Radźa-joga

Swami Wiwekananda

Przekład z wydania francuskiego dokonany przez Tadeusza Głodowskiego,  Warszawa 1969.

Przedmowa

Od zarania dziejów ludzkość pielęgnuje opowiadania o niezwykłych zjawiskach i przeżyciach przodków. I w naszych czasach nie brak jest ludzi dających świadectwa prawdzie podobnych faktów, zdarzających się w środowisku społeczeństwa, które – dzięki zastosowaniu naukowych metod badawczych – może poddawać je ścisłemu sprawdzaniu. Większość tego rodzaju świadectw nie jest godna wiary, ponieważ pochodzi od osób ciemnych, przesądnych i nieuczciwych. Często owe rzekome cuda są po prostu oszustwami. Ale co bywa ich wzorem? Cechą naukowości nie powinno być odrzucenie czegokolwiek bez skrupulatnego zbadania. Uczeni powierzchowni, nie umiejący wyjaśnić różnych niezwykłych zjawisk psychicznych, starają się zapalczywie ignorować samo ich istnienie. Biorą przez to na siebie winę cięższą niż tamci, wierzący w istotę jedną lub całe grono istot, siedzących nad obłokami i wysłuchujących ich modłów, a także niż inni, wierzący, że modlitwami skłonią owe istoty do wdania się w sprawy świata i zmiany losów planety. Usprawiedliwieniem takich jest ich ignorancja albo przynajmniej wadliwe wykształcenie, wpojono w nich bowiem przekonanie, że zależą od owych istot pozaziemskich, a to uczucie zależności wrosło w ich psychikę i wynaturzyło ją. Uczeni nie mogą się tym usprawiedliwiać.

Zjawiska wspomniane są od lat tysięcy przedmiotem studiów, badań i uogólnień, cała dziedzina przeżyć religijnych człowieka została tak zanalizowana, owocem zaś tych badań i dociekań jest w praktyce nauka radźa-jogi. Nie przeczy ona rzeczywistości zjawisk trudnych do wyjaśnienia, jak czynią to bez podania racji niektórzy uczeni współcześni, przeciwnie – oświadcza spokojnie, lecz z niezachwianą pewnością ludziom przesądnym, że cuda, skuteczność modlitw, siła wiary, chociaż są zjawiskami najzupełniej rzeczywistymi, nie staną się zrozumiałe, skoro przypisze się je interwencji jednej lub kilku istot ukrytych za chmurami.

Radźa-joga mówi, że każdy człowiek jest przewodem sił napływających z bezgranicznego oceanu świadomości i mocy, z którego czerpie cała ludzkość. Ona poucza, że pragnienia i życzenia są w człowieku, a środki zaspokojenia ich są również w nim samym. Ilekroć razy życzenia i pragnienia wyrażane w modłach spełniają się, niezbędne do tego siły napływają z bezgranicznych rezerw, bynajmniej nie dostarczane z łaski przez istotę nadnaturalną. Wiara w istoty nadnaturalne może wzmóc do pewnego stopnia siły działania w człowieku, lecz ta sama wiara prowadzi również do upadku duchowego, przeszkadza bowiem człowiekowi w dojściu do poczucia niezależności, doprowadza do lęku i tkwienia w przesądach. Wynaturza się też w straszliwą wiarę we wrodzoną słabość człowieka.

Jogini mówią: nie ma niczego nadnaturalnego, są tylko w jednej naturze przejawy prostsze, grubsze, i przejawy subtelniejsze. Subtelne są przyczynami, grubsze skutkami. Te udaje się nam z łatwością postrzegać zmysłami, nie jest tak z subtelniejszymi. Praktyka radźa-jogi czyni nas zdolnymi do postrzegania przejawów subtelniejszych.

Wszystkie systemy ortodoksyjnej filozofii indyjskiej stawiają jeden jedyny cel: wyzwolenie duszy przez doskonalenie. Służy temu joga. Słowem joga objęte są bardzo różne metody postępowania, szkoła sankhji oraz szkoła wedantyjska przyjmują jogę w takiej czy innej postaci.

W publikacji niniejszej zajmuję się postacią jogi znaną jako radźa-joga. Teksty Jogasutr, znane na Zachodzie jako Aforyzmy Patandźalego, są w tym przedmiocie materiałem o wysokim autorytecie, toteż powinny służyć jako podstawa do studiów. Inni filozofowie, chociaż niekiedy w szczegółach dają inne objaśnienia niż Patandźali, w zasadzie przyłączają się do propagowania metody i ćwiczeń, zalecanych przez niego.

