego świata czasu, przestrzeni i cielesności.

Cóż by ci bowiem dała wiedza o wszystkich rzeczach we wszechświecie, gdybyś ja przypłacił utratą świadomości własnego Ja, które jest nierozdzieloną na dwójnię Jednią. Cóż mogą znaczyć, jaką wartość mogą mieć dla ciebie wszystkie powaby świata, dla ciebie, który zbudziłeś się ostatecznie i znasz Rzeczywistość, przeżywasz świadomością Jednię z Przedwiecznem, z boską Jaźnią.

Skoro świadom jesteś pełni królestwa bożego, nie poszukujesz już prawdy poza sobą, nie pragniesz zadowolenia, nie potrzebujesz zewnętrznych mistrzów, wodzów ani pomocników. Albowiem jedynym na całą przyszłość przewodnikiem ku prawdzie i spełnieniu jest dla ciebie Ponadświadomość, wewnętrzne światło Wiekuistego.

Jedni z Bogiem nie można ani zarobić, ani kupić, ani wymusić, ani wyżebrać, ani wyłudzić gorliwą usłużnością. Modły i umartwianie się też jej nie przyciągną. Jest ona bowiem czymś – a musisz to pojąć z największą jasnością – co jest Rzeczywistością już istniejącą w głębi każdej duszy.

Człowiek tęskni i pożąda jedni z Bogiem, bo nie wie, że ona już w nim jest. Toteż podobny jest do śpiącego albo martwego, gdyż nie jest świadomy obecności w sobie żywej Rzeczywistości.

Przenika nas i pulsuje w nas Moc boska życia, szczęśliwości i pokoju, żeby w niej uczestniczyć i zjednoczyć się z nią, potrzebne jest tylko otwarcie swej świadomości na jej obecność. Zaprawdę: rytm szczęśliwości boskiej przenika nas wciąż falami; jesteśmy w każdej chwilce zjednoczeni z Wiecznem i samy Wiecznem jesteśmy.

Zjednoczyć się z czymś całkowicie znaczy to być sobą. Gdybyśmy sami nie byli Wiecznem, nie moglibyśmy zjednoczyć się z nim ani odczuwać takiego zjednoczenia, chociażby pożądanie tego było najpotężniejsze. Tylko boskie w swej istocie może stać się świadome w sobie zjednoczenia z Bogiem. Tylko Duch boży w nas może zbudzić się do swej Jedni z Bogiem.

„Co z ciała zrodzone, cielesne jest”. – „Ciało i krew nie mogą dziedziczyć królestwa bożego”. – „Królestwo boże jest sprawiedliwością – świadomością obecności Boga – pokojem i radością w Duchu Świętym”. Jest to naturalne dziedzictwo prawdziwego człowieka wewnętrznego. Posiąść je trzeba dlatego wewnętrznie, Duchu.

Dopóki świadomość nasza rozprasza się na sprawy bytu cielesnego, nie może zetknąć się z rzeczywistością wewnętrzną. Dopiero kiedy zwrócimy się ku wewnątrz, budzimy się i odkrywamy rzeczywistość królestwa bożego w sobie. Nigdzie w całej zewnętrzności, jedynie tutaj, w Całości świata wewnętrznego jest niewidzialna świątynia Wiekuistego. Tu jest najgłębsza Serca rzeczy i istot Świątynia Jaźni – boskiej Jaźni na tronie niebios w nas. Tu jest znicz wszechmądrości, wszechmocy, świętości, nieskończonego pokoju i wiecznej szczęśliwości.

Dzieciom ciała, pogrążonym w świadomość cielesną i uśpionym przez nią, nie jest znana jasność wewnętrznej światłości. Ci żyją nie w środku światłości i nie z niej, lecz na obwodzie między świtaniem i ciemnością. Toteż udziałem ich losu jest niewiedza, błąd i cierpienie.

