Szukanie Prawdy

Banamali Lahiry

Wstęp: Jean Roger Riviere

Przełożył z angielskiego: Stefan Ziembiński

 

W głębi serca czuję się dłużnikiem
wszystkich tych,
którzy choć sami przekroczyli potrzebę
wszelkiej myśli i mowy,
to jednak powodowani bezmiernym współczuciem,
użyli przecież niedoskonałego języka królestwa myśli,
aby wskazać drogę wszystkim tym,
którzy są gotowi słuchać.

 

Kilka słów od tłumacza

Profesor Banamali Lahiry wykładał chemię na Banaras Hindu University. Nazwisko Lahiry rozsławił jego pradziad, znany w Polsce jako Lahiri Mahasaja, nauczyciel krijajogi. W roku 1985 dwoje moich przyjaciół spotkało Profesora w Benaresie. Pamiętam z ich relacji, że podał im wtedy opisaną w niniejszym eseju metodę, że sam też był zaawansowanym joginem, prowadzącym w Indiach kilka aśramów, i że radził moim przyjaciołom z daleka omijać miejsca, w których za nauczanie jogi pobiera się opłaty. Mówił, że „… Jogi nie można kupić”.
Banamali Lahiry zmarł niedawno, w listopadzie lub grudniu 2012.

Wstęp

Z wielką przyjemnością przedstawiam oto dzieło Profesora Banares Hindu University, pana Banamaliego Lahiry’ego, mojego dobrego przyjaciela i wielkiego znawcy przedmiotu. Studium niniejsze objaśnia tradycyjne doktryny indyjskie, lecz w formie nowoczesnej i naukowej, przystępnej zachodniemu umysłowi; zobaczycie Państwo, że tekst ten, pomimo iż napisany został w Benaresie, świętym mieście Indii, na uniwersytecie o wielkim znaczeniu dla myśli indyjskiej, to przecież nie zawiera ani jednego słowa sanskryckiego. Szczegół ten wywarł na mnie wielkie wrażenie; pojąłem, że praca ta jest wybitnym przykładem tego, czym powinno być przesłanie Wschodu, aby mogło dojść do owego zbliżenia pomiędzy Wschodem i Zachodem, o którym tak wiele się mówi i na które czeka się od tak dawna.

Praca niniejsza jest wspaniałym esejem o szukaniu Prawdy. Jak wszystkie systemy myśli azjatyckiej, jest ona jednocześnie filozoficzna i praktyczna; filozofowanie, polegające na tworzeniu nowych systemów i grze koncepcjami jest specjalnością Zachodu, podobnie jak w dziedzinie sztuki, gdzie szuka się satysfakcji estetycznej per se, co się określa formułą „sztuka dla sztuki”. W Indiach system filozoficzny jest drogą prowadzącą do wyzwolenia istoty ludzkiej; metodą, która wskazuje człowiekowi drogę wyjścia z tego świata cierpienia, bólu i śmierci, to jest – z naszego świata. Praktyki oraz doktryny, będące podstawą tych praktyk, różnią się w zależności od temperamentów i punktów widzenia, jakkolwiek w myśli indyjskiej nie ma systemów filozoficznych jako takich. Również i w tym względzie esej Profesora Lahiry’ego zgodny jest z tradycją, gdyż objaśnia nam metafizyczne podstawy proponowanej przez siebie metody szukania Prawdy, to znaczy metody, prowadzącej do wyzwolenia się z bolesnego cyklu narodzin i śmierci.

W istocie jest to specjalistyczna praca o kilku poziomach świadomości i jest ewidentne, że przedstawione w niej poglądy są głęboko wedantyczne. Jej podstawą jest imponujące twierdzenie upaniszad, jedna z mahawakji, dawana jako mantra w zakonnej inicjacji: „tat tvam asi” – „Ty jesteś Tym”, będąca werbalnym przedstawieniem Najwyższej Prawdy: urzeczywistnieniem tożsamości Atmana, niezmiennej, wewnętrznej Jaźni człowieka z Brahmanem, który jest Bytem. Według wedanty doświadczenie rzeczywistości nie jest prostą relacją pomiędzy podmiotem i przedmiotem, lecz wymaga doprowadzenia do jedności trzech elementów poznania, to jest: poznającego podmiotu, poznawanego przedmiotu i aktu poznania. Osiąga się to dzięki pracy wewnętrznej, aktem świadomościowym. Natura i funkcjonowanie świadomości ciągle jeszcze stanowią dla zachodnich filozofów, psychologów i fizjologów niezgłębioną tajemnicę. Powstało szereg teorii, które choć w wielu punktach sprzeczne, to jednak wydają się twierdzić zgodnie, że zwykła ludzka świadomość jest fenomenem mentalnym, powiązanym ściśle z mózgiem i systemem nerwowym; nie istnieje ona samodzielnie, a jej działanie zależne jest od całego szeregu czynników: narządów zmysłowych, bodźców zewnętrznych czy funkcji fizjologicznych. Świadomość ta prowadzi i oświeca nasz biologiczny organizm. Wszystkie te doniesienia wskazują na funkcje zwykłej świadomości, nazywanej zwykle normalną, lecz nie objaśniają jej powstania. Z drugiej strony trudno jest analizować ten typ świadomości jako byt niezależny od przedmiotu uświadomienia; jesteśmy zawsze świadomi czegoś. Świadomość pozbawiona przedmiotu wydaje się człowiekowi Zachodu absurdem, gdyż nie postrzegamy świadomości jako takiej, lecz zawsze postrzegamy jedynie zjawiska towarzyszące świadomości; nigdy nie wchodzimy w bezpośredni kontakt ze świadomością jakiejkolwiek żywej istoty, z wyjątkiem naszej własnej. I stąd pochodzi nadzwyczajne znaczenie jakie ma dla badań nad świadomością zapomniana przez Zachód introspekcja.

Jak dotąd nauka nie okazała żadnego zainteresowania introspekcją. Czuje się usatysfakcjonowana obserwowaniem zjawisk świadomości przedmiotowej, czyli tzw. normalnej, bardzo też rzadko stawia sobie pytanie: czy pole świadomości nie jest przypadkiem znacznie bardziej rozległe, bardziej ogromne i głębsze, aniżeli to, co się zwykle i obiektywnie o niej sądzi? W tym właśnie punkcie tradycja Wschodu ofiarowuje nauce nowy lub co najmniej przypomina zapomniany, ważny element: przekroczenie zjawiska psychiczno-biologicznego, jakim jest nasz organizm, czyli naszej zwykłej świadomości poprzez intuicyjne szukanie TEGO, co łączy w sobie rozmaite aspekty świadomości; jądra naszej osobowości, naszego świata doświadczeń i naszego własnego istnienia, o którym można powiedzieć, że jest Świadomością rzeczywistą.

Intuicja ta jest w rzeczy samej naturalna, ale aby się pojawiła, potrzebna jest głęboka przemiana naszych mentalnych przyzwyczajeń; a to wymaga zmiany kierunku, zagłębienia się w sobie, etyki, wytrwałego szukania wewnętrznego spokoju, co może oznaczać wieloletni wysiłek pracy nad sobą; węzeł, który automatycznie nakłada na świadomość relację podmiot-przedmiot musi zostać rozwiązany. Węzeł ten jest pozorny, iluzoryczny, jest wytworem Maji (māyā); świadomości towarzyszą nasze myśli, które psychologia indyjska uważa za subtelną materię, a których modyfikacje, tzw. vṛtti, tworzą gęstą sieć, zakrywającą świadomość. Pracownie fizjologów odkrywają, że zjawiska mentalne maja naturę elektronową oraz że nasz mózg dziwnie przypomina potężne elektroniczne maszyny liczące. Ale taka maszyna nie może pracować bez komputera, a nasz mózg potrzebuje świadomości, która go wprawi w ruch. Pozornie maszyna elektroniczna i nasz mózg wydają się pracować całkowicie samodzielnie, lecz prawda jest całkiem inna. Ta „materialność” umysłu wyjaśnia, dlaczego nasza zwykła świadomość „jawi się” jako fragmentaryczna, nietrwała i zmienna; niektórzy zachodni psychologowie przypisują ją wibracjom mózgu i pozornie mają rację. Lecz wszyscy oni zapominają o tym, że owa zwykła świadomość, która staje się widoczna poprzez zwykłe zjawiska mentalne człowieka, jest świadomością zachmurzoną, kierowaną, nadzorowaną i zdeformowaną przez maszynę mózgu, poprzez którą i przy pomocy której sama funkcjonuje. W swoim naturalnym stanie jest ona całkiem inna.

Wedanta przywiązuje wielkie znaczenie do badania stanów świadomości w czasie snu z marzeniami sennymi i snu głębokiego. Trzeba zauważyć, że zachodni psychologowie w swych badaniach nigdy nie zajmowali się poważnie aktywnością świadomości w czasie marzeń sennych i snu głębokiego. Ani filozofia, ani psychologia nie jest ciekawa, co się dzieje i co robi człowiek każdej nocy, gdy śpi, a przecież zabiera mu to więcej niż jedną trzecią całego życia. Inaczej jest w Indiach, gdzie tym stanom świadomości poświęca się wiele uwagi. Kiedy śpimy, naszej świadomości jawi się świat sam w sobie doskonale uzasadniony i sensowny, posiadający swe własne ramy przestrzeni i czasu. Kiedy zaś śpimy bez snów, wtedy przejawia się zupełnie inny stan świadomości; doświadczenia zmysłowe i twory mentalne przeobrażają się w nie mającą formy jednorodną całość, w której nie wyróżnia się żadnych jednostkowych treści. Praca mentalna ustaje i istota ludzka odczuwa ów spokój głębi, spokój świadomości samej w sobie. To odczucie nie jest negatywne, jak się to zwykle twierdzi w zachodniej psychologii; wedanta głosi, że stan snu głębokiego nie należy do nieświadomości jako takiej, lecz jest stanem nieświadomym tylko w stosunku do stanu jawy, który jest czymś zupełnie innym. Ale kiedy umysł na nowo podejmuje swoją pracę, nie może sobie niestety przypomnieć stanu, w którym sam był nieobecny. Czy jest możliwe świadome wejście w ten stan? Indie odpowiadają na to pytanie twierdząco.

Osobiste przeżycia i doświadczenia mistyczne, jakie spotyka się w różnych religiach, ukazują nam inny jeszcze, interesujący aspekt Świadomości na jej bardzo wysokim poziomie. Według wedanty, poprzez kontemplację, wiarę religijną i modlitwę, umysł osiąga taki stopień czystości, że jest w stanie odzwierciedlić pierwotną Świadomość, stanowiącą podstawę wszelkiego życia; ale ponieważ jest to ciągle jeszcze umysł, owo odzwierciedlenie Bytu zostaje „zinterpretowane” zgodnie z wierzeniami religijnymi wyznawcy. Umysł wznosi się wówczas do stanu rzadko spotykanej szczęśliwości i ukojenia. Zauważmy jednak, że w ekstazach tych ciągle jeszcze obecna jest relacja podmiot-przedmiot, to jest relacja pomiędzy czcicielem i jego pojęciem Boskości, co wcale nie pozbawia owych doświadczeń potężnej mocy przemieniania całego psycho-biologicznego aparatu ludzkiego.

