O rzeczywistej naturze człowieka

Swami Wiwekananda

Z wielkim uporem człowiek trzyma się kurczowo zmysłów. Jednakże, chociaż tak dotykalny zdaje się nam świat, w którym żyjemy i poruszamy się, nadchodzi w życiu jednostki, jak i w życiu całych ras moment, kiedy wbrew woli zjawia się pytanie: „Czy to jest rzeczywiste?” Kto nie znalazł nigdy ani chwilki na sprawdzenie świadectwa zmysłów, kto cały swój czas poświęca na czerpanie korzyści najrozmaitszych ze świata materii, temu również złoży wizytę śmierć, ten również będzie musiał nareszcie zastanowić się nad pytaniem: „Czy to jest rzeczywiste?” Religia zaczyna się od tego pytania i kończy się na odpowiedzi. W najdalszej nawet przeszłości, o której milczy historia i nic nam nie może pomóc w odnajdywaniu jej śladów, której słabe echa pozostały w mitologii, kiedy zaczynał się przedświt cywilizacji, już wtedy pojawiło się pytanie: „Co się z tym stanie? Czy to jest rzeczywiste?”

Jeden z najbardziej poetycznych upaniszadów[1] – Katha–upaniszad – zaczyna się pytaniem: „Kiedy człowiek umiera, pozostali z jego otoczenia wszczynają spór: jeden mówi, że on odszedł na zawsze, inny mówi, że on jeszcze żyje. Kto ma rację?” Odpowiedzi dawano różne. Cała dziedzina metafizyki, filozofii i religii pełna jest odmiennych odpowiedzi na to pytanie. Próbowano też usunąć w ogóle to pytanie, położyć kres niepokojom umysłu dopytującego się „Co jest poza tym wszystkim? Co jest rzeczywiste?”Lecz wobec tego, że śmierć będzie nadal zbierała żniwo, wszelkie usiłowania pozbycia się tych pytań i ukręcenie głowy całemu zagadnieniu z góry skazane są na niepowodzenie. Możemy rozpowiadać, że nie widzimy niczego poza teraźniejszością, że wszystkie swe nadzieje i dążenia mieścimy w teraźniejszości, możemy wmawiać w siebie nie interesowanie się niczym poza światem zmysłów i być może cały ten świat zewnętrzny ułatwi nam trzymanie się w obrębie wąskich granic doczesności. Cały świat może niejako spiskować przeciw naszemu wydostawaniu się poza teraźniejszość. Jednakże dopóki będzie istniała śmierć, będzie też powracało wciąż pytanie: „Czy śmierć jest końcem wszystkich rzeczy, których czepiamy się jakby były ostoją całej rzeczywistości, jakby substancja ich była podstawą istnienia wszelkiej substancji?” Świat znika błyskawicznie i nie ma go wcale. Gdy stajemy nad przepaścią, za którą nie widzimy nic tylko otchłań zionącą pustką, wówczas najmniej wrażliwa psychika nie powstrzyma się przed wzdrygnięciem i zapyta: „Czy to jest rzeczywiste?” Rozsypują się w nicość momentalnie nadzieje, wzmacniane w ciągu całego życia siłami potężnej umysłowości. Czy były one realne? Trzeba jednak znaleźć odpowiedź na pytanie. Ostrze tego pytania nie stępi się w miarę upływu czasu, przeciwnie – staje się coraz groźniejsze. Ponadto odzywa się pragnienie szczęścia. Ażeby je zdobyć, staramy się posiąść przeróżne rzeczy, uganiamy się za błędnym ognikiem, wodzącym nas po wertepach zewnętrznego świata zmysłów. Młody człowiek cieszący się powodzeniem powie nam, że życie jest bardzo uchwytne i on wierzy w to rzeczywiście; ale ten sam człowiek w starości spostrzeże, iż fortuna wciąż mu się wymyka i wtedy powie, że to jest przeznaczenie; wreszcie przekona się, że pragnień nie można zaspokoić. Dokądkolwiek zwróci się, spotyka opór nie do pokonania. Wszelka działalność w świecie zmysłów wywołuje działanie przeciwne. Wszystko jest znikome. Rozkosze, niedole, luksus, bogactwo, moc i nędza, samo życie wreszcie – wszystko jest znikome.

Ludzkość ma do wyboru dwa wyjścia. Pierwsze – wierzyć z nihilistami, że wszystko jest nicością, że nie wiemy nic, że nigdy nie zdołamy niczego dowiedzieć się o przeszłości, o przyszłości ani nawet o teraźniejszości. Pamiętajmy jednak, że kto przeczy przeszłości i przyszłości, a chce uczepić się tylko chwili bieżącej, jest po prostu niemądry. Z taką samą racją można by przeczyć istnieniu ojca i matki, a stwierdzać tylko istnienie dziecka. Odrzucanie przeszłości i przyszłości równa się przeczeniu teraźniejszości. Taka oto jest teoria nihilistów. Nie widziałem jednak nigdy człowieka, który by w życiu swym stosował się do takich poglądów chociażby przez minutę. Łatwo tylko jest tak mówić.