Wszystko, co obudzony wewnętrznie mówi o Duchu i o królestwie bożym, brzmi dla nie obudzonych jak zagadka lub bajeczka. Nie pojmują rzeczywistości i praw Ducha po prostu dlatego, że wszystko to jest dostępne za pomocą doznań czynnych już w człowieku obudzonym nadzmysłów duchowych. Tylko chrześcijanin rozumie Chrystusa. Tylko Bóg może pojmować Boga i być nim. Takie jest prawo Jedni. Toteż – do pojmowania Boga możesz się obudzić i stawać się nim, jeżeli i ponieważ jesteś istotą boską.

Dla świętego wszystko jest święte, nieczystemu wszystko ukazuje się jako nieczyste. Tak samo obudzonemu w Prawdzie wszystko ukazuje się jako objawienie Prawdy. Dla niego istnieje tylko Prawda. Czy spogląda na stronę niebiańską, czy ogląda rzeczy ziemskie – wszystko jednako jawi mu się jako przejawienie niezmiennej Prawdy, z którą czuje się jednej istoty. A całe jego myślenie staje się jednym ciągiem medytacji, uwielbienia i oddania.

„O boska Prawdo, która mnie spotykasz w każdym przyjacielu i w każdym wrogu, w każdym sąsiedzie i w każdym obcym, we wszystkim żywym i we wszystkim martwym, w roślinie, zwierzęciu i człowieku – błogosław mi i wszystkim moim braciom we wszystkich światach, ześlij nam boskie widzenie i poznanie twojej istoty i twego Bytu!”

„Tyś jest we wszystkim! Jesteś światłością w świetle i życiem we wszystkim żyjącym. Jesteś w walce o byt jak i w nienaruszalnym spokoju Wiecznego. Jesteś i w złem i w dobrem, w świętym jak i w grzeszniku. Tyś jest słońce, a jesteś i w każdym promyku słońca. Jesteś w największym, jak i w najmniejszym, Tyś jest wszechświat i atom, elektron i prasiła w nim działająca. Jesteś wszystkimi rzeczami i wszystkich rzeczy istotą. Jesteś tym, co cały byt dźwiga i utrzymuje. Spraw, abyśmy byli w każdej chwili żywo świadomi naszej nierozdzielnej Jedni z Tobą!”

Życie w duchu

Pora już uświadomić sobie wyraźnie, że najdoskonalsze pojęcie i wyobrażenia, jakie możemy sobie urobić przebywając w sferze bytowania ziemskiego, pod żadnym względem nie odpowiadają Rzeczywistości Bytu w wyższej dziedzinie życia.

Nasze obecne wyobrażenia o uszczęśliwiającym stanie „samadhi” nie zgadzają się wcale – i nie mogą się zgadzać – z wyższymi stopniami poznawania prawdy i rzeczywistości. Ponieważ tam nie ma trudu ani walki jak tutaj, w sferze materialnej, nie ma tam czasu, przestrzeni ani prawa przyczynowości, takich jakie tu znamy.

Wola i uczucie określają tam byt: chcesz i masz, przenikasz uczuciem i jesteś tym.

„Kiedy jesteś we mnie (w JA), a Ja w tobie, a pragniesz czego, jest to już twoje”.

Jeżeli wola twoja i uczucie są nieustannie zwrócone ku Rzeczywistości, ku Jedni z Wiecznem, a tak całkowicie, że nie zamąci woli żaden inny najmniejszy cel, wtedy żyjesz i działasz stale w stanie tej Jedni. Jest to Prawo, a nie ma w całym świecie niczego, co przeszkodziłoby spełnianiu się tego Prawa, i nic ciebie z Jedni nie wytrąci, jeżeli tego sam nie zechcesz.

Wzywam przeto was, dzieci Wiekuistego: Pogrążcie się całym swoim jestestwem w milczeniu medytacji. Niechaj rozjaśni was świadomość prawdy, że pochodzicie z Wiecznego, żyjecie w Nim i przez Nie, w najgłębszej swej istocie jesteście wieczną Jaźnią. Jest to wasze dziedzictwo prawem pochodzenia z Wiecznego. Pozwólcie, aby duszę waszą przepełnił w ciszy medytacji pokój wyższy nad wszelki rozum i wszelkie pojmowanie.