Jednakże dla wedanty doświadczenia te nie stanowią jeszcze najwyższego stopnia. Profesor Lahiry wskazuje na możliwość jeszcze wyższego poziomu Świadomości. Jest nim identyfikacja z TYM, z Atmanem, prawdziwą Jaźnią, zawsze obecną i zawsze czynną; prawdziwie, jak mówi Profesor Lahiry, Prawda nie ma być osiągnięta, lecz rozpoznana; to, co zasłaniało nasze oczy, to była Maja, podstawowa życiowa niewiedza. Prawda, nieskończona i fundamentalna Świadomość, jest obecna zawsze; zawsze aktywna, zawsze w pracy; jest Ona niezmienna niezależnie od warunków i na wszystkich poziomach psycho-biologicznej świadomości; ani nie wzrasta, ani się nie zmniejsza; nazywa się Ją też „Świadkiem”. Buddyjskie teksty chińskie i japońskie nazywają Ją „Starożytną Twarzą”. Wszystkie rodzaje naszych doświadczeń, kategorie naszej ograniczonej i fragmentarycznej świadomości są nałożeniami, ograniczeniami (upādhi), skrywającymi wiecznie cudowną obecność Światła nad światłami, Prawdy prawd, Bytu, będącego, jak głosi sławna wedantyczna definicja: „Czystym Bytem – Czystą Świadomością – Czystą Szczęśliwością”.

Prezentowana przez profesora Lahiry’ego praktyka „milczenia” pomiędzy dwiema myślami znana jest w tradycji jogi wedantycznej. Są dwa sposoby powstrzymywania fal myślowych i osiągania tej wewnętrznej pustki. Jeden jest siłowy i wymaga wyjątkowo potężnej woli: trzeba siłą woli opanować i uspokoić wszelkie poruszenia umysłu i zatrzymać myśli. Doświadczonym joginom udaje się ta sztuka, lecz doświadczenia te dostępne są tylko bardzo nielicznym osobom. Metoda przedstawiona przez profesora Lahiry’ego jest znacznie łatwiejsza: trzeba być stale „bezstronnym świadkiem” wszystkiego, co się dzieje w naszym wnętrzu, traktując myśli jako coś zewnętrznego. Napięcie mentalne zniknie, a korzystna dla nas pozycja obserwatora nie pozwoli nam identyfikować się z myślami, paradującymi na naszym wewnętrznym ekranie; nie zasilane, myśli będą stopniowo słabnąć. Potem pojawia się stan Ciszy; ta ogromna Cisza jest szczeliną pustki pomiędzy dwiema myślami i szczelina ta będzie się stopniowo powiększać. Chāndogya-upaniṣad opisuje to tak: „Kiedy przejdzie się przez most, noc staje się dniem, a królestwo Brahmana jaśnieje wiecznym światłem” (8.4-2).

Co więcej, jest rzeczą wielce dziwną i zdumiewającą, gdy się widzi jak różnorodne formy religijne Azji stosują te same praktyki; wydana niedawno książka Charlesa Luke’a (Lu K’uan Yü), który mieszka w Hongkongu i przyjął inicjację od tybetańskiego guru ze szkoły Kargyupta, a później od Mistrza Hsu Yun, ostatniego patriarchy Ch’an (Zen), jest w tym względzie bardzo wymowna. Nosi ona tytuł Tajemnice Chińskiej Medytacji (Londyn 1964) i objaśnia praktyki medytacyjne różnych szkół buddyjskich i taoistycznych. Praktyka sekty Zen, zwana hua t’ou, która skupia się na pytaniu „kim jestem?”, dokładnie tak, jak to przedstawiał Maharishi Ramana w aśramie w Tiruvannamalai, zmierza do całkowitego zatrzymania myśli i zagłębienia się w świadomości,istniejącej u podłoża powstałej po zatrzymaniu myśli pustki. Niekończące się powtarzanie mantr, indyjską dźapę (jāpa), napotykamy również w buddyjskiej szkole „Czystej Ziemi” i prowadzi ona do tego samego rezultatu. Szukanie „czystego umysłu”, praktykowane przez chińską szkołę T’ien T’ai i wchodzenie w pustkę, osiągane poprzez praktykę zwaną „Wrotami dharmy kih-kuan” również oparte są na zatrzymaniu umysłu, który „jak małpa nigdy nie przestaje skakać z jednej gałęzi na drugą”. Według cytowanego przez Charlesa Luke’a tekstu szkoły T’ien T’ai, przykucie uwagi do różnych miejsc w ciele pozwala zatrzymać kih, umysł.

Widzimy zatem, że praktyka, przedstawiona przez profesora Lahiry’ego mieści się w tradycyjnym nurcie azjatyckich nauk. To, co napisał o wyzwolonym za życia (jīvan-mukta), jest wspaniałe; jest to zaiste niezapomniana pieśń duszy, wielbiąca Ducha. Mam nadzieje, że książka ta przyczyni się do lepszego poznania i docenienia myśli indyjskiej nie jako przykład osobliwej egzotyki, lecz dla swej prawdziwej i głębokiej wartości jako przewodnika, prowadzącego ku Prawdzie.

Prof. dr Juan Roger Rivière

Prolog

  1. Po obronieniu doktoratu myślałem, że wiem już wszystko. Po przepracowaniu dwudziestu lat w charakterze nauczyciela akademickiego odkryłem, że dopiero zacząłem niejasno zdawać sobie sprawę z olbrzymiej niewiedzy, otaczającej nas zewsząd, zarówno wewnątrz, jak zewnątrz, i że stopień osiągniętej wiedzy jest wprost proporcjonalny do stopnia uświadomienia sobie owej niewiedzy; że wszystkie nasze świadome wysiłki, zmierzające do poszerzenia granic naszej wiedzy skutkują również poszerzeniem granic naszego kontaktu z tym, co nieznane, i to w postępie geometrycznym; że zapominamy to, czegośmy się wcześniej nauczyli i że nie wiemy, czego jeszcze nie wiemy; i że wszystkie nasze próby poznawania czegoś są po prostu ciągłym obracaniem się naszej świadomości wokół stale powiększającego się kręgu, stanowiącego linię graniczną pomiędzy znanym i nieznanym.

Niniejsza praca jest rezultatem próby wydostania się z tego zaklętego kręgu; próby rozdarcia zasłony niewiedzy i ujrzenia za tą zasłoną promienia olśniewającej Prawdy.

Szukanie

  1. Trudności by być należycie zrozumianym są liczne. Pisarz wypowiada się przez słowa, które są symbolami, zawsze przedstawiającymi jakąś rzecz przy pomocy innej rzeczy. Kiedy autor ma na myśli jakąś rzecz, określaną danym słowem, a czytelnik inną, wtedy mamy nieporozumienie. Poza tym autor milcząco zakłada, że czytelnik miał te same doświadczenia, co on i że reprezentuje ten sam poziom zrozumienia; jeśli tak nie jest (a znacznie częściej nie jest niż jest), wtedy mamy nieporozumienie.

Ponadto są jeszcze dwie podstawowe trudności, jedna dla autora, druga dla czytelnika. Pierwszą z nich bardzo trafnie określił Tulsi Dāsa w swym dziele Rām-carit-manas:

śyāma gaura kimi kahaun bakhānī |
girā anayana, nayana binu bani ||

co znaczy: „Jak mogę opisać słowami światło i ciemność? Język (który mówi) jest ślepy, a oko (które widzi) jest nieme.”

Tak więc mowa jest zawsze niedokładna, jest tylko pogłoską, przekazywaną przez kogoś, kto rzeczy nie widział.

Trudność czytelnika polega na jego typowej niezdolności do czytania bez jednoczesnego przesiewania, osądzania, krytykowania i modelowania podawanych przez autora treści, stosownie do swojego pochodzenia, wykształcenia, umiejętności, kultury, przesądów, dogmatów, fanatyzmu, sekciarstwa etc., etc., przez co w sposób znaczący zmienia się intencje autora. Jak długo autor i czytelnik nie reprezentują tego samego poziomu (intelektualnego i emocjonalnego), nie porozumiewają się ze sobą w tym samym czasie i jak długo czytelnik nie stara się od początku pojąć intencji autora skupiając na tym całą swoją uwagę i zapominając o sobie ( jak się to czasem zdarza, gdy słuchamy w skupieniu dobrej muzyki lub podziwiamy dzieło sztuki), tak długo nie ma szansy należytego zrozumienia, a co więcej, są duże szanse na zrozumienie błędne, które w skrajnych przypadkach może się okazać całkowicie sprzeczne z intencją autora.

Są to tylko niektóre, wstępne trudności, napotykane na drodze szukania Prawdy. Powiedziało się o nich na samym początku, aby uzmysłowić czytelnikowi nieuchronne konsekwencje, jakie mogą nastąpić, gdy te trudności się pojawią i aby mógł je rozwiązać i pokonać to, co inaczej mogłoby się wydawać nie do pokonania.