Pierwsza część książki składa się z kilku wykładów, wygłoszonych w Nowym Jorku przed grupą uczniów (w latach 1893-95). W drugiej części podane są Jogasutry Patandźalego w przekładzie dość swobodnym[1], wraz z komentarzami autora. Autor starał się unikać, o ile to było możliwe, używania słownictwa zbyt specjalnego (dotyczącego techniki jogi) i dać wykład w stylu przystępnym. W części pierwszej czytelnicy znajdą wskazania proste, lecz dokładne; dla tych, którzy zechcą przystąpić do praktykowania ćwiczeń.

Muszę tu powtórzyć z naciskiem bardzo ważne ostrzeżenie, że – z wyjątkiem bardzo niewielu osób – „nikt nie może opanować jogi bez narażenia się na niebezpieczeństwo, jeżeli nie pozostaje pod bezpośrednim kierownictwem mistrza”.

Jeżeli niniejsze pogadanki rozbudzą w czytelniku pragnienie uzyskania dalszych rozjaśnień tematu, mistrz nie zawiedzie[2].

System Jogasutr (Aforyzmów Patandźalego) opiera się na filozofii sankhji, od której odchyla się w niewielu punktach.

Oto dwie różnice najważniejsze:

Patandźali przyjmuje Boga Osobowego jako pierwszego mistrza, natomiast jedynym Bogiem, przyjmowanym przez system sankhji jest istność niemal dochodząca do doskonałości, a której został powierzony cykl dzieła stworzenia na określony ciąg czasu;

Druga różnica polega na tym, że joginowie utrzymują, iż „mental” jest tak samo wszechobecny jak Dusza, czyli Purusza – tego zaś nie uznaje system sankhji.

Każda dusza – w mocy swej – jest boska.
Celem naszym jest przejawienie Boskości,
która jest w nas,
przez ujarzmienie natury zewnętrznej i wewnętrznej.
Osiągnijmy to przez pracę, przez adorację,
przez opanowanie umysłu albo przez filozofię,
przez jedną z tych dróg,
przez parę albo przez wszystkie,
a zdobędziemy wyzwolenie.
Oto cała religia.
Doktryny, dogmaty, obrzędy, księgi, świątynie
i w ogóle formy
są tylko szczegółami drugorzędnymi.

Wiwekananda

Wstęp

Całe nasze poznanie oparte jest na doświadczeniu. To, co nazywamy poznawaniem za pomocą wyciągania wniosków, przy przechodzeniu od szczegółów do ogółu, bądź odwrotnie, od pojęć ogólnych do szczegółowych, ma za punkt wyjścia doświadczenie.

W naukach ścisłych łatwo jest o stwierdzenie prawdy, ponieważ odwołują się one do osobistego doświadczenia każdego z uczących się. Uczony nie wymaga od nas uwierzenia w twierdzenia, które głosi, gdyż są one wnioskami z jego doświadczenia i muszą być zgodne z doświadczeniami całego rodzaju ludzkiego. Każda nauka ścisła ma za podstawę wiedzę wspólną, należącą do całej ludzkości, toteż możemy natychmiast stwierdzać prawdziwość lub błędność wniosków, zgłaszanych przez naukowców.

Otóż zjawia się pytanie: Czy religia ma bazę tego rodzaju? Czy też jest jej pozbawiona?

Muszę odpowiedzieć na to pytanie dwojako: zarazem twierdząco i przecząco. Taka religia, jakiej nauczają pospolicie wszędzie, uchodzi za opartą na wierze i zaufaniu; zazwyczaj jest to zbiór różnych teorii, tak różniących się, że stają się kością niezgody między wyznaniami. Teorie te są z kolei oparte na wyobrażeniach. Jedni mówią, że istnieje wielka istota, siedząca nad obłokami i rządząca całym wszechświatem; żądają, abym w to uwierzył tylko dlatego, że oni tak mówią. Mógłbym z taką samą racją próbować narzucić innym własne pomysły, których nie umiałbym uzasadnić, gdyby tego kto zażądał. Dlatego właśnie religia i filozofia metafizyczna mają taką złą sławę. Toteż chyba każdy człowiek wykształcony myśli: „Religia to tylko gmatwanina teorii, nie nadająca się do rozwikłania i sprawdzenia”.

Jednakże istnieje uniwersalna podstawa wierzeń religijnych, z której wywodzą się wszystkie te tak różne teorie, wszystkie te tak odmienne idee różnych sekt w rozmaitych krajach. Jeżeli dochodzimy do ich podstawy, stwierdzamy, że i one są oparte na doświadczeniach powszechnych.