Jeżeli rozbudzisz w sobie tę wyzwalającą świadomość Jedni z Wiekuistem na jedną jedyną sekundę – a możesz to uczynić! – wtedy zdołasz utrzymać to również przez dwie sekundy i tak dalej – przez dowolną liczbę sekund, minut i godzin. W ten sposób możesz przedłużać i wciąż pogłębiać świadomość i pewność, aż wzniesiesz się ponad zależność od codziennej świadomości, skrępowanej warunkami czasu, przestrzeni i przyczynowości.

Jednocześnie otwiera się przed tobą królestwo wieczności w całym swym bezgranicznym bogactwie i staje ci się dostępne na zawsze. A kiedy budzą się i zaczynają działać twe nadzmysły duchowe, równocześnie przygasają zewnętrzne zmysły cielesne jako mniej już potrzebne i coraz mniej używane.

Działasz coraz swobodniej i coraz częściej niemal wyłącznie w świecie ducha posługując się wewnętrznymi zmysłami duchowymi. „Umierasz dla ciała i budzisz się do nowego życia i przez ducha”. Stajesz się martwy dla świata i osobowości codziennej, ale żywy duchowo w wyższej Jaźni. Przestajesz kierować się wartościami zewnętrznymi, a poddajesz się przewodnictwu ducha zaczynając nowe życie, czerpiące z pełni królestwa bożego. Ulegasz przemianie, odnowieniu, przeżywasz drugie narodziny i żyjesz w „królestwie szczęśliwości”. Postawa twoja i postępowanie zmieniają się pod wpływem siły życia wewnętrznego. Stosunki twoje z ludźmi, przyjaźnie, pokrewieństwa są inne – zależą teraz od spraw ducha. Tracą wartość powiązania zewnętrzne i cielesne pokrewieństwa. Jesteś obywatelem królestwa bożego, dzieckiem boskiego Ojca, który przebywa w tobie.

Świadome życie w Wiecznem jest teraz dla ciebie samo przez się zrozumiałe i nikomu już nie udałoby się odciągnąć cię od tego prawdziwego życia. Stałeś się bowiem w świecie zewnętrznym obcym, którego domem ojczystym jest tylko Wieczne. Byt powszedni cieszy cię teraz jako co dnia inna, nowa pieśń radości o obecności Boga, bo żyjesz w duchu, a nie świadomością ciała.

Być może – zadasz sobie pytanie, czy takie uszczęśliwiające przebudzenie do Rzeczywistości nie jest skutkiem i owocem wielu lat, całego życia, a może wielu żywotów mozolnego umartwiania siebie i ćwiczeń w opanowaniu osobowości. Mogło tak być z wielu innymi, ale to wcale nie znaczy, żeby z tobą było tak samo.

Ujawnię ci tu pewną tajemnicę: – Kto ślepy i głuchy jest jeszcze na sprawy ducha aż do tej, obecnej chwilki (a więc żyje wyłącznie w świecie zmysłów), ale w następnej chwili budzi się w nim świadomość boskiego dziedzictwa i pewność tego, że Bóg przebywa w nim, ten przemienia się błyskawicznie – chociażby świadomość jego i otoczenie były nadal pogrążone w ciemnościach. Będzie oczyszczony ze wszystkiego aż doświadczy żywo zjednoczenia z wiecznie Jedynem. W jednym momencie może przebyć wiek cały. Miesiące, lata, ciąg całego życia – przelatują błyskiem… I tak samo świadomość własnej cielesności, doczesnego bytu, całego życia zewnętrznego kurczy się w czasie i przemijalności do rozmiarów bezwartościowego „nic” – kiedy człowiek doznaje takiego przebudzenia do Rzeczywistości.

Przeszłość, teraźniejszość i przyszłość będą dla ciebie w takim przeżyciu jednem. Żyjesz w wiecznej teraźniejszości. Wszystko jest jednem. Od wieczności do wieczności jesteś Ty – Jaźń boska – jednem z Jedynem, istniejesz ponad wszelkim uwarunkowaniem przez czas, przestrzeń i przyczynowość.