  1. Wcielenie, poprzez proces wyodrębnienia, umożliwia świadomości uświadomienie sobie samej siebie z konkretnego punktu odniesienia. Jednocześnie jednak, poprzez ową izolację wyodrębnienia, kosmiczna uniwersalność świadomości zostaje zasłonięta przez ten szczególny punkt widzenia, jakim jest rodzaj posiadanego ciała i zarówno obraz, jak i pojmowanie rzeczywistości przyjmują formy stosownie do rodzaju ciała. I zmysły, i myśli zależne są od ciała. Stąd wszystkie dziedziny badań, filozoficznych czy przyrodniczych, które zależne są od zmysłów i myśli, są z zasady antropocentryczne. Obiektywne metody i obiektywny punkt widzenia są zwykłym obiegowym mitem. Żaden przedmiot nie jest możliwy bez podmiotu, a ciało plus intelekt, nawet jeśli pominie się emocje i świat wartości, nawet jeśli potraktuje się je jako zwykły instrument, rejestrujący i interpretujący dane, jest przecież ośrodkiem subiektywnej świadomości określonego typu, zależnego od rodzaju ciała. Przeto prawdziwą podstawą naszego poznawania jest manifestacja złożonego fenomenu podmiotowo-przedmiotowego, nazywanego błędnie podmiotowym bądź przedmiotowym, w zależności od dominacji jednego bądź drugiego, gdyż nigdy nie zachodzi całkowita nieobecność żadnego z nich.
  2. Ciało wraz z narządami zmysłów, odbierającymi z zewnątrz impulsy-symbole, a także intelekt jako interpretujący owe symbole (czy to konkretne, czy abstrakcyjne, wewnętrzne, czy zewnętrzne) są zwykłymi narzędziami tego związku podmiotu z przedmiotem. Spontaniczne ujęcie i utrwalenie przez intelekt w ramie czaso-przestrzeni obrazu, pojawiającego się na siatkówce oka, przyjmuje formę zewnętrznego przedmiotu, konkretyzując NIGDZIE i NIGDY w TU i TERAZ. Słowa, które są zawsze symbolami, przedstawiającymi jedną rzecz przy pomocy innej rzeczy, tak samo jak symbole i wzory matematyczne, są narzędziami, obracającymi się wokół siebie w niekończących się spiralach i prowadzącymi od założonego TU i TERAZ do NIGDZIE i NIGDY. Oto jest przyczyna naszej głębokiej ignorancji wszystkiego, co fundamentalne, kiedy analiza dociera do podstaw zarówno nauk przyrodniczych, jak i filozoficznych. Nie wiemy nic o naturze materii czy energii, o naturze życia ani umysłu, a w ostatecznym rachunku wszystko to wydaje się być wytworem umysłu, a wiedza zwykłą ignorancją, przedstawioną w nieco innej formie; ignorancją udającą mądrość. Zarówno ilościowe pomiary nauk przyrodniczych, jak i werbalne interpretacje filozofii mogą zawieść w poznaniu prawdy. Można nie wiedzieć w ogóle nic o smaku owocu mango nawet po dokonaniu dokładnych pomiarów jego wielkości, kształtu, barwy etc., a także po napisaniu bądź przeczytaniu pięciuset stron jego opisu.
  3. Choćbyśmy skrupulatnie zbadali nasze narzędzia i choćby uzyskana dzięki pomocy owych narzędzi wiedza była precyzyjna, to i tak wynik będzie zawsze ograniczony, a przedmiot badań będzie nam umykał. Fizyka, fizjologia, psychologia i filozofia, wszystkie one cierpią z powodu tego upośledzenia. Wszelkie przypuszczenia, wszelkie założenia, wszelkie formalizacje i wszelkie aksjomaty są arbitralne. Kiedy służą jako dogodny punkt wyjścia, wtedy również ukierunkowują i ograniczają nasze widzenie rzeczywistości, czyniąc je błyskami Rzeczywistości, oglądanej z ograniczonego punktu widzenia, dając w efekcie błędne poczucie pluralizmu. Wszystkie nasze próby dochodzenia do Prawdy na drodze prowadzonych w rozmaitych dziedzinach badań są wysiłkami zminimalizowania liczby owych założeń oraz dotarcia do i skorelowania maksymalnej liczby możliwych do zaobserwowania faktów, poprzez budowanie spójnej konstrukcji, której początkiem jest minimum założeń. Prawdy, nieograniczonej i niemożliwej do zmierzenia, nie da się ująć metodami posiadającymi ograniczenia. Poszukiwanie powinno się więc prowadzić stosując metodę wolną od ograniczeń, czyli w warunkach, w których ograniczenia relacji podmiotowo-przedmiotowej, a także ograniczenia zmysłów i intelektu, związane z rodzajem posiadanego ciała, przestają oddziaływać. Każda konkretyzacja prawdy, dokonywana jakąkolwiek metodą, subiektywną bądź obiektywną, filozoficzną czy naukową, teoretyczną czy praktyczną, ułatwiając nam zrozumienie, jednocześnie zakrywa prawdę pozornymi, fałszywymi przejawieniami, narzucanymi przez samą metodę jako taką. Z tego trzeba sobie zdać sprawę. Nadzieję daje fakt, że prawda nie może być zmieniona w fałsz. Pojawienie się fałszu jest jedynie zasłoną, a w ostatecznym rachunku jest szczególnym aspektem fundamentalnej prawdy.

Twarz istnieje swym własnym istnieniem i nie jest ważne, czy się ją ogląda w lustrze, czy nie. Użycie narzędzia, jakim jest lustro natychmiast powołuje do życia relację podmiot-przedmiot, konkretyzując przedmiotowe odbicie podmiotowej twarzy, wraz z możliwością modyfikowania rzeczywistości poprzez odwrócenie głowy i ujrzenie w odbiciu profilu twarzy. Twarz jako taka nie może być poznana inaczej, jak tylko poprzez samo bycie twarzą, co jest stanem naturalnym i co nie wymaga żadnego w ogóle wysiłku, fizycznego ani intelektualnego, aby ten stan, jako cel, osiągnąć. Podobnie ma się rzecz z Rzeczywistością – istnieje ona sama przez się i Bycie Nią jest równie naturalne. To tylko narzędzia – ciało i ograniczony umysł – dwie wielkie pomoce, ale też jednocześnie dwa wielkie utrudnienia, zasłaniają Rzeczywistość, modyfikując ją w odbiciu. Tak jak w przypadku oryginalnej twarzy nie istnieje widok z boku, tak też w oryginalnej Rzeczywistości nie zachodzą żadne modyfikacje. Zatem w przymiotniku „niezmienna” prawdziwa jest każda litera.

Jest bardzo prawdopodobne, że ryba nie jest świadoma, że żyje w wodzie, dopóki nie zostanie z niej wyjęta. Jako konkretne symbole prawdy, jako ograniczone aspekty nieograniczonej świadomości, my, istoty wcielone, nigdy nie stajemy się świadomi prawdy, w której jesteśmy zanurzeni jako jej konkretyzacje. Trudność polega na tym, że nie można nas wyjąć z prawdy (jak rybę z wody), abyśmy mogli stać się jej świadomi w „innych” warunkach.

Prawdę trzeba pojąć bez pomocy żadnych środków, bez pośrednictwa ciała, zmysłów, uczuć, myśli, ani intelektu. Poprzez te media świadomość zostaje skonkretyzowana i ograniczona. Usunięcie tych ograniczeń daje w efekcie świadomość nieograniczoną; i dopiero taka nieograniczona świadomość jest właściwym narzędziem, zdolnym ogarnąć niezmierzoną Prawdę poprzez Bycie Nią.

Laleczka z soli zanurkowała w morzu, chcąc zbadać jego głębokość. Lecz zanim dotarła do dna, straciła swą tożsamość, gdyż cała rozpuściła się w morskiej wodzie. Co daje lepszą wiedzę: wykonanie pomiarów czy połączenie się? Trudność polega na przekazaniu rezultatu połączenia nawet, jeśli można by to było, po połączeniu się, wykonać, gdyż punkt odniesienia, ośrodek skonkretyzowanej świadomości, czyli „ja”, zniknął.

  1. Cóż zatem powinno być punktem wyjścia w szukaniu prawdy? Możliwości, jakie dają rozmaite dziedziny nauki – fizyka, biologia, psychologia i filozofia są albo ślepymi uliczkami, albo krętymi rzekami, ginącymi na pustyni pełnego niepewności zdumienia. Punkt wyjścia musi znajdować się tam, gdzie materia, życie i umysł spotykają się w jednym ośrodku; i traktując to jako podstawę, będziemy próbowali przekroczyć granice, narzucone przez okoliczności. Takim ośrodkiem jest ciało, dzisiaj ludzkie. Nie jest to antropizm, jako że każdy inny nośnik, wcielający i ograniczający świadomość, ma również możliwość rozpoczęcia owego szukania. Nikt nie jest w stanie stwierdzić, czy osiągnięcie celu będzie łatwiejsze dla człowieka, czy też dla jakiejś innej formy lub form.

Rozważmy przykład aparatu radiowego. Dla doskonałego odbioru zachowane muszą być trzy warunki: (i) właściwe funkcjonowanie wszystkich części odbiornika, (ii) dopływ prądu, i (iii) możliwość nastrojenia odbiornika na odpowiednią częstotliwość, gdyż inaczej, nawet jeśli będzie się on znajdował w zasięgu nadajnika, nie będzie w stanie odbierać w ogóle żadnej. Podobnie: (i) właściwe funkcjonowanie wszystkich narządów ciała, (ii) strumień życia i (iii) zdolność umysłu do takiego nastrojenia się, aby był zdolny odebrać wiecznie obecną prawdę, są trzema wymogami, jakie muszą być spełnione przy szukaniu Prawdy. Jeśli tego nie będzie, to nawet, jeśli będzie się zanurzonym w Prawdzie, Prawda może pozostać niezauważona. Tak jak w przypadku aparatu radiowego wszystkie trzy czynniki są jednakowo ważne, a awaria lub nieobecność któregoś z nich skutkuje całkowitym brakiem odbioru, tak też w przypadku aparatu ludzkiego jako odbiornika wiecznej prawdy, wszystkie trzy czynniki – ciało, życie i umysł – są tak samo ważne, a awaria bądź nieobecność któregoś z nich skutkuje brakiem poznania prawdy.

  1. Żywe ciało wyposażone w narządy zmysłów może żyć w swym potomstwie miliony lat bez ewolucji umysłu. Ciało nie jest odpowiednim narzędziem. Umysł może pozostawać stale na minimalnym poziomie rozwoju, a jednak służyć życiu jako pomoc dla lepszego przetrwania. Życie także nie jest odpowiednim narzędziem. Umysł może rozwinąć w sobie zdolność myślenia i korelowania obserwowanych faktów i wyciągania wniosków oraz odpowiedniego modyfikowania czynności ciała i umysłu. Na dziś jest to jedyne narzędzie, jakie możemy brać pod uwagę w naszym szukaniu prawdy. A przecież rezultat jego stosowania wcale nie doprowadził nas bliżej naszego celu, lecz raczej doprowadził nas do niepewności i wątpienia o wszystkim, co podmiotowe bądź przedmiotowe.

Samo myślenie jako takie nigdy nie rozwiązało żadnego problemu i jest do tego całkiem niezdolne. Podobnie jak matematyka jest w stanie, stosując rozmaite operacje, określić konsekwencje, będące następstwem podanych przesłanek. Nie jest w stanie dać nam Prawdy, ani też jej pojąć. Myślenie jest ograniczeniem, nałożonym na świadomość, a przecież nigdy tego faktu nie dostrzegamy, bo dla większości z nas myślenie jako takie stanowi kryterium i istotę świadomości.

Umysł, jako aparat wrażeń zmysłowych, interpretuje dane dostarczane mu przez narządy zmysłów. Odczytuje zewnętrzne symbole danych zmysłowych poprzez utrwalenie ich w ramie przestrzenno-czasowej, nadając im w ten sposób formę „teraz’ i „tu’ (lub „tam”). Trzeba w tym miejscu podkreślić fakt, iż umysł zajmuje się „symbolami”, które są zewnętrzne (dane zmysłowe), i które przetwarza na „symbole” wewnętrzne (spostrzeżenia, sądy).

Umysł jako aparat „myślący” zajmuje się wszelkimi formami procesu mentalnego – pojęciami, rozumowaniem, wolą, pamięcią etc. Ów proces mentalny związany jest ze „słowami” lub „obrazami”, które również są symbolami – symbolami wewnętrznymi. (Żadna myśl nie jest możliwa bez słów lub obrazów.) Słowa, wypowiadane bądź pisane, symbole i wzory matematyczne, semantyka i logika – wszystko to są próby przekształcenia owych symboli wewnętrznych na zewnętrzne.