Drugie rozstrzygnięcie – jest to poszukiwanie wyjaśnień, poszukiwanie rzeczywistego, dążenie do odkrycia tego, co może być istotnie rzeczywiste w tym świecie wiecznych zmian znikomości. Czy w tym ciele, będącym skupieniem mnóstwa cząsteczek materialnych, jest coś naprawdę rzeczywistego? Umysł ludzki dąży do poznania tego od początku swego istnienia. W czasach zamierzchłych, już wtedy promienie światłości rozjaśniały często umysły ludzi. Stwierdzamy fakt, że od tamtych czasów człowiek posunął się nieco i poszukuje dalej. Odkrył dawno, że musi istnieć coś, co jest podobne do ciała zewnętrznego, ale doskonalsze, pełniejsze i co trwa po zniknięciu ciała. W hymnach Rygwedy do Boga Ognia, pochłaniającego ciało zmarłego jest prośba: „Płomienie, umieśćcie go łagodnie w objęciu, dajcie mu ciało doskonałe, jaśniejące, zanieście go do krainy, w której żyją przodkowie, gdzie nie ma ani smutku, ni śmierci”. To samo znajdziecie w każdej religii.

Jest to znamienne, że wszystkie bez wyjątku religie uznają, że człowiek obecny zdegenerował się ze swego dawnego stanu; wyrażają to bądź w mitologii, bądź jasnymi słowami filozofii albo w opowieściach osłoniętych pięknem poezji. Wszystkie Pisma święte i wszystkie mitologie podają opowieści, z których wynika, że człowiek taki, jakiego znamy, jest wytworem upadku. Wynika to z opowieści o Adamie w Piśmie żydowskim. Odnajdujemy to w wielu miejscach Pism hinduizmu, gdzie jest mowa o „wieku prawdy”, kiedy to nikt z ludzi nie umierał, dopóki nie zapragnął tego, mógł zachować swe ciało w zdrowiu i pełni sił, a umysł w jasności myśli, dopóki zechciał. Nie istniały wtedy ani zło, ani ból. Nasza epoka jest stanem zdegenerowania poprzedniej. Obok tych znajdujemy wszędzie opowieści o potopie. I ta historia jest dowodem, że wszystkie religie uważają stan obecny za skutek zepsucia stanu poprzedniego. Świat psuł się stopniowo coraz bardziej, aż fale potopu zabrały większość ludzkości i oczyściły z niej ziemię. Od tej chwili zaczęło się ponownie wznoszenie się ku doskonałości. Odbywa się to powoli, a ma doprowadzić do stanu pierwotnej czystości. Znacie wszyscy historię potopu ze Starego Testamentu. Taką samą historię znali starożytni Babilończycy, Egipcjanie, mieszkańcy Chin i Indii.

Oto legenda hinduska. Manu, wielki mędrzec starożytny, modlił się nad brzegiem Gangi; nagle podpłynęła do niego mała rybka i poprosiła o obronę. Manu wsadził ją do garnka z wodą, który miał przy sobie i zabrał ją do domu, ponieważ rybka twierdziła, że nie może powrócić do rzeki, gdzie czyha na nią wielki drapieżnik. Nazajutrz rybka była już taka duża, że nie mieściła się w garnku. Manu wpuścił ją do stawu. Następnego dnia ryba tak urosła, że trzeba było wpuścić ją do rzeki. Później nie mieściła się już w rzece i Manu musiał pomóc jej w dostaniu się do oceanu. Wtedy ryba rzekła do Manu: „Jestem Stwórcą Wszechświata. Przybrałem tę postać, aby cię uprzedzić, że zatopię świat. Zbuduj arkę, zabierz do niej po parze każdego gatunku zwierząt i całą swoją rodzinę. Z wody będzie wystawał mój róg; przywiąż do niego arkę. Kiedy wody opadną, wyjdź i zaludnij ziemię”. I świat zalały wody potopu. Manu uratował swoją rodzinę, po parze z każdego gatunku zwierząt i nasiona wszystkich roślin. Gdy wody opadły, wyszedł i zaludnił ziemię. Nazywamy się ludźmi, bo jesteśmy potomkami Manu (w sanskrycie mānava).

Mowa ludzka jest usiłowaniem wyrażenia prawdy wewnętrznej. Jestem najzupełniej przekonany, że niemowlę próbujące mowy niezrozumiałymi dźwiękami chce wypowiedzieć najwyższe prawdy filozofii, ale nie ma do tego ukształtowanych narządów ani innych środków. Między mową najgłębszych filozofów i niemowlęcym ple–ple jest tylko różnica stopnia. To, co nazywacie obecnie językiem najpoprawniejszym logicznie, ścisłym, metodycznym wyrażaniem myśli, różni się tylko stopniem od mętnych mistycznych opowieści mitologii starożytnej. Podłożem tamtych opowieści była wielka idea, która – rzec można – szukała sobie ujścia, sposobu wyrażenia. Często te stare mitologie ukrywają w sobie prawdziwe samorodki złota, natomiast pod wyszukanym słownictwem nowoczesnych filozofów bywa sam piasek. Toteż nie powinniśmy wyrzucać niczego tylko z tego powodu, że było podane w formie mitologii, a nie zgadza się z poglądami nam współczesnych. Jeżeli ludzie śmieją się z religii, ponieważ większość religii żąda wiary w mity głoszone przez tego a tego proroka, powinni śmiać się jeszcze więcej ze współczesnych. Jeżeli kto dzisiaj powołuje się na Mojżesza, Buddę czy Chrystusa, wyśmiewają go, ale jeżeli przynęta rzucana jest z powołaniem się na Huxleya czy Darwina, chwytają ją bez badania. Uważają przy tym, że pozbyli się przesądów. Ongi przesądy były religijne, obecnie miewają charakter naukowości. Starożytne związane były z adoracją Boga, nowe towarzyszą adoracji przepychu, chwały i potęgi władzy. Oto różnica.