Kiedy zbadacie wszystkie religie świata, stwierdzicie, że można je ująć w dwie grupy: oparte na Piśmie i nie posiadające go. Pierwsze są silniejsze i skupiają większe liczby wyznawców. Spośród niemających Ksiąg, większość zniknęła, a nowe, nieliczne, nie gromadzą wielu wierzących.

Ale w każdej religii znajdziemy przekazane i powszechnie uznawane podanie, że prawdy głoszone przez nią są wynikiem doświadczeń takiej to a takiej postaci historycznej. Chrześcijanin powie, że należy wierzyć w jego religię, w Chrystusa, że był wcieleniem Boga, w Boga, w duszę i w jej stan doskonalszy. Kiedy poproszę go o dowody, powie, że tak jest, bo on w to wierzy. Jeżeli sięgniecie ku samym źródłom chrześcijaństwa, dowiecie się, że u jego podstawy było doświadczenie. Chrystus powiedział, że widział Boga, uczniowie jego, że czuli Boga itd. Tak samo w buddyzmie podstawą są przeżycia Buddy. On poznał doświadczeniem swym pewne prawdy, przeżył je bezpośrednio i głosił je światu. Tak samo też w hinduizmie, w księgach swych autorzy, nazywani mędrcami albo ryszimi (ṛṣi), mówią, że poznali przeżyciem bezpośrednim pewne prawdy, które właśnie głoszą na piśmie. Jasne jest więc, że wszystkie religie świata zbudowane są na tej jedynej bazie, powszechnej i diamentowo czystej podstawie całego naszego poznania – na doświadczeniu bezpośrednim. Wszyscy mistrzowie widzieli Boga, wszyscy widzieli własną duszę, widzieli przyszłość, poznali wiekuistość i głosili to, co poznali.

Jednakże w większości tych religii spotykamy się, zwłaszcza w epoce nowożytnej, ze szczególnym zadziwiającym twierdzeniem, że doświadczenia tego rodzaju są już obecnie niemożliwe, że były one dostępne tylko niewielu jednostkom spośród ludzi – pierwszym założycielom religii, nazywanych potem od ich imion. Według takiego twierdzenia te doświadczenia należą już całkowicie bezpowrotnie do przeszłości, a wobec tego religię należy przyjmować jako wierzenia.

Jest to pogląd, który odrzucam stanowczo. Jeżeli w jakiejkolwiek dziedzinie ludzkiego poznania udało się osiągnąć pewne doświadczenie, wynika z tego wniosek, że takie samo doświadczenie było możliwe milion razy przedtem i że będzie się ono powtarzało wiecznie. Jednakowość jest bezwzględnym prawem natury – co zdarzyło się raz, może powtórzyć się zawsze ponownie.

W związku z powyższym nauczyciele jogi oświadczają, że religia oparta jest nie na samych minionych doświadczeniach i że nikt nie może być religijny, dopóki nie przeżył osobiście takich samych doświadczeń. Joga jest wiedzą pouczającą, jak dojść do takich przeżyć. Na nic się nie zda rozprawianie o religii, dopóki się nie miało przeżyć religijnych.

Po co tyle walk i sporów o imię Boga? Więcej polało się krwi w imię jego, niż w jakiejkolwiek innej sprawie! A to dlatego, że nigdy nie sięgano do źródła, tylko trzymano się zwyczajów przodków i żądano, aby wszyscy je przyjęli. Jakim prawem człowiek mówi, że ma duszę, jeżeli jej nie czuje, albo że jest Bóg, jeżeli go nie widział? Jeżeli jest Bóg, powinniśmy Go widzieć, jeżeli istnieje dusza, powinniśmy ją dostrzegać; jeżeli tak się nie dzieje, lepiej jest nie wierzyć. Lepszy jest szczery ateizm niż skrywana obłuda.

W naszych czasach ludzie wykształceni uważają, że religia, metafizyka i wszelkie poszukiwanie Istoty Najwyższej jest grzebaniem się w nicości, natomiast mniej wykształceni, aczkolwiek sądzą, że wszystko to jest pozbawione związku z rzeczywistością, widzą jedyną wartość religii w tym, że może ona być bodźcem i to dość silnym, postępowania etycznego jednostki wobec świata, według zasady: jeżeli ludzie uwierzą w Boga, mogą stać się dobrymi, moralnymi i będą lojalnymi obywatelami. Nie należy potępiać ich za takie przekonania, ponieważ wszystko, co w nich wpajano, był to nakaz wierzenia w dziwaczne konstrukcje z pojęć-słów, którym nie odpowiada nic istotnie rzeczywistego.