Przeto nasz skończony umysł jest instrumentem ograniczonym, zajmującym się jedynie symbolami, wewnętrznymi i zewnętrznymi, oraz ich wzajemnym przetwarzaniem w celu zrozumienia czegokolwiek. Prawda, której nie można przedstawić przy pomocy żadnego symbolu, nie może być pojęta przez ograniczony umysł. Będziemy musieli zastosować tutaj coś, co się znajduje ponad ograniczonym umysłem, coś, przez co sam umysł jest postrzegany – nieograniczoną i nieprzejawioną podstawę (która przez sam tylko proces manifestacji skończonego umysłu, związanego z konkretnym typem ciała, nakłada ograniczenia na siebie samą). Tej podstawy, tego substratum, nie należy mylić z „podświadomością” czy też „nieświadomością” psychologów, która zawiera wszystkie treści i ograniczenia skończonego świadomego umysłu z wszystkimi jego jednostkowymi symbolami, a jedyna różnica pomiędzy nimi sprowadza się do tego, czy złożone „ego” jest ich świadome, czy nie.

Podstawa Rzeczywistości to coś, co istnieje swą własną mocą, kiedy skończony umysł wraz ze wszystkimi możliwymi formami procesu mentalnego, obejmującymi wszelkie myśli, zostaje całkowicie wyeliminowany, co stawia ów stan nie tylko w przenośni, lecz i dosłownie ponad umysłem. Jest oczywiste, że poznanie pochodzące z tego stanu musi zdecydowanie różnić się od tego, które osiąga się przy pomocy ograniczonego umysłu, który w rzeczy samej nie może funkcjonować, kiedy jest już z założenia nieobecny. Aby zreasumować porównanie do owocu mango (pkt 4), powiemy jeszcze, że jeśli wszelkie możliwe pomiary, analizy i opisy przyjmiemy za nasze poznanie, osiągane przez proces myślowy ograniczonego umysłu, to poznanie pochodzące z tego stanu będzie SMAKOWANIEM, które kładzie kres wszelkim wątpliwościom. Poznania tego nie osiąga się poprzez stałe krążenie umysłu wokół tego samego przedmiotu, lecz poprzez BYCIE TYM.

„Całkowite wyeliminowanie wszelkich procesów mentalnych wraz ze wszystkimi myślami”, o którym powiedziało się wyżej, nie jest kontrolowanym ani wymagającym wysiłku powstrzymywaniem myśli, lecz zanurzeniem ich i rozpuszczeniem, jak laleczki z soli (pkt 5) w nieskończonym podłożu Rzeczywistości, którym przecież owe myśli naprawdę są. A jest to możliwe dzięki zrzuceniu powłok nałożonych przez samego siebie ograniczeń.

Z jednej strony umysł jest wyodrębniony i odizolowany przez typ ciała, z drugiej zaś jest dynamicznym aspektem, cząstką i „pakunkiem” nieskończonego substratum Rzeczywistości, które przepaja i przenika na wskroś zarówno ciało, jak i umysł. Substratum to jest bez granic, zatem musi być nieokreślone. I kiedy nasze poznanie naukowe i filozoficzne, osiągnięte poprzez pracochłonne, pośrednie i polegające na rozumowaniach działania ograniczonego umysłu zbliża się do owego substratum Prawdy, to okazuje się, że ma ono tendencję do NIEOKREŚLONOŚCI (lecz nie jakiejś mglistej), nawet jeśli jest to doświadczalnie weryfikowalne.

Spośród tej trójki, to znaczy ciała z narządami zmysłów, ograniczonego umysłu i substratum umysłu, właściwym aparatem szukania prawdy (czy może szukania w ogóle?) jest ów ostatni element, którym powinna być świadomość wolna od myśli, „usytuowana” w żywym ciele, całkowicie zbudzona, lecz jeszcze nie skrępowana ograniczeniami, jakimi są działania ciała i umysłu w stanie jawy. W stanie tym aparat rozpuszcza się w badanym przedmiocie, a poznanie, poznający i poznawany przedmiot stapiają się w jedną całość, w nieograniczony i niezmierzony stan Bytu.

  1. Cokolwiek widzimy, słyszymy, wąchamy, smakujemy i czego dotykamy, cokolwiek w naszym doświadczeniu oznaczamy i interpretujemy przy pomocy miar ilościowych, są to wszystko aspekty prawdy, uwarunkowane konkretyzacją i ograniczeniem świadomości w jej konkretnej historycznej formie, próbującej wymierzyć prawdę. Mogą się tutaj pojawiać różnice – zarówno kiedy ograniczony umysł używa jako aparatu narządów zmysłowych ciała, jak i wówczas, gdy nieskończone substratum używa jako swego aparatu ograniczonego umysłu. Dzieje się tak, kiedy np. kolor czerwony, widziany zwykle jako czerwony, daltonista zobaczy jako szary, albo fenolotiokarbamid będzie miał smak gorzki, lecz dla tych, którzy nie czują smaku, nie będzie miał żadnego smaku w ogóle. Oto dlaczego światło czy elektrony przejawiają albo strukturę falowa, albo cząsteczkową – stosownie do przeprowadzanych doświadczeń, mających na celu zbadanie tego czy innego aspektu, przy czym rygorystycznie przestrzega się wszelkich wymogów, niezbędnych przy ilościowych pomiarach danego aspektu. Stosownie do użytej metody rzeczywistość zostaje przejawiona tylko w aspekcie, odpowiadającym metodzie, przy czym kiedy bada się jeden aspekt, inne zostają automatycznie wykluczone. I tak być powinno. Konkretyzacja świadomości poprzez wcielenie sama już stanowi wydarzenie historyczne w ramie przestrzenno-czasowej, a każde „inne” wydarzenie jest automatycznie korygowane przez tę ograniczoną świadomość, na podłożu i w odniesieniu do tej sztywnej ramy przestrzenno-czasowej. Prawda w swym aspekcie nieograniczonym nie może być zatem w pełni objęta przez tę sztywną i ograniczoną ramę ograniczonej wcielonej konkretyzacji i okazuje raz ten, a innym znów razem inny swój aspekt, w zależności od metody lub kąta widzenia, przy czym przez cały czas ściśle przestrzega się reguł, wyznaczonych poszczególnym aspektom przez ograniczoną świadomość. Oto dlaczego najbardziej ścisłe i dokładne pomiary ilościowe światła jako fali i światła jako fotonów, lub też elektronów jako fali i elektronów jako cząstek, nigdy nam nie wyjaśnią, dlaczego przejawiają one ów dwojaki aspekt.
  2. Prawdziwą trudność stanowi porozumiewanie się. Słowa są tylko symbolami używanymi przez wcielone symbole prawdy wewnątrz ramy przestrzenno-czasowej, obarczone są zatem wszystkimi ograniczeniami tego uwarunkowanego stanu. Nie nadają się do przekazania nieograniczonej prawdy, będącej stanem nieuwarunkowanym, którego nie da się z niczym porównać i który jest poza wszelkimi relacjami, poza przestrzenią i czasem, i poza ograniczonym intelektem. To, co ma nastąpić, jest kwestią głęboko praktycznego eksperymentu – do podjęcia przez tych, którzy ośmielą się zrobić kolejny krok w szukaniu prawdy. Ta kontynuacja przekracza wszelkie metody, subiektywne czy obiektywne, filozoficzne czy naukowe, a aparat znajduje się wewnątrz, w zasięgu każdej osoby, która zechce podjąć eksperyment, to znaczy w każdym z nas. Rezultaty są uderzająco jednakowe, niezależnie od przestrzeni (kraju) i czasu (historycznej przeszłości bądź teraźniejszości) dopóty, dopóki podstawowym aparatem jest zdrowe i żywe ciało ludzkie, wcielające świadomość. Nie ma chyba potrzeby dodawać, że jeśli chodzi o praktyczne obserwacje i ich rezultaty, to wszelki wysiłek intelektualny będzie tu zbędnym. To, czego się szuka, ma być doświadczone jako Byt, w którym doświadczenie i doświadczający stapiają się w jedno. Cokolwiek ma dać, doświadczenie daje to bezpośrednio, bez pomocy żadnego medium i choć jest ono indywidualne, to jest w sposób istotny reprezentatywne i w pełni obserwowalne dla tych wszystkich wcielonych we wszechświecie bytów, które osiągnęły wymagany poziom rozwoju – bycie świadomym własnej świadomości.

Wcielenie w konkretną formę jest pierwszym i głównym ograniczeniem. Dalszymi ograniczeniami są czas, państwo, środowisko, kultura, wykształcenie, wartości, przesądy, dogmaty, fanatyzm i konwencje, zarówno filozoficzne jak i naukowe[1]. Wszystkie one są czynnikami warunkującymi, stosowanymi dla wzmocnienia i przydania splendoru ego, a potem zawężającymi ograniczoną świadomość. Trudno jest owe ograniczenia przekroczyć; one bowiem sprawiają, że nawet nie dopuszczamy do siebie myśli, iż poza głęboko nas różniącymi naszymi ciałami i myślami, jesteśmy wszyscy zbudowani z pierwotnej świadomości, która jest uniwersalną świadomością kosmiczną. Kiedy symbole uzurpują sobie pozycję oznaczanych przez siebie rzeczy, wtedy prawda jest zakrywana.

  1. Zatem nasze szukanie prawdy nie będzie nakierowane na zdobycie nowej wiedzy w naukach humanistycznych, ścisłych, czy w dziedzinie technologii, lecz nakierowane będzie na usunięcie czynników zawężających, ograniczających świadomość w konkretnym ciele, w konkretnym czasie, i w konkretnym miejscu konkretnej planety. Kiedy odrzuci się wszelkie dotychczasowe mniemania, wtedy wejście w stan pierwotnej, nieograniczonej świadomości, przenikającej wszystkich nas, staje się możliwe. Jest to wgląd w źródło wszystkiego, co przejawione i nieprzejawione i nie należy błędnie uważać tego za ucieczkę w subiektywizm, albowiem w absolutnym nieuwarunkowaniu nie może istnieć ani podmiot, ani przedmiot. Jest to wychodzenie z wąskiego „ja” – naszej własnej prywatnej i indywidualnej osobowości, będącej rezultatem konkretyzacji i uwarunkowania – do stanu niezmiennej, nieograniczonej i niczym nieuwarunkowanej świadomości, obecnej zawsze w nas wszystkich jako nasza podstawa, źródło i istota. Choć to, czym się tu zajmujemy jest stanem niemożliwym do zanalizowania, to przecież nie jest to stan niepoznawalny. Jest to stan, który każdy może poznać doświadczając go, lecz nie da się o nim powiedzieć przez zestawienie go z czymkolwiek innym w taki sposób, by było to zrozumiałe również przez tych, którzy takiego doświadczenia nie mieli. Tym, co czyni ów stan uniwersalnym (w odróżnieniu od prywatnej indywidualnej podmiotowości) jest powszechna możliwość weryfikacji owego doświadczenia, dostępna wszystkim, którzy są autentycznie gotowi eksperyment ten przeprowadzić i sprawdzić.
  2. W trakcie swych długich wędrówek po Himalajach, w przeciągu wielu lat podróżny napotykał tu i ówdzie mnichów, stosujących bardzo starą metodę, praktykowaną głównie w himalajskich grotach. Jest to metoda bardzo rygorystyczna i praktyczna, a wspominamy o niej, gdyż przybliży nam zrozumienie zasady. Nie zaleca się jej stosowania wszystkim bez wyjątku z powodów, o których powiemy w innym miejscu. Mnich wybiera sobie grotę, w której zostaje zamurowany. Pozostawia się tylko niewielki otwór, przez który podaje mu się pokarm, przy czym również ten otwór posiada zamknięcie. Aby zapewnić dostęp powietrza, częściowo usuwa się spomiędzy cegieł zaprawę, lecz tak, by do groty nie przedostawało się światło. W ten sposób wszystkie zmysły – wzrok, słuch, dotyk, węch i smak zostają odcięte prawie całkowicie. Ale jest to tylko kontrola zewnętrzna. Zanim eksperyment zostanie doprowadzony do pomyślnego końca, ma być w tym stanie osiągnięta o wiele trudniejsza kontrola wewnętrzna i wyeliminowanie myśli.