Powróćmy do mitologii. Spoza wszystkich jej opowieści przyświeca idea, że człowiek jest istotą niższą obecnie, niż był ongi. Nauka nowoczesna odrzuca zdecydowanie taki pogląd. Ewolucjoniści przeczą takim zapewnieniom. Według nich człowiek rozwijał się od stanu mięczaka i wobec tego wszystko, co mówi mitologia, nie może być prawdą. Jednakże w Indiach jest mitologia, która może pogodzić te dwa stanowiska. Według mitologii indyjskiej, głoszącej cykliczność rozwoju, postęp odbywa się falami. Za każdą falą nadchodzi obniżenie – wznios i dół fali powtarzają się cyklicznie. Również na podstawie obecnego stanu badań można powiedzieć, że człowiek jest wytworem nie samego procesu ewolucji. Uczony współczesny powie nam, że nie można z maszyny wydobyć więcej energii niż jej ona otrzymała. Nie można wydobyć niczego z nicości. Jeżeli człowiek jest istotą, która zaczęła swój rozwój od stanu mięczaka, znaczy to, że człowiek–Budda, człowiek–Chrystus był „inwoluowany” w mięczaku. Jeżeli nie było tak, skąd wzięli się ci tytani? Nic nie wyłoni się z nicości. Możemy uwzględniając to pogodzić wiedzę obecną z pismami świętymi. Energia ukazująca się stopniowo na różnych stopniach rozwoju, aż ukształtuje człowieka doskonałego, ta energia nie może wyłaniać się z niczego; ona już istniała, a jeżeli protoplazma organizmów najpierwotniejszych zdradza pierwsze ślady tej energii, to znaczy, że ta protoplazma już ją zawierała. Toczą się wielkie spory o to, czy ten wielki zespół cząsteczek materialnych, nazywany naszym ciałem, stał się źródłem pojawienia się siły nazywanej duszą, myślą itp., czy też myśl była źródłem powstania ciała. Religie utrzymują, że to siła nazywana myślą przyczyniła się do powstania ciała, a nie odwrotnie. Niektóre szkoły współczesne twierdzą, że myśl jest po prostu wytworem działania mechanizmów maszyny, nazywanej ciałem. Ta teza nie daje odpowiedzi na pytanie, którym się zajmujemy. Czym jest to, co wytworzyło ciało? Jaka siła łączy cząsteczki w tę całość? I to w całość odmienną u każdego gatunku; kto czy co dokonuje tego zróżnicowania tak nieskończenie rozmaitego? Twierdzenie, że siła, zwana duszą, jest wytworem kombinacji w układzie i działaniu cząsteczek ciał, jest stawianiem wozu przed zaprzęgiem. Jak te kombinacje powstają? Gdzież jest siła doprowadzająca do tego? Jeżeli powiecie, że jakaś inna siła była przyczyną powstania tych kombinacji, że dusza jest wytworem materii i że zarazem dusza (zawierająca pewną masę materii) jest sama wytworem tych kombinacji, nie daje to odpowiedzi.

Potrzebna jest teoria, która wyjaśni większość faktów, jeżeli nie wszystkie i to bez sprzeczności z innymi istniejącymi teoriami. Bardziej logiczne jest powiedzenie, że siła, która bierze materię i buduje z niej ciało, jest tą samą siłą, która przejawia się przez to ciało. Toteż nie ma sensu mówienie, że siły-myśli, przejawiające się przez ciało nie istnieją niezależnie, a są tylko skutkiem działania cząsteczek, tym bardziej zaś nie ma sensu powiedzenie, że siła może być wytworem ewolucji materii. Bardziej możliwe jest wykazanie, że to, co nazywamy „materią” nie istnieje wcale. Jest to tylko szczególny stan energii. Można udowodnić, że gęstość, trwałość i wszystkie inne cechy materii są tylko skutkami ruchu.

Jaka to siła ujawnia się za pośrednictwem ciała? Czymkolwiek być może, jasne jest dla nas, że siła ta chwyta – rzec można – cząsteczki i buduje z nich ciało ludzkie. Nikt nie buduje ciała dla was czy dla mnie; nie widziałem osoby, która by za mnie i dla mnie przyjmowała pokarmy, muszę to czynić sam i z tych pokarmów tworzę swoją krew, kości i wszystkie tkanki. Czym jest ta siła tajemnicza? Myśli o przyszłości i przeszłości przerażają wielu. Wielu też uważa je za daremne spekulacje. Powróćmy do pytania: „Czym jest siła działająca w tej chwili za naszym pośrednictwem?” Wiemy, że we wszystkich Pismach świętych starożytności ów przejaw siły uważany był za działanie subtelnej substancji, przybierającej postać ciała i trwającej jeszcze po śmierci ciała. Później jednak pojawia się idea wyższa, według której takie ciało subtelne nie jest źródłem owej siły. Wszystko mające postać musi być skutkiem kombinacji cząsteczek i musi być ożywiane przez coś innego, ukrytego poza nim. Skoro zaś nasze ciało fizyczne musi być kierowane przez coś, co nie jest ciałem, z takiej samej racji również ciało subtelne musi być kierowane przez coś, co nie jest nim. To „coś” nazwano duszą, a w sanskrycie atmanem (ātman).