Jesteś „powtórnie narodzony” – nie do nowego życia w uzależnieniu od materii i od świadomości ciała, lecz do bezgranicznej wolności boskich dzieci wieczności. Wszystkie krainy Przedwiecznego ścielą się prze tobą. Stoisz oto przed obliczem Rzeczywistości. Wszystkie rzeczy i całą Prawdę rozpoznajesz wprost w sobie. Widzisz się jako punkt środkowy królestwa Ducha, a przez to również świata rzeczy, które są względne. Odkrywają ci się pewniki prawd niewyrażalnych w mowie i znakach ziemskich. I wiesz: wszystko jest miłością, jednią, radością, pokojem i nieskończoną, niewysłowioną szczęśliwością.

Świat światłości ducha

Chociaż jesteś dzieckiem wieczności, tkwisz jeszcze w powijakach ciała i doczesności, toteż – udręczony kłopotami powszednimi – nie przeczuwasz wcale, czym jest istota i szczęśliwość Rzeczywistości. Kiedy jednak ogarnie cię raz na żywo jej wspaniałość i pełnia przy pogrążeniu się w medytację, wtedy doznajesz przeistoczenia od wewnątrz; cała twoja istota przeżywa zrównanie z Rzeczywistością; w rozbłysku jednej chwilki poznajesz i wiesz już, jak w wyższych światach ogląda się i przeżywa Rzeczywistość.

Od tej chwili twojemu wzrokowi duchowemu objawia się samoświetlna istota wewnętrzna wszystkich rzeczy, chociażby dla oczu fizycznych była nadal ukryta i niewidoczna. Niedostępny zmysłom fizycznym jest świetlisty wewnętrzny świat ducha; prawdziwość jego poznaje się tylko zmysłami duchowymi. Przemijające ja osobowe nie zdoła pojąć, czym jest samo w sobie Nieskończone i jego piękno, zanim nie podda się całkowicie boskiej Jaźni i nie zjednoczy się z nią.

Oddaj się przeto w ciszy medytacji bez reszty Wiecznemu w tobie, żeby uległa rozdarciu zasłona, skrywająca przed tobą Rzeczywistość! Ona może być i będzie momentalnie rozdarta, jeżeli całą moc umiłowania i tęsknoty zwrócisz ku wewnątrz i przepełnisz serce pragnieniem jedynem zjednoczenia z Wiecznem. Wtedy ukaże ci się ułuda wszechświata zmysłów i odkryjesz poza jej bezgraniczną przestrzennością bezgraniczną nieskończoność prawdziwej Rzeczywistości.

Kiedy nikła świadomość ja osobowego roztapia się we Wszech-Jaźni i budzi się w niej, wtedy pozostaje jedna tylko boska Jaźń – Paramatman, Wszech-Duch, bezgraniczna Nieskończoność Pokoju i Szczęśliwości w Wiecznem.

Zastanów się jednak dobrze, zanim odważysz się podczas medytacji na ten krok w nieskończoność! Ryba głębinowa wydobyta nagle na powierzchnię oceanu ginie rozerwana wybuchem własnego ciśnienia, ponieważ organizm jej przystosowany jest tylko do życia pod ciśnieniem. Na wielkiej wysokości człowiek nie mógłby żyć ani chwili bez skafandra. Podobnie – bez przygotowania nie można bezkarnie wdzierać się do królestwa Rzeczywistości. Nie mógłbyś tam żyć ani chwili, jak ryba bez wody nie wyżyje na powietrzu.

Najpierw musisz w sobie ożywić Wieczne. Małe samolubne ja osobowe musi poddać się całkowicie boskiemu JA i ta boska wiekuista Jaźń twoja musi przenikać ciebie swym tchnieniem, jeżeli – obudziwszy się w królestwie Rzeczywistości – chcesz w nim żyć i przebywać. Powinno najpierw przenikać cię tchnienie wieczności, żeby nie powaliło cię przerażenie wobec bezgranicznej „próżni”, strach paraliżujący wobec bezgranicznego oceanu Nieskończoności, żeby potężna fala oddechu kosmicznego nie wyrzuciła cię jak kłaczek piany na brzeg wieczności.

