Słowo o niewysłowionym

Tadeusz Głodowski

Słowo-pojęcie określa, wyodrębnia, wyraża stosunek różnych wielkości. Słowem-pojęciem nie można określić tego, co jest bezgraniczne.

 

Przy opisywaniu części rzeczywistości można opis zaplanować, uszeregować w kolejności; gdy pragniemy poznać Całość Życia, takie ułożenie programu oddalałoby od istoty rzeczy. Poznawanie życia zaczyna się wszędzie i w każdej chwili.

 

Kiedy wypowiadam słowa, nawlekam pojęcia na nić czasu; kiedy je piszę, korzystam z dwuwymiarowej powierzchni papieru; kiedy zechcę uprzystępnić powiązania wielu słów-pojęć, musiałbym zbudować model trójwymiarowy z pytaniem pierwszym w samym środku. Taki model można odczytywać z każdego miejsca powierzchni bryły, ale zaczyna się on w samym środku.

 

Słowo jest symbolem konstrukcji myślowej, powstałej w polu świadomości danego człowieka. Osobowości ludzkie są podobne, ale niepowtarzalne; w związku z tym jedno i to samo słowo, wypowiadane przez różne osoby, jest za każdym razem odrębnym pojęciem o innym zakresie treści.

Słowa mowy ścierają się w użyciu ich przez miliony ludzi, jak stare miedziaki, i ubożeją. Słowa mowy, starzejąc się zmieniają zakres swych znaczeń i treść, wyrażana nimi ongi, ulega zniekształceniu. Dlatego potrzebne są coraz nowsze sformułowania tych samych starych, odwiecznych prawd. Jest to podobne do stawiania nowych drogowskazów na miejscu dawnych, nieczytelnych już tablic.

Słowa-pojęcia są narzędziami i zarazem budulcem, z którego umysł ludzki wznosi swą wieżę Babel.

Umysł, będący zmysłem porównywania, wysubtelnia swe narzędzia; kiedy uzna, że są już jak teleskopy, ulega złudzeniu, że sięgnie nimi w bezgraniczne i pozna ostatecznie istotę rzeczy.

Każde porozumiewanie się słowami jest wzbudzaniem w innej osobowości pojęcia podobnego, ale nie identycznego. Bliższe tożsamości przeżycia, zaszłego w jednej osobowości, będzie odbicie zwierciadlane tego przeżycia, przekazane innej osobowości bezpośrednio – bez użycia słowa-symbolu – aktem telepatii.

Bezpośrednie przekazywanie stanów uczuciowych i myśli, zwane telepatią, zbliża osobowości, zamknięte w oddzielnych ciałach; przy tym zbliża nie tylko ludzi, lecz także ludzi i zwierzęta, i otwiera osobowość na życie świata roślinnego i jeszcze dalsze.

To, co nazywane jest telepatią, nie jest jeszcze przeżyciem duchowym, lecz toruje drogę ku duchowości przez rozbijanie skorupy oddzielności jednostek i pychy wyższości rodzaju ludzkiego.

Kto poznał łączność bezsłowną, ten wie, że podświadomość jest jedna, że korzystamy z niej wszyscy i wszyscy jesteśmy nią obciążeni. Daje to pierwsze wtajemniczenie w sprawy tego naszego świata, w zjawiska powszechne, lecz pomimo tego mało znane i dlatego nazywane okultnymi, tajemnymi.

Łączność przez podświadomość daje w skutkach fakt paradoksalny, że dziedzictwo „zła” spada i na dzieci katów i na dzieci ofiar.

Ta łączność trwa w obrębie świata troistego, spętanego prawem przyczynowości.

Zbawienie, wyzwolenie jest to wydostanie się poza obręb świata troistego. Byt poza światem troistym jest niewysłowiony. Ten, kto TO poznał, może objaśniać swe poznanie ludziom cielesnym tylko przez porównania.

 

Stare porównania zawodzą. Cóż nam wyjaśnią dzisiaj „stopnie schodów, wrota, wrzeciądza, kolumny, kamień węgielny”; więcej powiedzą współczesnym: „napięcie, pole magnetyczne, potencjał, stan nieważkości” i wiele podobnych.

Dzisiejsza nauka i technika dają mnóstwo materiału do porównań. Przy tym więcej jest teraz pojęć dynamicznych, lepiej uzmysławiających życie, niż dawniej brane do porównań pojęcia o treści statycznej.

Niektóre pojęcia z dziedziny hipotez, dotyczących budowy atomu, zmuszają do wysubtelnienia wyobraźni; np. „neutrino”, cząsteczka tak nikła, że przebiega glob ziemski na wskroś, nie zahaczając o którykolwiek atom. Prostackie pojmowanie uznałoby takie zjawisko za coś duchowego, a przecież jest to w obrębie fizyki. Zaznajomienie się z tym pojęciem i w ogóle z hipotezami budowy materii zmusza do oczyszczenia wyobraźni o duchowości z pojęć rozumowych.

Rozpiętość fizycznych miar czasu – od megacykli po miliony lat świetlnych – wyolbrzymia obraz świata materialnego. Hipotezy budowy materii, spiętrzane w poszukiwaniu ostatecznego szczegółu, który stałby się kamieniem zwornikowym, zamykającym sklepienie wiedzy fizykochemicznej ponad wszystkim, co człowiek poznać może, są to wspaniałe marzenia materialistów, podobne do marzeń ludzi opętanych manią zbudowania perpetuum mobile.

 

Ów kamień zwornikowy leży w samym człowieku, poza sferą dostępną nauce.