Atman więc za pośrednictwem ciała subtelnego – rzec można – działa na zewnętrzne ciało fizyczne. Ciało subtelne uważane jest za otoczkę umysłu, atman zaś jest poza tym. To wcale nie umysł jest atmanem; atman ożywia psychikę i za jej pośrednictwem ciało. Wy macie swego atmana, ja innego, każdy z nas ma oddzielnego atmana i oddzielne ciało subtelne, przez które działamy na zewnętrzne ciało fizyczne. Przyjąwszy takie założenie, stawiano sobie pytania, czym jest ów atman, jaka jest jego natura? Czym jest ta dusza człowieka, która nie jest ani ciałem, ani umysłem? Rozpętało to wielkie dyskusje. Spiętrzano pomysłowe teorie, drobiazgowo rozważano wszelkie za i przeciw w badaniach filozoficznych. Oto niektóre wnioski z tych poszukiwań. Różne odmienne systemy filozoficzne dochodziły do stanowiska, że atman – czymkolwiek jest – nie ma ani formy, ani zakresu, to zaś, co nie ma formy ani zakresu, musi być wszechobecne. Czas zaczyna się wraz z umysłem, przestrzeń również jest w umyśle. Otóż przyczynowość nie może istnieć bez czasu, ponieważ bez idei następstwa nie może powstać idea przyczyny. Przeto czas, przestrzeń i przyczynowość są w umyśle; skoro zaś atman jest poza umysłem i bez postaci, musi być poza czasem, poza przestrzenią i poza przyczynowością. Jeżeli zaś jest poza czasem, przestrzenią i przyczynowością, musi być nieskończony.

W to wdała się najwyższa spekulacja naszej filozofii (indyjskiej). Nie może być dwóch nieskończoności. Jeżeli dusza jest nieskończona, nie może być dusz więcej niż jedna, a wszystkie pojęcia dusz oddzielnych – masz duszę, ja mam inną itd. – nie odpowiadają rzeczywistości. A zatem Człowiek Rzeczywisty jest jeden, nieskończony, umysł wszechobecny. Człowiek widzialny jest ograniczeniem tego Człowieka Rzeczywistego. Pod tym względem mitologie są prawdomówne – człowiek pozorny (widzialny), choćby największy, jest tylko słabym echem Człowieka Rzeczywistego, który jest poza nim. Człowiek Rzeczywisty, Psychika, jako nie związany prawem przyczyny i skutku, niezależny od czasu i przestrzeni, jest z konieczności wolny. Nie był nigdy zależny i nie może być zależny. Człowiek pozorny, odbicie (refleks), ograniczony w czasie, przestrzeni i przez przyczynowość, jest wskutek tego zależny. Albo lepiej – jak mówią niektórzy z naszych filozofów – on sprawia wrażenie, że jest skrępowany, lecz w rzeczywistości tak nie jest. Ponieważ rzeczywiste w naszej duszy są: ta właśnie wszechobecność, ta natura duchowa, ta nieskończoność. Każda (lub raczej cała) dusza jest nieskończona, nie dotyczą jej sprawy narodzin i śmierci.

Podczas egzaminu w szkole zadawano dzieciom dość trudne pytania, między innymi to: „Dlaczego ziemia nie spada?” Oczekiwano odpowiedzi o ciążeniu powszechnym, o grawitacji. Większość dzieci nie umiała odpowiedzieć, kilkoro powiedziało, że to jest sprawa grawitacji, ale mała dziewczynka o rozbudzonym umyśle odpowiedziała pytaniem: „Dokąd miałaby spaść?” Pytanie zadane jej było absurdalne. Dokąd ziemia może spaść? Dla ziemi nie ma ani spadania, ani wznoszenia się. W przestrzeni nieskończonej nie ma góry ani dołu; jest tylko w dziedzinie względności. Co oznaczałoby oddalanie się lub zbliżenie dla nieskończoności? Skąd miałaby przyjść albo dokąd pójść? Toteż kiedy ludzie przestają myśleć o przyszłości i przeszłości, kiedy przestają zajmować się ideą ciała, ponieważ ono rodzi się, umiera i jest ograniczone, dochodzą do ideału o wiele wyższego. Ciało nie jest człowiekiem rzeczywistym, umysł tym bardziej, ponieważ i on wzrasta i maleje. To dusza jest poza tym i ona może żyć wiecznie. Natomiast ciało i umysł zmieniają się nieustannie i są naprawdę tylko nazwą serii zjawisk przemijających, jak rzeki, których wody płyną niepowstrzymanie i mają na pozór wygląd mas wody o niepodzielnej ciągłości. W ciele naszym każda cząsteczka przemienia się i nie pozostaje taka sama przez wiele minut, jednakże czujemy ciało wciąż jako to samo. Tak też jest z umysłem: szczęśliwy przez chwilę, nieszczęśliwy potem, to pełen siły, to przygnębiony – istny wir zmienności. Nie może on być duszą, która jest nieskończona; zmiany zachodzą tylko w tym, co jest ograniczone, skończone. Powiedzenie, że nieskończone zmienia się w jakikolwiek sposób, byłoby absurdem; jest to niemożliwe. Możemy być „wzruszeni”, wzburzeni, poruszać się, ulegać zmianom tylko w tym, w czym jesteśmy ograniczeni. Każda cząsteczka wszechświata jest objęta wciąż powtarzającym się przypływem i odpływem, ale całość wszechświata – jako jednia – nie faluje i nie zmienia się. Ruch jest zjawiskiem względnym; zmieniam swą postawę lub zachowanie się zawsze względem czegoś lub kogoś. Każda cząsteczka wszechświata zmienia się w porównaniu z którąkolwiek inną; jeżeli wyobrazimy sobie całość wszechświata bez reszty, nie możemy wyobrazić sobie zmiany jego, bo nic poza nim nie pozostało. Tak samo ta Jednia nieskończona jest niewzruszona, absolutna i to jest Człowiek Rzeczywisty. Nasza rzeczywistość jest w tym, co jest Uniwersalne, a nie w ograniczonym. Mówienie, że jesteśmy maleńkimi istnościami, ograniczonymi i chwiejnymi w nieustannej zmienności, jest powtarzaniem starych błędów i pomyłek. Ludzi oszałamia i przeraża wieść, że są Istnością Powszechną, wszechobecną. We wszystkim, co działa, to wy działacie, czyjekolwiek stopy przemierzają drogę, to wy idziecie, każdymi ustami przemawiacie, każdym sercem przyjmujecie i wzbudzacie uczucie.