Dopóki przeważa w tobie lgnięcie do cielesnych i samolubnych spraw ja osobowego, nie jesteś dojrzały do wejścia w prawdziwą rzeczywistość, królestwo boże doskonałości, bez granicznego spokoju i niekończonej szczęśliwości. Nie jest możliwe wypłynięcie na ocean wieczności w ciężkiej muszli osobowości. Musisz odrzucić tę skorupę, a stwierdzisz, iż sam jesteś cząsteczką nieskończonego oceanu boskiego Życia i Bytu.

Dotychczasowe, zabezpieczone zewnętrznie bytowanie było słuszne dopóki przebywałeś na wybrzeżu Wszechoceanu Życia. Teraz nadeszła pora pozostawienia tego poza sobą i powierzenia się zupełnie innemu składnikowi życia w oceanie wieczności.

Jeżeli chociażby raz jeden ogarnęła cię promienna chwała i wspaniałość Rzeczywistości, świetlisty świat Ducha, jeżeli zaczerpnąłeś w nim oddechu i zaczynasz w nim żyć, będzie ci obojętne, czy jesteś w ciele, czy poza ciałem. Wiesz już bowiem, że moc świetlista rzeczywistości przenika i uduchowia wszystką materię. Nie ma niczego we wszechświecie, czego by nie ogarniała pełnia światłości. Ona przenika rytmem swoim wszystko, co istnieje.

W tejże chwili poczułeś się spokrewniony ze wszystkim, ponieważ widzisz we wszystkim działanie Jednej Wiecznej Jaźni.

Wieczne, Przedwieczne pędzi wichry, obłoki, fale, wypełnia niebiosa, stopami opiera się o morza i lądy, goreje w płomieniach i napęd daje wszystkiemu, co się porusza, ożywia mocą nieprzejrzane chmary elektronów i cząsteczek atomowych, wirusy i ciała zwierzęce aż do człowieka, działa w olbrzymich ciałach przestrzeni kosmicznej – w słońcach, planetach, galaktykach i wszechświatach. Z największego i z najmniejszego spogląda na nas, na ciebie – Ono, Wieczne, które jest w tobie, którym jesteś ty sam…

Jeżeli zbudziłeś się i dojrzewasz do takiego widzenia rzeczywistości, jesteś zaprawdę wolny. Nie jest wtedy ważne, czy przebywasz w ciele, czy poza nim. Albowiem nie ciąży ci zależność od ciała i stałeś się naprawdę dziecięciem wieczności, które posługuje się ciałem i wszystkimi rzeczami świata zmysłów jako narzędziami ducha i drogowskazami ku wieczności.

Kiedy w takiej już mierze stajemy się świadomi swojego przeznaczenia, poznaliśmy swój związek z wiecznością, obudziliśmy się na oglądanie Rzeczywistości, kiedy wiemy już, że wieczne jest w nas jako nasza prawdziwa Jaźń, że sami jesteśmy Wiecznem – wtedy medytacja staje się czym innym, nie jest samą tylko medytacją. Nie jest już środkiem i sposobem skupienia myśli i zwracania świadomości ku Wiecznemu, bo zwierciadlano gładkiej powierzchni pola świadomości nie zamącają już naloty myśli, trosk, niepokojów, pożądań lub nienawiści. Władamy samymi sobą i okolicznościami zewnętrznymi.

Obudzeni w świadomości Jaźni boskiej jesteśmy władcą w swoim królestwie. Odkąd znaleźliśmy królestwo boże w sobie, służą nam wszystkie rzeczy i objawiają moc, chwałę i pełnię wiecznego.

Medytacja nie jest już nam nadal potrzebna. Cóż moglibyśmy więcej osiągnąć przez nią, kiedy wszystko jest nasze, kiedy sami jesteśmy wszystkim we wszystkim. Potrzebne nam jest teraz tylko być tym, czym jesteśmy – w pełni świadomości i bezustannie. Świadomi bezpośredniej obecności Boga czujemy jak Wieczne w nas i przez nas oddycha.