Poważne niebezpieczeństwo zagraża temu, kto podjąłby ów eksperyment bez uprzedniego przygotowania, które może trwać wiele lat i bez przewodnika, który wcześniej pomyślnie tę próbę przeszedł. Lecz jeśli wszystko zakończy się sukcesem, to próba ta przenosi człowieka od utożsamienia się z świadomością ograniczoną i skrępowaną do świadomości nieograniczonej, uwalniając go tym samym od wszelkich ograniczeń ciała i umysłu.

Oprócz zagrożeń związanych ze zdrowiem fizycznym i mentalnym, powyższy eksperyment jest również bardzo ekskluzywny i wymaga bardzo rygorystycznej praktyki i ścisłego nadzoru, z dala od zabieganego i tętniącego życiem świata. Dlatego wspominamy o nim tutaj tylko w celu ukazania istoty metody – zasady wyłączenia i eliminacji – a nie w celu praktycznego zastosowania.

Początkujący kierowca uczy się prowadzić samochód na pustym placu, lecz jego celem jest bezpieczna jazda po ruchliwych ulicach miasta. Podobnie przeprowadzenie powyższego eksperymentu w sztucznie stworzonych warunkach może być tylko wstępem i nie zakończy się sukcesem, o ile człowiek będzie musiał zawsze szukać swego prywatnego spokoju w sztucznym środowisku i nie będzie w stanie zachować spokoju w pełnym zajęć i zgiełku codziennym życiu. Przeto szukanie Prawdy musi być prowadzone<em”> in situ, bez podejmowania prób ucieczki przed światem.

  1. Prawda, czyli Rzeczywistość, nawet jeśli jest nie do opisania i niemożliwa do pomyślenia, może być spontanicznie przeżywana w bezpośrednim doświadczeniu przez wszystkich. Posłużmy się przykładem. Barwy żółtej nie sposób opisać; ci, którzy ją widzieli, czyli mieli możność jej bezpośredniego doświadczenia, mogą tylko, wskazując na takie samo doświadczenie, nadać mu nazwę „żółte”. „590 milimikronów” nic nam nie mówi. Żadne opisy ani żadne rozumowania nie umożliwią zobaczenia barwy żółtej niewidomemu. Pytanie brzmi: W jaki sposób można przeżyć spontaniczne i bezpośrednie doświadczenie prawdy? Czy może tu zostać użyty jakikolwiek aparat? A jeśli tak, to jaki?

Droga

  1. Jak zauważyliśmy już wcześniej, punktem wyjścia w naszym szukaniu prawdy powinno być ciało ludzkie, w którym spotykają się materia, życie i świadomość (która może być świadoma każdego z elementów tej trójki).

Zacznijmy od konkretnego zmysłu, np. oka. Oko widzi wszystko, lecz oka zobaczyć nie można. Widzenie jest dowodem na istnienie oka. Czy oko widzi? Czy kamera, która rejestruje obrazy, widzi? W rzeczywistości widzi żywe „ja”, które interpretuje obrazy, zarejestrowane na siatkówce oka; inaczej martwe oko mogłoby także widzieć. Jeśli zatem w wyróżnionym wyżej kursywą zdaniu słowo „oko” zastąpimy słowem „ja”, przeczytamy: „Ja” widzi wszystko, lecz „ja” zobaczyć nie można. Wydaje się, że jest to właściwa perspektywa.

  1. Musimy dokładniej zbadać czym jest owo „ja”. Jest ono skończonym, przejawionym narzędziem nieskończonego i nieprzejawionego podłoża; funkcją tego narzędzia jest tylko ujawnianie relacji podmiot-przedmiot jako jednoczesności. Żadne narzędzie nie może pracować, kiedy ów fenomen podmiotowo-przedmiotowy jest nieobecny. Oto dlaczego mózg, który jest wrażliwy na bodźce z najbardziej oddalonego miejsca w ciele, jakim są palce u nóg, sam w sobie nie jest wrażliwy (próbnik elektryczny może być umieszczony w różnych okolicach mózgu bez znieczulenia). Oto dlaczego oko nie może zobaczyć samego siebie, a opuszki palców u rąk, będące jednymi z najbardziej czułych części ludzkiego ciała, nie mogą poczuć samych siebie, dopóki nie dotkną przedmiotu. Kiedy owe narzędzia mają ochotę poznać same siebie, wtedy poznanie, zasadzające się na fenomenie podmiotowo-przedmiotowym zawodzi całkowicie. Jedyną alternatywą jest inny modus poznawania – poprzez „Bycie”. Daje nam to bezpośrednią wskazówkę, w jaki sposób należy szukać poznania nieprzejawionego substratum, w którym relacja podmiot-przedmiot nie ma możliwości działania. Będzie to musiało być poznanie przez „BYCIE TYM”. Innej alternatywy nie ma.

Skończony umysł, jako kongruentny ze złożonym ego, zajmuje w relacji podmiot- przedmiot pozycję podmiotu. A czyni to poprzez „bycie” tym, czym NIE JEST, gdyż błędnie utożsamia się raz z narządami zmysłów, raz z wrażeniami zmysłowymi, a jeszcze innym razem z myślami. Sam tylko fakt, że jesteśmy w stanie pomyśleć o zjawisku, jakim jest myśl, jest wystarczającą wskazówką obecności czegoś jeszcze „innego” niż myśl, ponieważ myśl jako narzędzie nie mogłaby pomyśleć siebie samej. Tym „innym” jest nieskończona podstawa, nieprzejawione podłoże Rzeczywistości, przez które „myślany” jest sam umysł, i które pozostaje zasłonięte dopóty, dopóki przejawia się w ograniczonym, rozpoznawalnym umyśle wraz z jego utożsamieniem się z „ja” = złożonym ego (kompleksem ego). Każdy proces manifestacji jest nie tylko ograniczeniem, nakładanym na Rzeczywistość, lecz jest też jednocześnie „zasłanianiem” rzeczywistości poprzez błędne identyfikowanie jej z tym, czym NIE jest. Oto dlaczego nieskończone substratum, wieczna i niezmienna podstawa, pozostaje na uboczu – nieznana, nierozpoznana i niezauważona. „Dostrzeżenie” tej podstawy jest tylko kwestią przesunięcia własnej identyfikacji – od błędnego utożsamienia się z nierealnym złożonym ego do nieskończonej podstawy rzeczywistego „Ja”; zamiast ‘bycia” ego – bycie TYM – podstawowym, nieskończonym substratum, dla którego przejawione ego jest zwykłym narzędziem, kontaktującym się z całą różnorodnością przejawienia poprzez relację podmiotowo-przedmiotową. Jest to aż tak zdumiewająco łatwe; chyba dlatego właśnie owo odkrycie rzeczywistości TEGO, ukrytej za maską egoizmu, jest tak trudne.

  1. Klucz do odkrycia tej Rzeczywistości znaleźć możemy w dwóch poniższych stwierdzeniach:

(1) Cisza jest podstawą wszelkiej muzyki i jest obecna pomiędzy dwiema nutami.

(2) Ekran kinowy jest podstawą dla wszystkich wyświetlanych filmów, lecz jest zakrywany przez obrazy, rzucane nań z projektora. Ekran czysty, taki jakim jest, widoczny jest w ułamkach sekundy pomiędzy dwiema klatkami filmu.

Jeśli stwierdzenia te odniesiemy do Rzeczywistości TEGO, będącej podłożem [ciszą, ekranem] myślącego „ja” [kompleksu ego], wówczas „ja działam” zmieni się w „TO patrzy na czynności ciała”; „ja czuję” zmieni się w „TO patrzy na czujące zmysły”, a „ja myślę” – w „TO patrzy na myślący umysł”.

W powyższych zdaniach „TO” = patrzący, świadek – jest zasadniczą podstawą, fundamentalną zasadą, pozostającą w ukryciu poprzez utożsamienie się z ciałem, zmysłami, myślami i osobowością, czyli kompleksem ego.

Tak jak ciszy można bezpośrednio doświadczyć pomiędzy dwiema nutami, a ekranu, takiego jaki jest, można bezpośrednio doświadczyć pomiędzy dwiema kolejnymi klatkami filmu, TEGO, czyli świadka, można bezpośrednio doświadczyć pomiędzy dwiema kolejnymi myślami. Teraz pojawia się pytanie: Jak uchwycić „Świadka” w trakcie niezwykle krótko trwającej „przerwy”? Czy „przerwę” tę można przedłużyć? Każda metoda, w której zaangażuje się proces myślowy, będzie tu bezużyteczna, gdyż będzie wywierać na naszą „przerwę” efekt odwrotny do zamierzonego. Wysiłek włożony w aktywne powstrzymanie myśli będzie również bezużyteczny, gdyż każdy wysiłek wykonywany jest przez „działającego”, „sprawcę”, który natychmiast skrywa „świadka”. Zatem nie powinno się nigdy podążać za myślami, ani też nie trzeba się starać ich powstrzymywać. Każdą myśl powinno się obserwować z pozycji „Świadka”, bez żadnych prób ingerencji ani też kierowania myślami w jakikolwiek sposób. Nie powinno się też aktywnie uczestniczyć w owym procesie myślowym poprzez utożsamianie z tymi myślami własnej osobowości, lecz nigdy nie powinno się „tracić ich z oczu”. Kiedy następuje owa trwająca ułamek sekundy przerwa, po „zakończeniu” jednej myśli, a przed „rozpoczęciem” drugiej, przerwa ta wychodzi na jaw nie poprzez jej „rozpoznanie”, czy „identyfikację” – jako że proces myślowy już z samego założenia jest tutaj nieobecny – lecz poprzez przejawienie się jako Bezpośrednie Doświadczenie „Bycia Tym, które Jest”.