Ludzi ogrania lęk, kiedy im się mówi o Absolucie. Pytają zaniepokojeni: „Ale co się stanie z moją osobowością?”– Czymże jest ich indywidualność? Chciałbym ją widzieć. Chłopiec nie ma zarostu, ale kiedy dorośnie, przyozdobi go, być może, broda i wąsy. Osobowość zginie, gdyby miała być związana z ciałem; tak samo byłoby przy utracie oka, nogi czy ręki. Pijak nie powinien  wyrzec się pijaństwa, złodziej kradzieży, żeby nie stracić swych indywidualności. Gdybyśmy ulegali takiej obawie, nikt z nas nie śmiałby zmienić swych przyzwyczajeń. Nie ma indywidualności nigdzie indziej – jest tylko w Nieskończonym. Jest to jedyny stan bez zmian. Wszystko inne nieustannie płynie. Indywidualność moja nie mieści się również w pamięci. Zdarza się, że jedno uderzenie w głowę pozbawia zupełnie pamięci; straciłbym wraz z nią indywidualność, zniknąłbym. Nie pamiętam wcale dwóch, trzech lat dzieciństwa; gdyby pamięć i byt były jednym, zniknęłoby to, czego nie pamiętam, nie żyłbym wtedy. Są to zbyt ciasne pojęcia indywidualności.

Nie staliśmy się jeszcze indywidualnościami. Zmierzamy w trudach ku temu – a jest to Absolut – nasza rzeczywista natura. Ten tylko żyje, kto żyje w wszystkich, im więcej zaś życie swe wypełniamy sprawami rzeczy skończonych, tym szybciej zmierzamy ku śmierci. Naprawdę jedynymi momentami naszego życia godnymi tej nazwy są chwile, kiedy świadomością pogrążamy się we wszechświat, kiedy niejako żyjemy w innych; spędzanie tego maleńkiego życia w zakątku, w błahostkach jest śmiercią, po prostu śmiercią i to jest przyczyną lęku przed śmiercią. Strach przed śmiercią może być przezwyciężony dopiero przez rozumienie, że życie każdego z nas będzie trwało, dopóki we wszechświecie pozostanie chociażby jedna jedyna istota, obdarzona tym życiem. Kiedy dojdzie się do tego, że będzie można stwierdzić: „Jestem we wszystkim, jestem we wszystkich, jestem we wszystkich przejawach życia, jestem wszechświatem” – dopiero wtedy osiągniemy stan bez śladu tego lęku. Absurdem jest mówienie o nieśmiertelności wśród tego, co zmienia się nieustannie. Jeden z naszych (indyjskich) filozofów powiedział ongi: „Tylko dusza jest indywidualnością, ponieważ jest nieskończona; nieskończonego nie można podzielić na części. Ta jednia jedyna, niepodzielna nigdy, jest tym, co stanowi człowieka indywidualnego – Człowieka Rzeczywistego”.

Człowiek pozorny, którego widzimy, jest po prostu próbą wyrażenia, przejawienia tej indywidualności, która jest poza przejawieniem, toteż ewolucja nie przebiega w Duszy. To nie w Duszy następują owe przemiany, sprawiające, że krętacz staje się uczciwy, że zwierzę staje się człowiekiem i wszelkie inne. Są to przemiany ewolucyjne w przyrodzie i przejawienia atmana. Przypuśćmy, że jest tu przede mną ekran i że mogę spoglądać na salę przez jeden mały w nim otwór; dojrzę parę zaledwie twarzy, ale przy powiększaniu otworu będzie mi się ukazywało coraz więcej obecnych, aż wreszcie wszyscy. W takim moim widzeniu was, to nie osób przybywałoby na sali, tylko zmniejszałaby się zasłona przede mną. Tak samo jest z Duszą. Doskonałość nie będzie coraz większa w przyszłości. Już teraz jesteście wolni i doskonali.