Wymagano od nich żywienia się pokarmem ze słów. Czy to jest możliwe? Gdyby tak było, nie miałbym najmniejszego poważania natury człowieka.

Jednakże człowiek pożąda prawdy, chce sam poznać doświadczeniem prawdę, a kiedy ją pochwyci, urzeczywistni, odczuje sobą aż do dna serca, dopiero wtedy – jak mówią Wedy – wszystkie wątpliwości znikają, mroki ustępują, a wszystko zawikłane staje się proste.

„O dzieci nieśmiertelności, i wy, żyjący w sferze najwyższej, droga jest odnaleziona! Jest droga poza wszelką ciemnością. Wstępuje się na nią postrzegając to, co jest poza całą ciemnością. Nie ma innej drogi”.

Wiedza radźa-jogi ma do ofiarowania światu praktyczną i naukowo ustaloną metodę dojścia do tej prawdy. Każda nauka musi mieć swoją własną metodę studiów. Jeżeli chcecie zostać astronomem, nie możecie usiąść i wołać: Astronomio, astronomio! Korzystacie z teleskopów, obserwujecie ciała niebieskie i obliczacie ich drogi, widmo spektroskopowe itd.

Choćbym wam wygłosił tysiące kazań, nie zrobiłoby to was bardziej religijnymi, gdybyście nie praktykowali metodycznie. Takie prawdy głosili mędrcy wszystkich krajów, w każdej epoce, a byli to ludzie czyści, bez śladu egoizmu, pobudzani do działania jedynie pragnieniem służenia światu. Wszyscy oni twierdzili, że znaleźli prawdę wyższą ponad to, co mogą nam ukazać zmysły, i wzywają nas do sprawdzenia dokładności swych odkryć. Proponują nam postępowanie według ich metody z sumienną dokładnością. Jeżeli pomimo praktyk nie znaleźlibyśmy prawdy wyższej, mielibyśmy prawo powiedzieć, że twierdzenia ich były bezpodstawne, ale zanim wypróbujemy ich metody, nie powinniśmy przeczyć jej prawdziwości. Powinniśmy pracować z ufnością i wytrwale według metod ustalonych, a światłość ukaże się.

Poznanie osiągamy korzystając z uogólnień, opartych z kolei na obserwacjach. Najpierw przez obserwację stwierdzamy fakty, potem formułujemy uogólnienia i wreszcie wyciągamy wnioski albo ustalamy zasady. Nie możemy nigdy zdobyć poznania przez sam umysł, z natury wewnętrznej człowieka, przez samą myśl, dopóki nie zdołamy zaobserwować faktów, które dzieją się w nas.

Jest stosunkowo łatwo postrzegać fakty w świecie zewnętrznym, bo do tego wynaleziono mnóstwo przyrządów, ale do obserwowania tego, co dzieje się w naszym świecie wewnętrznym nie rozporządzamy ani jednym narzędziem. A wiemy przecież, że do zbudowania każdej nauki potrzebne są obserwacje. Bez właściwej analizy nauka stałaby się tylko spiętrzaniem teorii i utknęłaby w martwym punkcie bezwładu. Dlatego psychologowie wiodą od dawna spory, z wyjątkiem nielicznych, którzy odkryli umiejętność obserwacji.

Nauka radźa-jogi ma do zaofiarowania nam najpierw sposoby obserwowania stanów wewnętrznych. Narzędziem do tego jest sam umysł. Siła uwagi użyta umiejętnie i skierowana na świat wewnętrzny, może analizować działania umysłu i rzucać światło na fakty, zachodzące w toku tego działania. Moce umysłu, jego działania są jak promienie światła rozproszonego: kiedy się je skupi, oświetlają. Jest to jedyny środek i sposób zdobywania poznania. Każdy się tym posługuje, zarówno w świecie zewnętrznym, jak i wewnętrznym, ale psycholog powinien obserwować tok zdarzeń wewnętrznych z taką samą dokładnością, z jaką pracownik nauk ścisłych bada świat zewnętrzny.

Od najwcześniejszego dzieciństwa przyzwyczajają nas do patrzenia na rzeczy zewnętrzne, a nigdy na wewnętrzne, toteż większość z nas straciła zdolność obserwowania mechanizmów wewnętrznych. Niezmiernie trudne jest to zadanie: zwrócić umysł ku wewnątrz, nie dopuścić do zwracania się jego na zewnątrz, potem skupić całą jego moc i skierować ją zwrotnie na sam umysł, aby poznał własną naturę. Jest to trudne, ale nie mamy wyboru – jest to bowiem jeden jedyny sposób znalezienia drogi naukowego badania rozpatrywanego zagadnienia.