Jeśli ktoś zdoła osiągnąć ten stan „BYCIA” bezwysiłkowo i biernie (a przecież jednak z baczną uwagą i czujnością daleko wyższą niż przy najbardziej skupionym działaniu), wtedy ów stan automatycznie się przedłuża, gdyż początek następnej myśli również wymaga wysiłku, a w tym stanie wszelki wysiłek jest nieobecny.

  1. To Bezpośrednie Doświadczenie Prawdy (= Bycie Tym, Które Jest) jest niemożliwe do pomyślenia i nieprzekazywalne, naturalnie z powodu prostego faktu, że gdy owo bezpośrednie doświadczenie ma miejsce, wtedy myśli nie są obecne. W związku z powyższym doświadczenie to jest również niewyrażalne i nieopisywalne, ponieważ kiedy myśl jest nieobecna, wtedy obrazy lub słowa, czyli symbole, będące nośnikami myśli, są również nieobecne.

A jednak w jednym mgnieniu oka doświadczenie to można osiągnąć. Do tego ostatecznego osiągnięcia niepotrzebna jest erudycja, praktyka, specjalne predyspozycje ani szczególne zdolności, ani też nie potrzeba na to długiego czasu. Wymienione wyżej czynniki konieczne są tylko jako przygotowanie do szukania Świadka, prawdziwego „Ja”. Jest nam to dane równie naturalnie jak wzrok i jakże cudowne! Powinniśmy po prostu wiedzieć, jak i gdzie tego szukać. Jeśli upieramy się przy tym, by widzieć z zamkniętymi oczyma, wtedy naturalnie nie możemy. Jeśli upieramy się, by szukać Prawdy, jednocześnie zakrywając ją kolejnymi powłokami własnego działania, jak larwa jedwabnika, która owija się szczelnie wytworzoną przez siebie jedwabną nitką, wtedy naturalnie nie możemy. Jedyny sposób umożliwiający nam widzenie, to podnieść zasłaniające tęczówkę oka powieki; czy potrzeba do tego erudycji, praktyki, dyscypliny, specjalnych predyspozycji, szczególnych zdolności, etc.? Urzeczywistnienie Prawdy jest tak naturalne i proste, gdyż Prawda jest już przecież obecna; obecna jest zawsze, wewnątrz i zewnątrz. Należy usunąć powłoki okrywające Prawdę – powłoki ciała, zmysłów, myśli – i Prawda może się wtedy objawić TAKA JAKĄ JEST. Czy potrzeba do tego erudycji, praktyki, dyscypliny, specjalnych predyspozycji, szczególnych zdolności etc.?

  1. Opisana wyżej metoda nie jest ani subiektywna, ani obiektywna, nie jest powiązana z niczym. Jest ona próbą uchwycenia pierwotnej podstawy świadomości w jej nieskończonym i nieograniczonym aspekcie. Rama przestrzenno-czasowa jest wytworem świadomości, będącym bez wątpienia wygodnym narzędziem „poznawania” poprzez korelację, lecz rama ta nie tylko ogranicza przestrzeń i czas; ogranicza ona również świadomość. W ten sposób świadomość nieskończona i nieograniczona zostaje przemieniona w świadomość skończoną i ograniczoną, czyli rozpoznawalny umysł. Cokolwiek jest „poznawane” w zwykłym znaczeniu tego słowa, jest to tylko ignorancja = błędne poznanie, przefiltrowane przez ramę przestrzenno-czasową skończonego umysłu, które oczywiście nie może „znać” Nieskończonego, czyli Prawdy. Procesy myślowe, przeprowadzane przy użyciu słów, czyli symboli, mieszczą się wewnątrz tej ramy. Pomiędzy dwiema myślami świadomość istnieje w swym pierwotnym, niezmiennym i nieskończonym aspekcie, bez ograniczeń, które sama na siebie nakłada. Bezpośrednie doświadczenie owej nieskończonej świadomości jest bezpośrednim doświadczeniem Prawdy. Jest to „stan”, a nie „poznanie”, ponieważ nie ma tam poznającego (podmiotu), ani nie jest to rzecz, która ma być poznana (przedmiot).

Stanu tego ma doświadczyć każdy dla siebie samego i przez siebie samego; podobnie jak wszystkie inne uniwersalne doświadczenia, poczynając od jedzenia i picia, a na czytaniu i rozumieniu kończąc. Stan ten ma być przeżyty indywidualnie. Gdybyśmy chcieli ów stan do czegoś porównać, to najbliższe byłoby porównanie do głębokiego snu, lecz w pełni świadomego! Brzmi to absurdalnie i prowadzi pewnie do większego zamętu, lecz tak dzieje się zawsze, ilekroć koniecznie domagamy się jakichś analogii! Wszelkie próby „opowiedzenia” o tym „stanie” są zatem płonne. Na koniec zacytujmy końcowe strofy Cherubinowego Wędrowca Anioła Ślązaka; wydaje się, że będzie to stosownym zakończeniem:

„Przyjacielu, niech nam to wystarczy.
Jeśli chciałbyś czytać dalej,
Sam stań się księgą i znaczeniem.”

Epilog

Bywam często pytany przez ludzi bardzo inteligentnych i wykształconych, czy osoba, która osiągnęła Prawdę może nadal pozostawać pożytecznym członkiem społeczeństwa i w dalszym ciągu żyć „normalnie”. Nie zagłębiając się w rozważania na czym właściwie polega „normalność” – czy na nieustannym tańcu wokół czterech centralnych bóstw – seksu, bogactwa, władzy i sławy; tańcu, którego motorem jest nienasycone pragnienie, czy też na trwaniu w ciszy, będąc zakotwiczonym w spokoju świadomości Prawdy – chciałbym na podstawie mych osobistych obserwacji spróbować takiego człowieka opisać.

On jest skupiony na „Tym”, na istocie Prawdy, na rdzeniu wszystkiego, co przejawione i nieprzejawione. My skupiamy się na naszym „ja”, ego, będącym maską, narzędziem, przy pomocy którego chwytamy to, co dotykalne. Ta ewidentnie prosta i jedyna różnica ma bardzo głęboko sięgające konsekwencje. On przemienia się od środka, w sposób dla nas dziwny i niezrozumiały. A więc, choć tak naprawdę to my jesteśmy dosłownie i w przenośni „ekscentryczni”, to sądząc według naszych standardów, nie wahamy się nazywać ekscentrykiem[2] jego. Wyposażeni w całą naszą, w rzeczy samej praktyczną, światową mądrość, niecierpliwie gonimy wkoło w naszym symulowanym i stymulowanym poczuciu szczęścia, jak kwaśne, niedojrzałe jabłko zerwane z drzewa w pośpiechu, lecz na zewnątrz pomalowane na czerwono. Nie dziw więc, że ową cienką powłokę farby kompletnie zmywa pierwszy zimny prysznic przeciwności, odsłaniając wewnętrzną kwasotę. On zaś, wręcz przeciwnie: cierpliwie przemienia kwaśne ‘ego’ w słodkie ‘TO’, a zewnętrzna barwa i zapach stanowią efekt spontanicznego rozwoju wnętrza. Deszcze i burze przeciwności odświeżają tylko piękno barwy i słodycz woni, co przejawia się w cichym spokoju jego twarzy, w jego współczującym spojrzeniu i w każdym jego przyjaznym odruchu, wyrażanym działaniem, mową czy myślą. Jego szczęście jest rzeczywiste, ponieważ jest zakorzenione w Rzeczywistości; i jest on zawsze w swym szczęściu pełen wewnętrznej, transcendentnej radości, niezależnie od okoliczności.

Dla przeciętnego człowieka kamień jest po prostu kawałkiem materii, z której zbudowana jest ziemia – namacalnym symbolem wszelkiej trwałości. Ten sam kamień będzie dla intelektualisty pustą przestrzenią, z rzadka tylko wypełnioną tkwiącymi w niej bilionami jąder atomowych i krążącymi wokół nich z zawrotną prędkością elektronami – symbol zagadki, a także symbol czegoś zarazem uchwytnego i nieuchwytnego. Lecz dla niego, dla człowieka prawdziwej wizji, jest to również symbol bardzo namacalny – konkretny symbol nieuchwytnej Prawdy, która przepaja i przenika wszystko.

Dla nas, mądrych mądrością świata i zakorzenionych w „ja”, wszystko jest „dla mnie” i „moje”, a mądrość polega na skomplikowanej dyplomacji, gromadzeniu bogactwa wszelkimi środkami oraz osiągnięciu władzy i sławy. A rezultat? Nieustanna pogoń, szalony pośpiech, brak odpoczynku, troski, obawy, niepokoje, frustracje, lęki, neurozy, wrzody żołądka i zawały serca. Dla niego, który jest zakorzeniony w TYM, a którego z naszego punktu widzenia nazywamy człowiekiem niepraktycznym i oderwanym od życia, nie istnieje żadne „dla mnie”, ani „moje”, tak samo, jak nie istnieje „ja”; przeto jego mądrością jest prostota, dziecięca niewinność, szczerość, nieposiadanie, spontaniczna pokora, zapomnienie siebie i współczucie dla wszystkich. A rezultat? Płynące z wnętrza spontaniczne szczęście, spokój, pogoda ducha, zadowolenie i kompletna wolność od wszelkich lęków, wszelkich niepokojów, wszelkich trosk i wszelkich zmartwień.

On jest jak igła magnetyczna, umieszczona w punkcie zerowym dwóch przeciwnych pól magnetycznych. Nie ulegając żadnym przywiązaniom, jest absolutnie wolny. Nie ma żadnych upodobań, więc do niczego nie lgnie. Jest jednakowo szczęśliwy i pogodny w każdych okolicznościach i warunkach, niezależnie od tego, czy gra rolę króla czy żebraka. Dlatego nie ma on żadnego powodu, by zmieniać tryb życia i odsuwać się od swoich bliskich, by szukać odosobnienia lub vice versa.

On żyje w „Wiecznym Teraz”, wpatrzony w Prawdę, dlatego nie żałuje przeszłości ani nie martwi się o przyszłość. (Nawiasem mówiąc, możemy w tym miejscu zauważyć, że my, którzy uważamy się za niewolników czasu, w rzeczywistości także żyjemy w Wiecznym Teraz. Tym, co nas zniewala jest wyimaginowana i całkowicie arbitralna konwencja, która każe nam dzielić czas na przeszły, teraźniejszy i przyszły. Każda najdrobniejsza chwila przyszłości ciągle i nieprzerwanie staje się przeszłością, przechodząc przez teraźniejszość. Możemy być świadomi i żyć tylko w teraźniejszości, gdyż to, co ma nadejść, czyli przyszłość, jeszcze się nie narodziło, a przeszłość jest martwą pamięcią. Wskazuje nam to jasno, że ów ‘stan’ jest zawsze obecny zarówno w „wolnym” mieszkańcu „TEGO”, jak i w „zniewolonym” mieszkańcu „ja”. Ten pierwszy wie o tym, że jest w tym ‘stanie’ i że jest zawsze wolny, a drugi nie. Jest to jedyna, lecz najbardziej istotna pomiędzy nimi różnica.)