Czym są te pojęcia religii, Boga i poszukiwań poza widzialnością? Dlaczego człowiek zajmuje się pytaniami o Bogu? Dlaczego ludzie – w każdej narodowości, na każdym stopniu rozwoju społecznego – pragną mieć ideał doskonałości, czy to w postaci ludzkiej, czy boskiej, czy w czym innym? Ponieważ ta idea jest w was. Jest to w rytmie waszego własnego serca, a nie wiedzieliście o tym, braliście to za coś innego, coś poza wami. To Bóg w waszej jaźni skłania was do poszukiwania Go, do urzeczywistnienia Go. Po długich poszukiwaniach na prawo i na lewo, w świątyniach i kościołach, na ziemi i w niebiosach, powracacie wreszcie zamykając tym obwód do miejsca, z którego wyruszyliście, do swej duszy, do siebie samego i wtedy poznajecie prawdę, że To, czego poszukiwaliście po całym świecie, co uważaliście za najgłębiej ukryte misterium, spowite w mgły, jest najbliższe wam ze wszystkiego bliskiego, gdyż jest to wasze własne Ja, rzeczywistość waszego życia, waszego ciała i waszej duszy. Jest to wasza własna natura. Macie to potwierdzić, wyrazić. Nie po to, aby oczyścić się, bo już jesteście czyści. Nie, żeby dążyć do doskonałości, bo już jesteście doskonali. Natura jest jak ekran, przesłaniający wam rzeczywistość. Każda dobra myśl, świtająca w waszym umyśle i wyrażona w czynie, pomniejsza tę zasłonę, a spoza niej coraz jaśniej ukazuje się wam czystość, nieskończoność, boskość. Oto cała historia człowieka. Im bardziej zasłona staje się przezroczysta, tym lepiej przenika przez nią światło, jaśniejące za nią, bo promieniowanie jest naturą światła. ONO nie może być poznane; nadaremnie usiłujemy je poznać. Gdyby było poznawalne, nie byłoby tym, czym jest, albowiem jest wiekuistym podmiotem. Poznawanie jest ograniczaniem, poznawanie jest uprzedmiotowianiem. ONO jest wiekuistym podmiotem wszystkich rzeczy, świadkiem przedwiecznym na tym wszechświecie, waszym własnym Ja. Poznawanie jest – rzec można – zstępowaniem w dół, pomniejszaniem. My już jesteśmy tym podmiotem odwiecznym. Jakże mamy go poznawać? Jest on naturą rzeczywistą każdego człowieka, dążącą do przejawiania się na różne sposoby; gdyby tak nie było, czemu jest tyle kodeksów moralności?

W czym możemy znaleźć wyjaśnienie moralności? Istnieje idea, wyrażająca się w różnych formach, a stanowiąca oś wszystkich systemów moralności; jest to hasło: „Czyńcie dobrze”. Bodźcem działania ludzi powinno być miłosierdzie względem innych ludzi, miłosierdzie względem wszystkich zwierząt. Są to zawsze różne sposoby wyrażania prawdy odwiecznej: „Ja jestem wszechświatem, wszechświat jest jednem”. Jeżeli nie, gdzież przyczyna? Po co miałbym być dobry dla bliźnich? Co mnie do tego zmusza? Sympatia, uczucie tożsamości wszechświatowej. Najbardziej zatwardziałe serca czują sympatię do innych istot, przynajmniej niekiedy. Nawet człowiek, którego przerażają słowa, że mająca wygórowane pretensje indywidualność jest złudzeniem, że nie jest godną postawą kurczowe czepianie się owej pozornie wielkiej indywidualności, nawet taki powie wam, iż główną podstawą moralności jest zupełne wyzbycie się egoizmu. A czymże jest zupełne, doskonałe wyzbycie się egoizmu? Oznacza ono wyparcie się osobowości pozornej. Idea „ja” i „moje” – ahankara (ahaṁkāra) i mamata (mamatā) – jest skutkiem nagromadzenia przesądów w przeszłości, a im bardziej to „ja” przywiędnie i zaniknie, tym więcej Ja rzeczywiste stanie się dla nas dostępne. Odwracanie się od żądań małego ja, abnegacja, poniechanie egoizmu jest środkiem, podstawą i esencją wszelkich pouczeń moralnych. Niezależnie od tego, czy człowiek wie o tym, czy nie, wszystko na świecie zmierza ku temu powoli i wszyscy starają się to urzeczywistniać; tylko większość ludzkości nie czyni tego świadomie. Oby więc przejrzeli i czynili to świadomie! Oby zdobyli się na ofiarę, poznawszy, że owo „ja” i „moje” są to tylko skrawki, a nie Jaźń prawdziwa! Zaledwie słabe echo nieskończonej rzeczywistości dochodzi do nas przez naszą rzekomą osobowość, zaledwie maleńka iskierka ognia nieskończonego, który jest Wszystkim, Całością, przejawia się w człowieku widzialnym; prawdziwą jego naturą jest Nieskończoność.

Jaki jest pożytek z takiego poznania, jakie działanie jego i skutek? W czasach obecnych wszystko musimy oceniać według korzyści, według wartości materialnej. Jakim prawem stawiane jest wymaganie, aby prawda mierzona była wartością pieniężną? Przypuśćmy, że korzyści nie będzie żadnej; czy prawdę to pomniejszy? Użytkowość nie jest miarą wartości prawdy. Jednakże – mimo to – prawda jest w najwyższym stopniu użyteczna. Widzimy, że wszyscy poszukują szczęścia, ale większość chce je znaleźć w rzeczach przemijających, znikomych, a nie w rzeczywistych. Nigdy nie znajdywano szczęścia w zmysłach. Nikt nie znalazł szczęścia w zmysłach ani w rozkoszach, którymi zmysły darzą. Szczęście można odnaleźć tylko w atmanie. Dlatego najwyższą osiągalną dla ludzkości użytecznością jest znajdywanie szczęścia w atmanie.