Do czego może przydać się takie poznanie? Przede wszystkim poznanie jest już najwyższą nagrodą, ale jest też pożyteczne. Ono sprawi, że znikną wszystkie nasze cierpienia. Odkąd w wyniku analizy własnego umysłu człowiek znajdzie się niejako oko w oko z Czymś niezniszczalnym, a Ono jest samo przez się wiecznie nieskazitelne i doskonałe, nie będzie już czuł się nieszczęśliwy. Wszystkie cierpienia rodzą się ze strachu, z niezaspokojonego pragnienia. Człowieka opuszcza lęk przed śmiercią, kiedy zorientuje się, że nie umiera nigdy. Kiedy dowie się, że jest doskonały, nie będzie miał marnych pragnień. Gdy te dwie przyczyny znikną, zjawi się błogość doskonała, już za życia ziemskiego w ciele.

Istnieje jedna tylko metoda dojścia do tego poznania, a jest nią koncentracja. Chemik skupia wszystkie energie umysłu w jedną ogniskową i rzutując je na analizowane substancje, odkrywa ich tajemnice. Astronom skupia wszystkie energie umysłu i rzutując je na niebo, gdy obserwuje przez teleskop gwiazdy, wydziera im ich tajemnice. Im więcej uda się skupić umysł na temacie wykładu, tym więcej mogę rzucić światła; im lepiej skupicie myśl, słuchając mnie, tym więcej i jaśniej pojmiecie, co chcę wam przekazać.

Czyż inaczej zdobyto całą dotychczasową wiedzę na świecie, jak nie przez skupianie mocy umysłu? Wszechświat gotów jest ujawnić nam swe tajemnice, jeżeli będziemy umieli zastukać we właściwe podwoje i nacisnąć je w sposób właściwy. Otóż siła i natężenie tego nacisku jest wynikiem koncentracji. Moc umysłu ludzkiego jest bezgraniczna. Im więcej umysł jest skoncentrowany, tym więcej siły może zastosować w jednym punkcie. Oto cały sekret.

Łatwo jest skupić umysł na przedmiotach zewnętrznych, ponieważ zupełnie naturalnie uwaga skierowuje się ku zewnątrz. Nie jest tak w dziedzinach religii, psychologii i metafizyki, bo tutaj podmiot i przedmiot stanowią nie dwójnię, lecz jedno. Przedmiotem jest wewnętrzne, przedmiotem jest sam umysł, on ma być badany, czyli umysł ma badać umysł. Wiemy, że istnieje właściwość umysłu nazywana refleksją – mówię do was, ale jednocześnie jakby stoję z boku, jestem w pewien sposób jakby drugą osobą, która słucha tego, co do was mówię. Pracujecie i myślicie jednocześnie, a część waszego umysłu wyłącza się z tego działania i obserwując z ubocza widzi, co myślicie. Trzeba skupić siły umysłu i zwrócić je na umysł. Wtedy ten skupiony umysł odkryje własne sekrety najtajniejsze, podobnie jak ujawniają swe tajnie ciemne zakamarki, gdy przenikną w nie jasne promienie słońca. W ten sposób docieramy do dna wierzeń, do podstawy prawdziwej, autentycznej religii. Dowiemy się od siebie samych, czy mamy duszę, czy życie nasze trwa pięć minut, czy całą wieczność, czy jest Bóg we wszechświecie, czy Go nie ma. Wszystko to będzie nam odkryte.

To właśnie ma nam do zaofiarowania radźa-joga. Wszystkie jej wskazania zmierzają do nauczenia nas skupienia umysłu, potem zaś – jak przeniknąć do najskrytszych zakątków naszego umysłu, jak uogólnić to, co tam znajdziemy i wyciągnąć poprawnie wnioski, będące już naszą własną zdobyczą. Nie chodzi przy tym wcale o grę w pytanie, do jakiej religii należy poszukujący: czy jest deistą, czy ateistą, chrześcijaninem, mozaistą czy buddystą. Wszyscy jesteśmy ludźmi i to wystarcza. Każda istota ludzka jest uprawiona i uzdolniona do poszukiwania religii, ma prawo zadawania pytania dlaczego? i znajdywania odpowiedzi, jeżeli zechce zadać sobie dość trudu.

Widzimy więc, że do studiowania i praktyki radźa-jogi nie jest potrzebna ani wiara, ani szczególne wierzenie. Nie wierzcie w nic, czego sami nie odkryliście – oto tego uczy nas radźa-joga. Prawda nie potrzebuje wspierania przez rusztowanie. Czyż zechcielibyście fakty poznane na jawie potwierdzać marzeniami sennymi oraz imaginacją? Z pewnością nie.