On, któremu obce jest „dla mnie’ i ‘moje”, widzi cały świat z pozycji Świadka i nie angażuje się jako sprawca. Dzięki temu radość jego jest pełniejszą, jak widza w kinie. On jest bierny, lecz nie leniwy i nie bezwładny; wręcz przeciwnie, nadzwyczaj czujny. Niczego nie pragnie, ani niczego nie odrzuca. Cokolwiek się przed nim pojawia, on natychmiast poświęca temu całą swoją uwagę i zainteresowanie, gdyż jest to dla niego w tym momencie przejawienie fundamentalnej prawdy, przybranej w szaty różnorodności, i czyni to skrupulatnie, traktując to jako swój obowiązek; lecz bez najmniejszego pragnienia. Nie oczekuje też w zamian żadnej namacalnej, ani też nienamacalnej korzyści. Czyż może być ktoś bardziej skutecznym i pożytecznym członkiem społeczeństwa, niż ten, kto pracuje z tak bezinteresownym i bezosobistym poświęceniem?

Widząc wszystko jako przeniknięte i przesycone prawdą, ma on właściwą perspektywę i właściwą hierarchię wartości. I ponieważ nie dąży do zdobywania błahostek, którymi my żyjemy i dla których umieramy, nie popełnia pomyłek i jego działanie jest zawsze właściwe. Choć nie potrzebuje niczego ani nikogo, to przecież nie trzyma się na uboczu. Pracuje dla dobra i pomyślności powszechnej, gdyż widząc wszystko jako manifestację Prawdy – od najmniejszego pyłku aż do niezmierzonych przestrzeni galaktyk – pozostaje w harmonii ze wszystkim, co przejawione i nieprzejawione, i okazuje wszelkiemu stworzeniu szacunek, miłość i bezgraniczne współczucie. Żyjąc stale w szczęśliwości bycia świadomym tego, co jest, nie odczuwa jakichkolwiek braków i nie może się w jego życiu ani śmierci zdarzyć nic, co by zakłóciło jego przepełniony szczęściem spokój. Nie oczekując niczego od nikogo, jest królem królów i płynie przez życie gładko i radośnie, okazując wszystkim sympatię, a dla siebie nie pragnąc niczego, lecz życząc pomyślności wszystkim.

W tym zapomnieniu siebie przepełnia go naturalna dziecięco niewinna skromność i pokora, a szczęśliwość świadomości Prawdy emanuje z niego spontanicznie i naturalnie, bez najmniejszej domieszki ze strony osobowości. Może zatem zarówno odbierać iluminujące jego samego Światło Prawdy, jak też przekazywać je dla iluminacji innych, niezmienione i niezniekształcone jego osobistym wpływem. On nie wygłasza kazań, lecz w ciszy, beznamiętnie i bez ostentacji, swym własnym życiem przekazuje nam proste, a przecież wieczne przesłanie: że tylko w urzeczywistnieniu fundamentalnej jedności wszystkiego i wszystkich jako symboli Prawdy poprzez przekroczenie symboli i bycie Prawdą, możemy usunąć bariery rozłamów, podziałów i różnic, wraz z ich następstwami – nienawiścią, konfliktami i cierpieniem, i że tylko w ten sposób zaprosić możemy szczęście i spokój do naszych serc, a w konsekwencji do naszego otoczenia.

W naszej ponurej determinacji, by poprzez używanie wina, seksu, bogactwa i władzy wycisnąć z życia ostatnia kropelkę szczęścia, uczyniliśmy życie tak poważnym i skomplikowanym, że wszelka autentyczna radość została z niego kompletnie wyrugowana. Wszelkie środki zewnętrzne, mające nam dostarczać szczęścia, zdołały ledwie w niewielkim stopniu wypełnić ową pustkę nudy, przed którą umykamy jak ścigane zwierzę, gdy tylko zaprzestajemy desperacko walczyć o utrzymanie. Dla niego, który jest zakorzeniony w szczęśliwości płynącej z wnętrza duszy, życie nie jest ucieczką od codziennej nudy, ani desperackim wysiłkiem, lecz nieustanną ekstazą przebywania w Prawdzie. Przeto to nie my, lecz on żyje życiem pełnym i zintegrowanym.

Indywidualności takie są dzisiaj rzadko spotykane i stanowią raczej wyjątek niż regułę. Czy nie dojrzał jeszcze czas, w którym takie jednostki nie będą wyjątkami, lecz regułą? Gdybyśmy przyjrzeli się historii ewolucji, odkrylibyśmy, że natura dodawała rasie ludzkiej coraz to więcej umysłu, co wynika z badań porównawczych czaszek człowieka prehistorycznego i współczesnego. Jeśli zamiast używać tego umysłu do uświadomienia sobie inherentnej nam podstawowej Prawdy, używać go będziemy niewłaściwie dla przydania sobie splendoru i uzyskania większej i coraz to większej dominacji nad Naturą, to Natura, nasza wymagająca i niepowstrzymana przełożona, wytępi rasę ludzką przy pomocy tego samego umysłu, który został obdarzony zdolnością fabrykowania coraz bardziej śmiercionośnego oręża, jakim jest atomowa broń masowej zagłady. Używając tych samych czterech najbardziej powszechnych pierwiastków – węgla, wodoru, tlenu i azotu, z których i nasze ciało jest zbudowane, stworzyła Natura potężne formy – dinozaury etc., które dominowały na ziemi przez miliony lat. Nie posunęły się one daleko w rozwoju umysłowym, podstawowym dla urzeczywistnienia prawdy i przez miliony lat napełniały planetę nieprzytomną wściekłością, ślepą nienawiścią, bezsensownym rozlewem krwi i niewymownym cierpieniem. Zostały one nieodwracalnie starte z powierzchni Ziemi przez kolejne epoki lodowcowe. A Natura kontynuowała swój eksperyment, tym razem z formami nie tak potężnymi, lecz mającymi zdolność rozwoju umysłowego i stworzyła współczesnego człowieka. Jeśli posiadając ten przyrodzony dar umysłu człowiek także zawiedzie w urzeczywistnieniu swej zasadniczej jedności z odwieczną Prawdą i nie zdoła wypełnić swego życia szczęściem i spokojem, a zamiast tego znowu napełni planetę nieprzytomną wściekłością, ślepą nienawiścią, bezsensownym rozlewem krwi i niewymownym cierpieniem, Natura nieuchronnie go zniszczy. Nie będzie musiała czekać kolejnych milionów lat na następną katastrofę, którą człowiek w swej pomysłowości mógłby może jeszcze przeżyć. Ziarno zniszczenia obecne jest w samej psyche człowieka, która nie zdoławszy ponownie zjednoczyć rodzaju ludzkiego w urzeczywistnieniu inherentnej, podstawowej prawdy, sieje podziały i zbiera zniszczenie przy pomocy śmiercionośnego oręża, dostarczonego właściwie przez samą Naturę, która wyposażyła ludzką psyche w zdolność odkrywania tajemnic Natury, co umożliwia fabrykowanie owego oręża. Eksterminacja, która nastąpi, może być znacznie bardziej precyzyjna i natychmiastowa niż poprzednie.

Ponury obraz, gdyby do tego doszło. Lecz nawet jeśli rasa ludzka miałaby wymrzeć, natura będzie z pewnością nadal prowadzić swój eksperyment wytwarzając jakąś nową, bardziej odpowiednią formę, zbudowaną z tych samych powszechnie występujących pierwiastków. Czego można by tylko wówczas żałować, to tego, że Natura była już bardzo bliska sukcesu w swym eksperymencie z formą ludzką, a rasa ludzka była już potencjalnie gotowa do przyjęcia owego najwyższego daru Natury – świadomości Prawdy; i że mając wybór pomiędzy Prawdą i Zagładą, rasa ludzka wybrała Zagładę.

Jeśli Natura zechce kontynuować swój eksperyment z dalszą ewolucją rasy ludzkiej, to zamiast ulepszać i powiększać umysł, będzie musiała wytwarzać więcej jednostek, które będą coraz to bardziej świadome Prawdy – owego nieskończonego substratum umysłu, podłoża, przez które sam umysł jako taki jest postrzegany; jednostek, którym poznawalny, przejawiony i ograniczony umysł, związany z naszym codziennym doświadczeniem, wraz z jego funkcjami tworzenia pojęć ogólnych, percepcji, myślenia, rozumowania, woli, pamięci, emocji etc. nie będzie stawiał przeszkód i pozwoli im wstąpić i zamieszkać w Rzeczywistości, która jedyna pozostaje po tym, kiedy się poprzez Bycie tą Rzeczywistością wszystko inne porzuci; jednostek, dla których owo Bycie nie będzie kwestią jałowych spekulacji, lecz intensywnie żywym i błyskawicznie pojętym faktem, tak naturalnym i tak zdumiewającym jak patrzenie, słuchanie czy oddychanie; jednostek, które będą w stanie osiągnąć owo Bycie nie poprzez wysiłek, walkę, dyscyplinę, praktykę czy też intelektualną gimnastykę, lecz poprzez samą tylko przemianę świadomości ludzkiej, przechodzącej w procesie ewolucji od różnorodności zjawisk do jedności Prawdy.

Dziś możemy tylko zapytać Naturę: „Czy czas dojrzał?” – i cierpliwie czekać odpowiedzi.

 

O Szukaniu Prawdy słów kilka

Od czasu ukazania się drukiem [Banaras Hindu University Journal, vol. VIII (2), marzec 1963, str. 83-105] mojego artykułu pt. „Szukanie Prawdy” (Quest for Truth), zaczęły docierać do mnie pytania, niektóre interesujące. Na przykład:

  1. Zrozumienie rzeczy polega na jej intelektualnym uchwyceniu (ujęciu). Na czym polega trudność intelektualnego ujęcia Prawdy, bądź Rzeczywistości? Jakie jest precyzyjne znaczenie terminów Prawda bądź Rzeczywistość?
  2. Metody naukowe zrobiły bardzo wiele, by odsłonić prawdziwą naturę rzeczy. Dlaczego zatem mielibyśmy je uważać za nienadające się do odsłonięcia prawdziwej natury Prawdy bądź Rzeczywistości?
  3. Jeśli wszelkie metody są nieadekwatne, to jakie w takim razie kryteria trzeba zastosować, aby zbliżyć się do rozwiązania zagadki Prawdy?

Spróbuję teraz nieco rozjaśnić powyższe wątpliwości.

  1. 1.

Największą trudnością w intelektualnym uchwyceniu Prawdy, czyli Rzeczywistości, jest jej subtelna prostota jako faktu realizującego się inherentnie i w sposób naturalny we wszystkim i w każdych warunkach. I każda próba intelektualnej oceny tego faktu stwarza natychmiast rzucającą się w oczy, nienaturalna wyrwę. Wszystko, co może zrobić intelekt, to próbować tę wyrwę zasklepić, owijając swą nitkę dookoła owego punktu rozdarcia, będącego jego własnym ‘dziełem’, biegnąc cały czas bez tchu w kierunku hipotetycznego celu, który wydaje się być gdzieś bardzo, bardzo daleko, choć w rzeczy samej znajduje się w punkcie wyjścia. Jest to jak zamykanie oczu po to, aby w skupieniu rozmyślać nad fenomenem widzenia, już na początku wyłączając samo widzenie, a potem błąkać się w ciemnościach w poszukiwaniu światła, cały czas trzymając oczy szczelnie zamknięte.