Ciemnota jest płodną matką, rodzącą wszystkie nieszczęścia, ignorancją zaś fundamentalną jest wyobrażanie sobie, że Nieskończone łka i krwawi, że jest ograniczone. Źródłem wszystkich przesądów ciemnoty jest wyobrażanie sobie, że my, Dusza doskonała, nieśmiertelna, wiekuiście czysta, że my jesteśmy tymi małymi ciałami; jest to źródło każdego egoizmu. Kiedy myślę, że jestem jednym z tych ciał, pragnę je zachować, chronić, utrzymywać w dobrobycie kosztem innych ciał; wtedy ty i ja jesteśmy rozdzieleni. Wtrącanie się tej idei oddzielności usprawiedliwia złe czyny i sprowadza wszystkie nieszczęścia. A oto co jest użytecznością: gdyby bardzo mała część istot człowieczych, żyjących obecnie na ziemi zdobyła się na wyzbycie się egoizmu, ciasnoty poglądów i małostkowości, ziemia nazajutrz stałaby się rajem. Nie doprowadzą do tego maszyny i rozwój wiedzy jedynie o świecie materii; zwiększa to tylko niedole jak oliwa dolewana do ognia. Bez poznania Duszy cała wiedza fizyczna jest dawaniem egoistom narzędzi wywłaszczania innych, życia ich kosztem, zamiast oddawania życia swego za nich.

Czy jest to wykonalne? To inna sprawa. Czy jest to osiągalne w społeczeństwie współczesnym? Prawda nie przystosowuje się do społeczeństwa – ani starożytnego, ani współczesnego. To społeczeństwo musi przyjąć prawdę i stosować się do niej albo zginie. Społeczeństwo będzie musiało oprzeć się na prawdzie, prawda nie może zniżyć się i przystosować do społeczeństwa. Jeżeli prawdy tak szlachetnej jak bezinteresowność nie można praktykować w społeczeństwie, lepiej żeby człowiek porzucił życie w takim społeczeństwie i powrócił do puszczy. Tak postąpi człowiek uczciwy. Są dwa rodzaje odwagi: stawienie czoła w ogniu bitwy, a drugi – odwaga trzymania się przekonań duchowych. Jeden z cesarzy–zaborców, podbijających Indie, usłyszał od swego doradcy, że warto poznać niektórych mędrców tego kraju. Po dłuższych poszukiwaniach znaleziono takiego: był to starzec, mieszkający w lesie, siedział na gołym kamieniu. Cesarz rozmawiał z nim i w podziw go wprawiła mądrość tego człowieka, powiedział więc, że weźmie go do swego kraju. – „Nie pójdę stąd – rzekł mędrzec – wystarcza mi pobyt w tym lesie”. – „Dam ci – mówi cesarz – wysokie stanowisko, bogactwa; jestem wszak władcą świata”. – „Nie – odparł mędrzec – te rzeczy i sprawy nie interesują mnie”. – „Jeżeli nie pójdziesz, zadam ci śmierć!” – zagroził cesarz. Staruszek uśmiechnął się dobrotliwie i powiedział: – „Oto największe głupstwo, jakie mogłeś rzec, cesarzu. Nie możesz mnie zabić. Ja! Słońce nie spali Ja, ogień nie spopieli, miecz nie przebije Ja, bo Ja jestem atman nienarodzony i nieśmiertelny, wiekuiście żywy, wszechmocny, wszechobecny”.

Taka jest odwaga duchowa, inna natomiast jest odwaga lwa lub tygrysa. Podczas walk w Indiach w roku 1857 pewien „swami”, człowiek wielkiego serca, dostał śmiertelny cios sztyletem z ręki muzułmanina. Bojownicy hinduscy pochwycili zabójcę i chcieli go zabić przed konającym, lecz ten spojrzał dobrotliwie i resztkami tchu wyszeptał: „Bracie mój, ty jesteś Nim, ty jesteś Nim”; i skonał.

Dlaczego jesteście tak dumni, tak pysznicie się siłą mięśni, wyższością waszych instytucji w krajach Zachodu, skoro nie umiecie włączyć Prawdy w działanie waszych organizmów społecznych, nie umiecie zbudować społeczeństwa tak, żeby prawda najwyższa miała w nim swe miejsce? Po co te przechwałki o waszej szczodrości, wspaniałości i wielkości, jeżeli zasłaniacie się słowami: „Czyż taka odwaga nie jest praktyczna?” Czy nie ma nic praktycznego poza szylingami i pensami? A jeżeli jest tak, czemu jesteście dumni ze swego społeczeństwa? Takie społeczeństwo jest najdoskonalsze, w którym za praktyczne uznawane jest postępowanie zgodne z prawdami najwyższymi. Oto moje zdanie. A jeżeli społeczeństwo nie dorasta do prawd najwyższych, przygotujcie je; im prędzej, tym lepiej. Natchnijcie się tym duchem, mężczyźni i kobiety, ośmielcie się wierzyć w Prawdę, miejcie odwagę praktykować Prawdę! Potrzebne są światu setki odważnych mężów i niewiast. Praktykujcie tę odwagę, która śmie wierzyć w Prawdę, stosować ją w życiu, która nie drży przed śmiercią, co więcej – wita śmierć, która sprawi, że człowiek wie kim jest – atmanem – i że nic we wszechświecie nie może mu zadać śmierci. Wtedy staniecie się wolni, wtedy poznacie swą duszę prawdziwą! „O atmanie trzeba najpierw usłyszeć, potem myśleć, później medytować”.