Na poważne zajęcie się radźa-jogą trzeba poświęcić wiele czasu i ciągłych praktyk. Praktyki te są częściowo natury fizycznej, lecz głównie natury psychicznej. Poznamy później ścisły, bezpośredni związek między duszą i ciałem. Jeżeli przyjmujemy, że umysł jest po prostu częścią, stosunkowo subtelną, ciała, z tego wynika, że ciało powinno oddziaływać na umysł. Kiedy ciało jest chore, umysł powinien być również chory. Kiedy ciało jest zdrowe, umysł jest zdrowy i silny. Kiedy wpadamy w gniew, umysł jest w zamęcie, a zamęt wprawia ciało w zamieszanie.

U większości ludzi umysł zależy w znacznej mierze od ciała, ponieważ jest bardzo mało rozwinięty. Olbrzymia większość ludzkości nie postąpiła jeszcze na krok od stanu zwierzęcości. A nawet w wielu przypadkach zdolność samoopanowania nie jest u człowieka wcale większa, niż u niższych zwierząt. Posiadamy bardzo mało władzy nad swym umysłem. Toteż aby zdobyć tę władzę, żeby móc władać sprawnie swym ciałem i umysłem, musimy posłużyć się pewnymi środkami pomocniczymi natury fizycznej. Kiedy ciało jest opanowane dostatecznie, możemy przystąpić do wpływania na umysł. Tak postępując możemy zapewnić sobie opanowanie umysłu, kierowanie jego pracą i skłanianie go do skupiania swych sił według naszej woli.

Dla radźa-jogina świat zewnętrzny jest tylko przejawem subtelniejszego świata wewnętrznego. Subtelniejsze jest zawsze przyczyną, mniej subtelne – skutkiem. Świat zewnętrzny jest skutkiem, świat wewnętrzny – przyczyną. Siły zewnętrzne są składnikami grubszymi, a siły wewnętrzne – ich odpowiednikami subtelniejszymi. Ten, kto dokona odkrycia, umożliwiającego mu władanie siłami wewnętrznymi, zdobędzie władzę nad całym wszechświatem. Jogin zmierza do celu, który daje właśnie możliwości nie mniejsze, niż władanie całym wszechświatem, opanowaniem całej natury. Pragnie dojść do miejsca, gdzie wszystko to, co nazywamy prawami przyrody, nie będzie miało mocy nad nim; gdzie on wychodzi ponad i poza to wszystko. Tam staje się władcą całej natury, wewnętrznej i zewnętrznej. Postęp i cywilizacja oznaczają dla rasy ludzkiej po prostu opanowanie tej natury.

Odmiennymi drogami zmierzają do tego celu różne rasy. Podobnie jak jednostki, tak i rasy – jedne chcą ujarzmić przyrodę zewnętrzną, inne naturę wewnętrzną człowieka. Te inne mówią, że opanowanie natury wewnętrznej da ludzkości władzę nad całością; pierwsze natomiast są przekonane, że do opanowania całości potrzebne jest wpierw ujarzmienie przyrody zewnętrznej. Obie te teorie, doprowadzone do skrajności, są słuszne, ponieważ w istocie nie ma podziału na zewnętrzne i wewnętrzne. Takie rozgraniczenie w rzeczywistości nigdy nie istniało. Zwolennicy obu kierunków będą musieli się spotkać na jednym miejscu, kiedy i jedni i drudzy poznają wszystko, co można poznać. Fizyk, dochodzący do krańca swej nauki, spostrzega jej ujście w metafizykę, metafizyk – podobnie – stwierdza, że nie ma wyraźnej różnicy między tym, co nazywa materią i tym, co nazywa umysłem i że rzeczywistość jest Jedna.

Celem i zadaniem każdej nauki jest znalezienie jedni, Jednego, z którego powstaje wielość; Jednego, które istnieje jako mnogość. Radźa-joga daje start w świecie wewnętrznym, uczy poznawania natury wewnętrznej, aby dojść do władania całością, zarówno stroną wewnętrzną, jak i zewnętrzną rzeczywistości.

Zamierzenie to nie jest nowe. W Indiach było pielęgnowane z zamiłowaniem, ale wśród innych ludów również było znane. W krajach Zachodu było traktowane jako tajemniczy okultyzm, a ludzi usiłujących się temu poświęcić mordowano i palono na stosach jako czarowników. W Indiach z różnych powodów nauka ta stała się własnością ludzi, którzy zataili z niej dziewięć dziesiątych, a z reszty starali się zrobić wielki sekret. Na Zachodzie w ostatnim czasie (w wieku XIX) pojawiło się wielu samozwańczych mistrzów, jeszcze gorszych od tamtych w Indiach, ponieważ tamci wiedzieli coś niecoś, a ci nowicjusze są najzupełniejszymi ignorantami.