Ażeby poznać duchowość, trzeba pozbyć się w ogóle wyobrażeń o niej. Nieporozumieniem jest powoływanie się na najnowsze hipotezy naukowe i spodziewanie się, że one potwierdzą cokolwiek z prawd świata duchowego.

Każda filozofia jest zbiorem hipotez. Poznawanie prawdy nie jest filozofią. Prorok nie jest filozofem – jest Jaźnią wyzwalającą się ze złudzeń oddzielności (z podziału na podmiot i przedmiot).

Prorok jest człowiekiem powracającym z krainy niedostępnej dla jego otoczenia. Skorzystajmy z takiego porównania:

Uczeni organizują wyprawę do niedostępnej krainy, położonej za górami, za lasami. Nie rozporządzają jeszcze techniką, umożliwiającą pokonanie wszelkich trudności. Spotykają człowieka, który twierdzi, że „tam” już był. Wypytują go i notują wszystko, co może powiedzieć, a na podstawie tak zdobytych wiadomości kreślą szkice, drogi i domyślny obraz nieznanej krainy. Ale wszystko, co mówi ów przybysz, jest tak odmienne od tego, co sami znają, że każdy z uczestników wyprawy pisze inny komentarz i dochodzi do innego wniosku. Wielu odrzuca w ogóle możliwość istnienia nieznanej bajecznej krainy. Zdarza się jednak, że uczestnik wyprawy przedostaje się do bajecznej krainy, ale w taki sposób, że jest to nie do naśladowania, bądź naśladowanie bywa bezskuteczne. Przy tym, sprawozdania – nawet sporządzane przez naukowców – brzmią nienaukowo, bo brak jest w mowie ludzkiej słów na opisanie krainy „niewysłowionego życia”.

Wszystkie szkice drogi do Nieznanego są to systematy filozoficzne. Wszystkie zbiory słów, wypowiadanych przez tych, którzy tam byli, są przemijającymi świadectwami prawdy. Jeżeli będą uznane za „pismo święte”, stają się dla jednych pomocą, dla innych kamieniem u nogi, dla oszustów zaś narzędziem ujarzmiania dusz.

 

Wszystkie pisma święte są dziełami ludzi, pełnymi zniekształceń prawdy.

Wielka prawda słów „JA jest drogą” została zniekształcona na „Jam jest drogą”. Oszuści pomniejszyli w ten sposób Nieskończoność do mikrokosmosu, który był tylko szatą chwilową Proroka, wypowiadającego tę prastarą prawdę.

Nikt z wielkich proroków, Nauczycieli ludzkości, nie żądał czci dla siebie, dla swej osobowości.

Wielką krzywdą, wyrządzaną Nauczycielom całej ludzkości, było i jest robienie z nich bałwochwalczo bogów. Jest to potrzebne tylko oszustom, podającym się za zawodowych doradców Pana Boga.

Bałwochwalstwo jest zawsze szkodliwe; po boskiej stronie świata wszyscy jesteśmy w łonie wszechogarniającej Boskości.

 

Chodzi tylko o wydostanie się z więzów osobowości, a znajdziemy się w samym sercu otchłani, w absolutnej pełni życia. Kogo przeraża słowo „otchłań” (śūnyatā[1]), niech wyobrazi sobie stan nieważkości i wszechobecność.

Świadomość jest podstawą rzeczywistości wszystkiego. Nic nie istnieje poza świadomością i nic nie jest martwe. Życie tego, co nam, ludziom zdaje się martwe, nie mieści się w świadomości oddzielnych osobowości, ale mieści się w Świadomości Kosmicznej.

Życie etyczne jest warunkiem wejścia na Ścieżkę, ale nie otworzy nam ono jeszcze bramy niebios. Obejrzawszy się wstecz stwierdzamy zawsze, że każdy wczorajszy nasz ideał był bardzo niedoskonały.

Zabiegiem koniecznym jest oczyszczenie pola świadomości ze wszystkiego, co je przesłania. Osobowość jednostki ludzkiej podobna jest do kliszy przezrocza; ekranem, na którym wyświetlają się obrazy życia jednostki, jest świat trójwymiarowy. Dopóki pragniemy udoskonalać obrazy tych przezroczy, dbamy o ciało i osobową duszę, której przypisujemy nieśmiertelność. Jednak światło tworzące obrazy jest czymś więcej.

Nie ma niższej i wyższej Jaźni. Jaźń jest jedna we wszystkim. To, co znamy jako swoje „ja osobowe”, jest to zmienny splot wrażeń zmysłowych, prześwietlony przez promień Świadomości Jedynej. Po rozsunięciu przesłony wrażeń zmysłowych i pojęć rozumowych, po oczyszczeniu z nich pola świadomości – ja osobowe przestaje istnieć jako oddzielna iskierka. Ładunek świadomości „ja” nie ginie, lecz włącza się w Świadomość Kosmiczną, w całość Oceanu Życia.

Każda metoda jogi jest rozświetlaniem kliszy osobowości, aż do zniknięcia jej z pola świadomości jednostkowej; wówczas to pole samo staje się bezgraniczne.

Każda metoda jogi prawdziwej poucza, jak to uczynić, ale nie zapowiada szczegółowo, co się osiągnie, poza jednym prostym słowem – „wyzwolenie”. To, co się osiąga, w co się wchodzi, jest Niewysłowione.

Wszystkie dogmaty o tym, czym jest Bóg i świat boski, są zaporami na drodze ku Niewysłowionemu, w którym przebywamy ciągle, oddzieleni tylko coraz cieńszą kliszą własnej oddzielnej, egoistycznej osobowości.


[1] Z sanskrytu, dosłownie: pustka, nieobecność, nicość (przyp. red.).

 

Zostaw komentarz