Czasy obecne cechuje skłonność do nadmiernego rozprawiania o pracy, a niedocenianie myśli. Działanie jest dobre, ale przecież dlatego działamy, że pomyśleliśmy. Pracą bywają też nazywane małe przejawy energii za pomocą mięśni. Ale tam, gdzie nie ma myśli, nie będzie też pracy. Wchłaniajcie mózgiem wzniosłe myśli, ideały wzniosłe, miejcie to w świadomości dzień i noc, a zrodzi się z tego wielka praca. Nie rozmawiajcie o brudach, lecz mówcie, że jesteśmy już czyści. To przez autosugestię nasiąknęliśmy przekonaniem, że jesteśmy marni, że urodzeni jako śmiertelni zmierzamy ku śmierci – i trwamy w tym stanie ciągłego lęku.

Oto przypowieść. Wygłodzona ciężarna lwica miała już rodzić, lecz ujrzawszy stado owiec zapragnęła żeru. Skoczyła, ale ten wysiłek dobił ją; w ostatniej chwili życia urodziła lwiątko sierotę. Stado owiec przyjęło lwiego oseska i wychowało go na barana. Skubał trawę i beczał jak jagnię. Wyrósł na lwa, ale uważał siebie za barana. Pewnego razu do stada skradał się wielki lew. Ujrzawszy wśród owiec młodego lwa, chciał zbliżyć się do niego, lecz ten uciekł z całym stadem. Lew doczekał okazji, kiedy młody lew spał; podszedł, obudził go i rzekł: Jesteś lwem! – Mały przerażony wołał płaczliwie: – Nie, ja jestem barankiem. – Wtedy stary zaprowadził go nad wodę, ukazał mu jego odbicie i przekonał, że jednak jest lwem. Młody zaryczał tryumfalnie.

Koniec beczeniom! – Jesteście w położeniu podobnym jak ów lew.

Jesteście duszami – czystymi, nieskończonymi, doskonałymi. Moc wszechświata jest w was. „Czemu płaczesz, przyjacielu? Ani narodziny, ani śmierć nie dotyczą twej jaźni. Czemu płaczesz? Ani choroba, ani nieszczęście nie dotkną twego ja. Jesteś jak niebo bezkresne; przesłaniają je chmury, nadpływają, przemijają, ale błękit głęboki jest wciąż nad nimi”. Dlaczego widzimy perwersję? Był przy drodze niewysoki pień; w nocy zarys jego był niewyraźny. Złodziej przeląkł się go, bo myślał, że to policjant. Młodzieniec idący na schadzkę nadbiegł, myśląc, że to ukochana. Dziecko, któremu naopowiadano bajek o duchach, przestraszyło się i zaczęło krzyczeć. A przecież był to wciąż ten sam pień. Świat widzimy według tego, co w nas jest. Przypuśćmy, że małe dziecko jest w izbie, gdzie na stole leży woreczek złota. Przyjdzie złodziej i zabierze złoto. Dziecko nie wie, co się stało, bo „nie ma złodzieja w sobie” i nie widzi kradzieży. Tak jest z całym poznaniem. Nie mówcie o perwersyjności świata i o jego grzechach. Płaczcie nad sobą, że jeszcze jesteście związani widzeniem perwersyjności. Płaczcie nad sobą, że jeszcze widzicie wszędzie grzech. A jeżeli chcecie pomóc światu, nie potępiajcie go. Nie dodawajcie mu słabości. Czym jest grzech, czym jest zło, czym są te wszystkie rzeczy, jeżeli nie skutkami słabości? Świat jest codziennie coraz więcej osłabiany przez wmawianie ludziom od samego dzieciństwa, że są marnymi, słabymi grzesznikami. Pouczajcie ich, że są chwalebnymi dziećmi nieśmiertelności – nawet ci, którzy na pozór są najsłabsi. Pomóżcie przenikać do ich mózgów – od dzieciństwa – myślom pełnym mocy, uzdrawiającym. Sami również otwórzcie się na te myśli, a nie na obezwładniające.

Mówcie własnemu umysłowi: Jestem Nim, jestem TO.
Niechaj to brzmi jak pieśń dzień i noc w waszej duszy.
W godzinie śmierci powiedzcie: Jestem Nim, jestem TO.

Oto prawda: moc nieskończona świata należy do was. Odrzućcie przesąd, zaciemniający wam umysł. Bądźcie dzielni.

Poznajcie Prawdę i praktykujcie Prawdę. Cel jest przed wami, być może, daleko, lecz obudźcie się, powstańcie i nie zatrzymujcie się już na Ścieżce, aż dojdziecie.


[1] Sanskryckie upaniṣad – nauka tajemna, pouczenie dla wtajemniczonych; określenie dzieł wchodzących w skład Wed (przyp.red.).

Dodaj komentarz