Kto ma zdrowe oczy, ten samorzutnie widzi wszystko jasno, i wcale nie jest mu do tego potrzebna znajomość praw optyki, ani też znajomość anatomii czy fizjologii oka. A przecież dotychczasowe pieczołowite badania optyki, anatomii i fizjologii ludzkiego oka nie odsłoniły nam jeszcze wszystkich tajemnic procesu widzenia, lecz często ich wyniki okazywały się krótkowzrocznymi hipotezami.

Ignorant i nierób nie odczuwają potrzeby wielkości. Rozpoznanie ograniczeń umysłu i przebicie się przez te ograniczenia do bezgranicznego nieznanego wymaga gigantycznego intelektu i ostrej jak brzytwa Mądrości.

Następujące strofy przedstawiają sedno zagadnienia i jego rozwiązanie:

Jasne Słońce ogłasza: Moja światłość przenika wszystko!
Żali się ciemna grota: Źle mnie traktujesz!
A Słońce się uśmiecha: ‘Twoje własne ściany nie pozwalają mi wejść,
’.

Rzeczywistość jest tym JESTESTWEM Prawdy wewnątrz i zewnątrz. Nie jest to poznawaniem tego jestestwa (gdzie jest poznający?), nie jest to doświadczaniem tego jestestwa (gdzie jest doświadczający?) i nie jest to nawet uświadamianiem tego jestestwa (gdzie jest ten, który jest jego świadomy?), lecz jest to BYCIE owym jestestwem w jego pełni.

I to ‘bycie’ nie jest ani teoretyczne, ani odległe. W każdej chwili naszego życia jesteśmy tym JESTESTWEM. Faktem jest, jak już wspomnieliśmy wyżej, że możemy widzieć, nie rozumiejąc wcale na czym polega proces widzenia. Fizyka doprowadzić nas może tylko do odwróconego obrazu na siatkówce oka. Następnym krokiem jest już owo ‘jestestwo’, o którym fizyka nie ma nic do powiedzenia, a fizjologia może jedynie snuć domysły. Faktem jest, że możemy słyszeć, nie przeczytawszy wprzód z podręcznika fizyki rozdziału pt. „Dźwięk”. Fizyka mówi nam o wibracjach, docierających do wnętrza ucha, a fizjologia o zakończeniach komórek nerwowych, odbierających te wibracje. Lecz w jaki sposób zostaje to przetworzone w słodki dźwięk dzwoneczków, jest znowu sprawą owego ‘jestestwa’. Fizyka jest tu niema, a fizjologia wysuwa tylko przypuszczenia.

Przeto możemy być i faktycznie jesteśmy tym JESTESTWEM, ową rzeczywistością bez poznawania – a czy w ogóle jest tu potrzebna nauka bądź filozofia? I nauka, i filozofia muszą czekać u wrót, a obie one widzą tylko tyle, ile zdołają dojrzeć przez okienka, oznaczone odpowiednio napisami ‘Nauka’ i ‘Filozofia’.

  1. 2.

Bywamy niekiedy świadkami raczej wyjątkowego wśród naukowców zjawiska. Otóż zdarza się, że cieszący się międzynarodową renomą wybitni naukowcy wkraczają czasami w dziedziny, które podobno mają im być obce. Aby podać choć kilka przykładów, możemy tu wymienić publikacje takich sław, jak Jeans (Physics and Philosophy), Eddington (Physical Nature of the World) i Schrodinger (Mind and Matter). Oczywiście NIE są to przykłady dobrych naukowców, którzy okazali się kiepskimi filozofami. Są oni raczej przykładami o wiele głębszego ludzkiego popędu poznawczego, pragnienia poznania i zrozumienia tego, co ukrywa się za zwodniczą zasłoną natury. Naukowiec i filozof, obaj oni próbują na swój własny sposób i wedle swych własnych możliwości, a każdy z nich osiąga powodzenie proporcjonalnie do stopnia uwolnienia się od konwencjonalnych kolein przyjętej metodologii i dominujących aktualnie poglądów. Może warto byłoby się zastanowić, dlaczego coś, co powinno być głęboką refleksją, częstokroć okazuje się być zwykłą spekulacją.

Dla naukowca podstawową miarą poznawczą jest percepcja zmysłowa zewnętrznego świata i wszelkie tworzone przez niego teorie mają za podstawę tę właśnie percepcję. Lecz zasłona ciągle pozostaje. Kiedy dokonuje się nowych odkryć, wówczas naukowcy bez wahania korygują dotychczasowe schematy, dopasowując je do tego nowego oświetlenia. Istnieją liczne przykłady bardzo solidnie udokumentowanych teorii, które były setki lat uznawane przez najświetniejsze umysły swoich czasów, a które zostały odrzucone, ponieważ nauka zrobiła postęp i zostały odkryte nowe fakty, podważające dotychczasowe teorie, np. teoria flogistonu, a w nowszych czasach teoria atomistyczna. Zatem dla nauki aktualne poglądy są prawdziwe dopóty, dopóki nie zostaną podważone i zastąpione nowszymi i lepszymi, bardziej zgodnymi z ostatnim z najnowszych odkryć; a to najnowsze odkrycie zawsze uzależnione jest od precyzji najnowszych przyrządów, jakie zostały do tego czasu wynalezione i udoskonalone. Naukowcowi jest więc bardzo, bardzo trudno przyjąć założenie, że świat umysłu i materii mógłby być tylko manifestacją głębszego podłoża rzeczywistości, które może się znajdować poza zasięgiem naszych zmysłów, nawet jeślibyśmy zwielokrotnili ich możliwości milion razy lub więcej dzięki wynalazkom bardziej sprawnych i precyzyjnych przyrządów. Postawa taka jest bezpośrednim następstwem przyjętego założenia, że niemożliwe jest doświadczanie prawdy bezpośrednio, a jednak nie subiektywnie, w związku z czym wszelkie próby podejścia do zagadnienia metodami innymi niż ‘obiektywne naukowo’ wydają się być tylko stratą czasu na jałowe spekulacje, irracjonalne sugestie i beznadziejny subiektywizm. Jednak dla uczonego, który byłby rzeczywiście bezstronnym badaczem, nie powinno być niemożliwością spojrzenie sponad tego przyjętego założenia i zaakceptowanie możliwości poznawania prawdy w bezpośrednim doświadczeniu, lecz niesubiektywnie, gdzie nie musiałby polegać na żadnych niepewnych spekulacjach, wnioskowaniu, czy jakichkolwiek dogmatycznych konwencjach, naukowych bądź filozoficznych.

  1. 3.

Istnieje uderzające podobieństwo w usiłowaniach zarówno naukowca, jak i poszukiwacza najwyższej rzeczywistości, zmierzających do całkowitego wyeliminowania „czynnika osobowego”. Naukowiec spodziewa się dzięki temu uzyskać pożądany obiektywizm, a poszukiwacz nie zniekształcony niczym wgląd. Gdybyśmy spróbowali zapisać to w postaci równania, to powinno ono wyglądać tak:

„ja’ – „ja” = 0 (gdzie „ja” = „czynnik osobowy”).

Tymczasem jest co najmniej dziwne, że dla naukowca jest to:

„ja” – „ja” = „widzenie”,

natomiast dla poszukiwacza:

„ja” – „ja” = „Bycie”[3].

Lecz trzeba w tym miejscu podkreślić, że w przypadku wszystkiego, co ma być w ogóle zrozumiane, niezbędny jest niemal natychmiastowy proces, składający się z „widzenia”, po którym następuje bezpośrednio „bycie”, i to nawet w zwykłym naszym poznaniu zmysłowym (?!), jak widzenie, słyszenie etc. Tym, co zniekształca owo poznanie jest zakłócający wpływ „ja”, które uzurpuje sobie rolę sędziego. Jeśli naukowiec mógłby dopuścić założenie, że idealny i doskonały obiektywizm wymaga również eliminacji owego będącego obserwatorem fenomenu „bycia”, wówczas idea bezpośredniego doświadczenia niesubiektywnego nie będzie mu się wydawać dziwną ani obcą, a bariera pomiędzy poszukiwaczem prawdy „naukowej” a poszukiwaczem prawdy „najwyższej” nie będzie się wydawała nie do pokonania.

Taki oto jest wolny, niekonwencjonalny, bezwarunkowy i nieuwarunkowany sposób podejścia, jeśli chcemy na poważnie zmierzyć się z zagadnieniem szukania Prawdy. Artykuł Szukanie Prawdy prezentuje taki właśnie sposób podejścia, niezależny, racjonalny i z gruntu praktyczny. Jest to podejście, które uważa, iż „wszelkie założenia, wszelkie postulaty, wszelkie formalizacje i wszelkie aksjomaty są arbitralne”. Jest to podejście, które odkrywszy, iż umysł ludzki, posadowiony wewnątrz ludzkiego ciała, jest zarówno pomocą, jak i przeszkodą w szukaniu prawdy (pomocą, gdyż pomaga zrozumieć; przeszkodą, gdyż nakłada ograniczenia owemu zrozumieniu, jako typowo ludzkiemu) – ośmieliło się wyjść poza procesy myślowe. Tylko ci, którzy się na to odważą, będą mogli z nadzieją w sercu wędrować w poszukiwaniu Prawdy.


[1] Może zainteresuje Czytelnika, w jaki sposób ujął to Henry David Thoreau: „…Pracujmy w spokoju, wiercąc nogami w błocie i coraz głębiej wpychając je w grząską breję opinii, przesądu, tradycji, złudzenia, pozorów, aż przebijemy się przez ten namuł, który pokrywa kulę ziemską, przez Paryż i Londyn, przez Nowy Jork, Boston i Concord, przez Kościół i państwo, przez poezję, filozofię i religię, aż dotrzemy do twardego, skalistego dna, do tego, co możemy nazwać rzeczywistością. I wówczas powiedzmy: O to niewątpliwie szło.” (Walden, czyli życie w lesie. Wydawnictwo Rebis, Poznań 2010, str. 114, przyp. tłum.)

[2] Łac. ex = na zewnątrz; centrum = środek. Ekscentrykiem będzie więc człowiek, który oddala się od środka (przyp. tłum.).

[3] Dla większej jasności podaję wersję oryginalną tych nieco trudnych do przetłumaczenia „równań”:

1. ‘I’-ness minus ‘I’-ness = Zero
2. ‘I’-ness minus ‘I’-ness = ‘Eye’-ness (observing)
3. ‘I’-ness minus ‘I’-ness = ‘IS’-ness (Be-ing) (przyp. tłum.).

Zostaw komentarz