Wszelką tajemniczość, którą mogą zawierać te systemy jogi, należy natychmiast odrzucać. Najlepszym przewodnikiem w życiu jest energia. W religii, jak w każdej innej dziedzinie, odrzucajcie wszystko, co was osłabia, nie dajcie temu zbliżyć się do siebie. Wszystko, co spowija się w tajemniczość, osłabia rozum ludzki. W ten sposób o mało nie zniszczono jogi, jednej z najwspanialszych nauk! Od chwili odkrycia przed czterema tysiącami lat, joga została doskonale wytyczona, sformułowana i nauczana w Indiach. Jest zadziwiające, że im bliższy naszym czasom jest komentator, tym większe popełnia błędy, natomiast z im głębszej starożytności pochodzą komentarze, tym jaśniejszy wykład dają ich autorzy. Większość autorów nowoczesnych otacza się wszelkiego rodzaju tajemniczością. W ten sposób joga dostała się do rąk pewnych osób, które zrobiły z niej sekret (wiedzę tajemną), zamiast umieścić ją w pełnym świetle dnia i rozumu. Takie postępowanie świadczy o tym, że celem tych osób było zdobycie władzy.

Uprzedzam was, że w tym, czego nauczam nie ma niczego tajemniczego. To niewiele, które znam, przekażę wam. Zrobię to, dając wykład możliwie jak najbardziej zrozumiały. Co do reszty, której nie znam, powiem wam po prostu, co zawierają księgi. Nie powinniście przyjmować tego na ślepą wiarę, powinniście wszystko brać na własny rozum, poddawać własnemu sądowi; powinniście też wypróbować usłyszane w praktyce, aby przekonać się, czy to staje się, czy nie. Przystępujcie do studiowania tej nauki dokładnie tak samo, jak zdobywacie każdą inną. Nie skrywa ona misteriów ani niebezpieczeństw. W całej swej rozciągłości jest prawdziwa i powinna być głoszona na placach w świetle dnia. Kiedy tylko usiłuje się domieszać do niej tajemniczość, powstają z tego powodu niebezpieczeństwa.

Zanim postąpimy dalej, chcę wam powiedzieć parę słów o filozofii sankhji, na której opiera się cała radźa-joga. Według tej filozofii przebieg powstawania postrzeżeń jest następujący:

Pobudzenia, napływające od przedmiotów zewnętrznych, przekazywane są przez narządy zewnętrzne (oczy, uszy, itd.) poszczególnym organom i ośrodkom mózgowym, które je przesyłają umysłowi.

Umysł ma zdolność określania.

Od umysłu, te określone już wrażenia otrzymuje purusza (puruṣa – dusza) – i w ten sposób powstaje postrzeganie.

Następnie purusza posyła rozkazy ośrodkom motorycznym, aby wykonały, co trzeba.

Z wyjątkiem puruszy, wszystkie te różne czynniki są materialne, ale umysł jest zbudowany z materii o wiele subtelniejszej, niż narządy zewnętrzne. Substancja, z której uformowany jest umysł służy również do kształtowania materii subtelniejszej, nazywanej tan-matra. Z owych tan-matra, zagęszczających się, powstaje materia zewnętrzna, fizyczna. Taka jest filozofia sankhji. A więc według niej pomiędzy intelektem i materią zewnętrzną, fizyczną, jest tylko różnica stopnia. Sam tylko purusza jest niematerialny. Umysł jest, rzec można, narzędziem w ręku duszy; przez niego dusza ujmuje przedmioty zewnętrzne.

Umysł jest nieustannie w toku zmian i falowania; kiedy się go wyćwiczy, może włączać się w jeden organ, w kilka, albo wyłączyć się ze wszystkich. Jeżeli np. słucham uważnie tykania zegara, nie będę nic widział, chociaż oczy będą miał otwarte. To znaczy, że umysł połączony jest wtedy z narządem słuchu, a wyłączony z narządu wzroku. Umysł doskonały może wyłączyć się jednocześnie ze wszystkich narządów (organów); taki umysł ma moc zwrócenia się ku sobie i przeniknięcia swoich głębi. Jest to wielka zdolność refleksji, do której zdobycia dąży jogin; skupia siły umysłu, zwraca się ku wewnątrz i stara się dowiedzieć, co dzieje się tam wewnątrz. A tam nie jest to już sprawa wiary, jest to analiza, do której dochodzą niektórzy filozofowie.