Jaźń Boska

Kiedy nareszcie dokonałeś odkrycia, że w medytacji nie chodzi wcale o działanie, lecz o stan świadomości, że trzeba w niej nie coś czynić, lecz czymś być – przyjmiesz słowa tu przeczytane już nie jako instrukcję, nie jako pouczenie o sposobie stosowania czegoś, lecz jako wezwanie do czujności wewnętrznej i obudzenie się na Rzeczywistość.

Takie też znaczenie ma to, co chciałbym ci tu dać przy zakończeniu słów – mantrę wtajemniczenia – medytację, która oby ci się mogła przydać jako talizman i hasło czuwania dla duszy. Powtarzaj w duchu poniższe słowa, a prawda ich rozjarzy się w tobie i odczujesz ją żywo:

„Aum! Ja jestem Jaźnią nieskończoną. Ja jestem mądrością nieskończoną i nieskończoną szczęśliwością Wiecznego! Ja jestem wszystkim we wszystkim – widzialnym i niewidzialnym. Ja jestem tym, co było, co jest i co będzie. Ja jestem! Wszystko jest we mnie, poza mną nie ma niczego!”

Następnie pytaj swej najgłębszej jaźni: „Jeżeli jestem wszędzie jednocześnie i wieczny, jakże mogę być ograniczony do jednego punktu w czasie i przestrzeni? Czy spoglądam tylko tymi moimi oczami?”

Przemawiaj zwracając się do swej wyższej Jaźni:

„Jak spoglądam tymi moimi oczami, tak też widzę wszystkimi oczami. Jak słyszę tymi swoimi uszami, tak słucham wszystkimi uszami. Jak pracuję parą moich rąk, tak samo działam wszędzie, gdzie ręce imają się dzieła.

Jako, że jestem wspólnej istoty ze Wszystkim, jako że jestem wszystkim we wszystkim, Jaźnią obecną we wszystkim, nie ma przeto niczego poza mną, poza JA. Nie jestem ograniczony jedną osobowością, toteż nie może mnie żadna inna istota objąć jedną swoją postacią.

Jestem wolą działającą w każdej istocie. Kiedy ona myśli, myślę w niej. Kiedy jej serce bije, to ja daję mu rytm. Kiedy oddycha, oddycham wespół z nią – JA, Wszech-Jaźń.

Myślę we wszystkich istotach, wszystkimi mózgami. Oddycham wszystkimi płucami. Biję rytmem wszystkich serc. JA – Wszech-Duch! JA – wszystko we wszystkim. Całość we wszystkim! JA – niepodzielne Jedno!”

A teraz myśl i odczuwaj:

„Ja jestem. Ja jestem praźródło, początek i koniec wszystkich istot, wszelkiego życia, całości bytu. Wszystko wypływa ze mnie, żyje mną i powraca do mnie, który Jestem! – Tat twam asi!”

O wyzwalająca świadomości! Wiem oto, iż – kiedy oddycham – to oddech Wiecznego przenika mnie swym rytmem – że sam jestem tym oddechem Wiecznego. Jakże wielką prawdą jest to słowo. Jaką moc daje poznanie prawdy: JA – Wszech-Dusza! JA – Wszech-Jaźń! JA – Jedno we wszystkim, ze wszystkim, wszystko jako Jaźń! Pewność Rzeczywistości i Szczęśliwość!

Któżby oddzielił mnie od siebie samego, od Boga-Jaźni! Czyż może być podzielone to, co jest jednem? Czyż może być podzielność wewnątrz tego Bytu Jedni?

Czy może jeden nieskończony Bóg Miłości i Dobroci dzielić się tak, żeby jedna połowa była mniej dobra od drugiej? Czy taka dwójnia nie zespoliłaby się natychmiast w wyższą Jednię? Czy ja i Ja nie są ostatecznie tym samym – wszystkie Jaźnie jednym JA? Czy mógłbym wobec tego swoje „inne Ja”, zwierciadlany obraz Wiecznego, które jest we mnie – nienawidzić? A wiec mniej miłować niż siebie samego… Czy mogę siebie nienawidzić? Nie.

Przemawiaj w największej głębi swojej Jaźni:

„Moja inna Jaźń, w postaci mego przyjaciela lub wroga, czy też inaczej ukazująca się nam według naszego dalekiego od rzeczywistości ziemskiego pojmowania i nazywania – wszystko bowiem naprawdę jest jednym i tym samym Ja – wiedz i odczuwaj, że ja z tobą stanowię jedno! Jesteśmy jedną istotą – oddzielność i dwoistość są złudzeniem i błędem. Poznajemy i uznajemy prawdę rzeczywistości, że od wieczności byliśmy i na całą przyszłość jesteśmy jednem”

„Bracie mój! Siostro moja! Ty jesteś mną! Ja jestem tobą!”

„Jesteśmy jednem – nierozłączną Jaźnią! Nikt nie rozerwie, nie zniweczy naszego jedynego wspólnego bytu. W Bogu i przez Boga jesteśmy jednem. Świadomość Boga jest jedna i ta sama w każdym z nas i we wszystkich razem”.

„Obyśmy nie ulegli ani na chwilę błędowi, złudzeniu oddzielności człowieka, egoizmowi osobowości poprzestającej mylnie na świadomości ciała”.

„Gdy zaczyna się poszukiwanie istoty samego siebie, słabnąć zaczyna samolubstwo. Jedno i drugie kończy się, kiedy osiągnięte zostaje poznanie jedni bytu. Odtąd ożywia nas Jednia i wspólnota Bytu, czujemy w sobie jeden Byt, działamy w duchu spólnoty i działamy zgodnie ze wszystkimi mocami nieba i ziemi służącymi zjednoczeniu wszystkiego w szczęśliwości!”

Oby to było – kochani – waszą stałą mantrą, waszą codzienną medytacją. I oby pomogło wam w obudzeniu, do poznania Rzeczywistości!

O szczęśliwości poznania niezniszczalnej jedni bytu ze wszystkim, co istnieje i żyje! Niewysłowione jest szczęście pewności bytu. Jedynie miłość może wyrazić promienną chwałę Wszech-Miłości i Wszech-Jedni.

Wzniosła jest idea ukrzyżowania małego „ja” i wywyższenia przez to Boskiej Jaźni. Pamiętajcie wielkie słowa Przebudzonego: „Kiedy ja – przez ofiarowanie niższego ja na krzyżu – będę wywyższony, wezmę ze sobą wszystkie istoty!” Jest to – zaprawdę – tajemnica zarówno krzyża, jak i swastyki – wiecznie obracającego się krzyża wszechświata; jest to symbol Wiecznego, który wznosi ku sobie wszystko żyjące.

Kiedy już odkryliśmy i poznaliśmy jednię swoją z Wiecznem, wówczas już nie „ja” osobowe, lecz nieskończone Ja staje przed obliczem wiecznego. Ograniczona mała osobowość, będąca tylko maską Wiecznego, roztopiła się, wywyższona, w bezgranicznej Indywidualności Wszech-Jedni, w niepodzielnej Jaźni Boskości wszechświatów.

To przeistoczenie, wywyższenie i rozprzestrzenienie „ja” do ogromów Wszech-Ja, ów powrót burzliwego prądu do bezruchu oceanu, uciszenie duszy w spokoju wieczności, prześwietlenie najdalszej głębi naszej istoty chwałą boskości – wszystko to może być tylko doznane i przeżyte, ale jest nie do wysłowienia w mowie nieprzebudzonych, nie do wyrażenia barwami świata zmysłów. Jest to ponad wszelki rozum, ponad wszelkie ludzkie pojmowanie. Szczęśliwość ta jest niewysłowiona. Czuję ją!

Oby spłynęła na ciebie taka potężna, przenikająca szczęśliwość Jedni Bytu, oby przejęła drżeniem twą duszę, zawładnęła do dna twoją istotą i wyzwoliła łzy; niechaj płyną jak moje w tej chwili. Niechaj oczy twoje otworzą się na promienną chwałę Rzeczywistości!

Zostaw komentarz