Fizjolodzy współcześni mówią, że organami wzroku nie są oczy, lecz że organ ten mieści się w jednym z ośrodków mózgu i że tak samo jest z innymi zmysłami; dodają, że te ośrodki są zbudowane z takiej samej substancji jak mózg. Psycholodzy sankhji mówią to samo, lecz fizjolodzy określają to ze stanowiska fizyki, ci zaś ze stanowiska psychologii; jest to więc jednakowe twierdzenie, wyprowadzone z dwóch różnych stron. Dziedzina naszych poszukiwań jest poza tym.

Jogin dąży do osiągnięcia stanu subtelnej wrażliwości na bodźce, dzięki której zdoła postrzegać wszystkie najrozmaitsze stany psychiczne (mentalne). Powinien wyodrębnić postrzeganiem każdą fazę przebiegu postrzegania. Można odczuwać, jak wrażenie wędruje; jak jest przyjmowane przez umysł, jak poddaje się zdolności określania i jak ta władza psychiczna przekazuje wrażenie puruszy.

W każdej nauce niezbędne jest przygotowanie się do studiów i każda ma swe metody, według których trzeba postępować, żeby poznać naukę; tak jest też z radźa-jogą. Trzeba zastosować się do pewnych przepisów dotyczących odżywiania. Powinniśmy spożywać pokarmy, które uczynią umysł nasz jak najbardziej czystym. Przyjrzyjcie się zwierzętom w ogrodzie zoologicznym: olbrzymie słonie są spokojne i łagodne, lwy i tygrysy niespokojne lub czające się, wpływ rodzaju pokarmów jest wyraźny.

Wszystkie siły działające w naszych ciałach czerpiemy z pokarmów, przekonujemy się o tym codziennie. Post zupełny najpierw osłabia ciało, zmniejsza zdolność do wysiłku fizycznego; potem, po upływie kilku dni, zmniejsza się również sprawność myślenia. Pierwsze wystąpią oznaki osłabienia pamięci, wreszcie dojdzie do stanu, w którym traci się już zdolność myślenia, a tym bardziej do śledzenia toku czyjegoś rozumowania.

Powinniśmy więc od samego początku dbać o rodzaj i sposób naszego odżywiania; kiedy nabraliśmy już dość sił i postąpiliśmy naprzód w praktyce ćwiczeń, nie mamy już potrzeby troszczyć się o odżywianie. Młode drzewko trzeba ochraniać, aby nic go nie połamało, kiedy wyrośnie, usuwa się paliki, bo już samo oprze się każdej napaści.

Jogin musi unikać dwóch krańcowości: luksusu i umartwiania. Nie powinien ani pościć, ani torturować swego ciała. Bhagawad-gita mówi, że ten, kto tak postępuje nie może być joginem.

Ani ten, kto odmawia jadła swemu ciału, ani ten, kto pozbawia je snu, ani ten, kto śpi długo, ani ten, kto pracuje nadmiernie, ani ten, kto nie pracuje wcale: nikt z takich nie może być joginem!

Rozdział I – Pierwsze kroki

Rozdział II – Prana

Rozdział III – Prana psychiczna

Rozdział IV – Władanie praną psychiczną

Rozdział V – Pratjahara i dharana

Rozdział VI – Dhjana i samadhi

Aneks A – Streszczenie radźa-jogi w wolnym przekładzie z Kurma-purany

Aneks B – Wstęp poprzedzający komentarze Wiwekanandy do Aforyzmów Patandźalego o Jodze


[1] Przypisek tłumacza – Jogasutry, pisane w starym sanskrycie, są raczej hasłami, podobnymi do tytułów, niż rozwiniętymi zdaniami. Dlatego przekład ich na języki nowoczesne wymaga nie tylko znajomości sanskrytu, lecz także znajomości przemian, zachodzących w świadomości praktykującego jogę. Zastrzeżenie Wiwekanandy, że jego przekład Jogasutr jest „dość swobodny”, jest szczere i nie pomniejsza wartości jego pracy. Przekład ścisły wymaga mnóstwa objaśnień i komentarzy (zestawienia dawnych komentarzy z najnowszymi). Taki właśnie przekład naukowy jest już opracowany przez dra. L. Cyborana i zapewne ukaże się w druku wkrótce.
[2] Mistrz prawdziwy może pomagać bez zjawiania się w ciele osobiście. Praktykujący jogę szczerze, pozna to z pewnością.

Zostaw komentarz